A gdyby tak nadal wyrywano ósemki bez znieczulenia?


30 sierpnia 1846 roku – dopiero od tego momentu możemy mówić, że jakikolwiek człowiek na Ziemi doznał prawdziwego szczęścia. A może inaczej – tego dnia pierwsza osoba na Ziemi nie musiała przeżywać traumy w rodzaju tej, która w głowach wielu z pewnością pozostaje do końca życia. Mowa o wizycie u dentysty. Właśnie w 1846 roku po raz pierwszy zastosowano podczas zabiegu stomatologicznego narkozę. Bezbolesne operacje zawdzięczamy niejakiemu Williamowi Mortonowi, amerykańskiemu stomatologowi urodzonemu w 1819 roku w Charlton.

W wieku 23 lat rozpoczął pracę jako dentysta. Przez rok współpracował z doktorem Horacym Wellsem – oboje interesowali się problemem bólu podczas zabiegów wykonywanych na pacjentach z problemami w okolicy jamy ustnej. Na szczęście dla nas swoje zainteresowania tym tematem zgłębiali – dr William Morton prowadził doświadczenia w szczególności nad skutecznością podtlenku azotu. Niewystarczająca siła substancji kazała mu szukać dalej i tak, za sugestią naukowca i lekarza Charlesa T. Jacksona, spróbował użyć eteru. Był to strzał w dziesiątkę. Eter był znany już wcześniej, ale nie wykorzystywano go podczas operacji chirurgicznych. Morton okazał się być lekarzem niezwykle etycznym i postanowił nie narażać na niepotrzebne cierpienia i ewentualne skutki uboczne pacjentów – działanie eteru testował na zwierzętach, a później również na sobie. Testy dawały wynik pozytywny i tak oto 30 września 1846 roku pierwszy pacjent na Ziemi doświadczył (a właściwie nie do końca świadomie, bo podczas przełomowego zabiegu spał), czym jest bezbolesne usuwanie zęba. Efekt braku cierpienia potwierdził sam pacjent oraz świadkowie, ale dopiero miesiąc później medyczny świat z uznaniem i podziwem przyjął to rewolucyjne odkrycie, mające pomóc i pacjentom, i prowadzącym operacje. Właśnie wtedy doktor powtórzył przy studentach i lekarzach Massachussetts General Hospital proces doprowadzania pacjenta do stanu znieczulenia ogólnego, po czym jeden z chirurgów obecnych na sali usunął pacjentowi guz znajdujący się w obrębie karku.

Jak się później okazało, Mortonowi i Jacksonowi musiała wystarczyć pośmiertna sława oraz dozgonna wdzięczność pacjentów i lekarzy nieznoszących krzyków cierpienia tych, których właśnie mają leczyć przy pomocy skalpela…

Dentyści nie doczekali się zysków finansowych płynących ze swojego rewolucyjnego pomysłu. Ostatecznie został on opatentowany, ale procesy, które toczyły się w sprawie pierwszeństwa (wiadomo – sukces ma wielu ojców) i związane z nimi koszty sądowe przewyższyły zyski – szpitale przez cały czas stosowały bowiem eter do znieczulania pacjentów, nie wnosząc opłat z tytułu patentu.

 

 

 

foto: flickr.com

Obserwuj Aleksandra Galewska-Tomańska:

Z wykształcenia muzyk, pedagog i pedagog specjalny. Zainteresowana tym, co dzieje się na świecie, doszukuje się zależności w zachowaniach międzyludzkich i bieżących wydarzeniach społecznych.