Bartozzi Wojciechowski

Bartozzi Wojciechowski

opublikowane w Klub Muzyki, Najnowsze Wpisy | 11

Proponuję włączyć glośniki dobrze przenoszące bas  -:)

 

Choć zajmuję się dziennikarstwem od lat ponad dwudziestu, po raz pierwszy w życiu napiszę coś o moim synu, Bartoszu Wojciechowskim – pseudonim artystyczny Bartozzi.

Był dość niesfornym dzieckiem – jedynakiem, bardzo kochanym przez rodziców, dziadków i ciocie. Niestety mama (czyli ja), z zawodu muzyk, od trzeciego roku jego życia zaczęła wyjeżdżać „za chlebem” zagranicę. Możliwość gaży w dolarach była w latach osiemdziesiątych PRL-u bardzo cenna. Trzeba było zawiązać serce na supełek i… wyjeżdżać. Na pomoc tatusiowi, pracującemu inżynierowi, nadjeżdżały (bo nie mieszkały w stolicy) czasem babcie, jednak przede wszystkim przebywał z ojcem i powstała między nimi ogromna więź, która trwa do dzisiaj.

W czwartym roku życia został przyjęty do przedszkola i czasem po powrocie pytałam go, co dziś się działo.  Słyszałam np. „Aaa, uczyliśmy się piosenki…”. „ Jakiej ?” – spytałam. „ Ojej, no, Krakowiaczka.”- niechętnie odpowiedział mój maluch. „Zaśpiewasz ?” – „Nie”. Popatrzyłam uważnie – „Dlaczego nie ?” „No dobra… Krakowiaczek jeden miał koników siedem…” – wszystko na jednym dźwięku. Acha – myślę sobie – dziecku słoń nadepnął na ucho. Trudno, nie każdy musi być muzykiem. W porządku. Innym razem oświadczył mi stanowczo : „ Jeśli myślisz, że ja kiedyś będę tak śpiewał do mikrofonu, jak ciocia (moja siostra Zdzisława Sośnicka) czy ty, to się mylisz. Nigdy !”. Zaczęłam się wtedy odrobinę zastanawiać, czy on mnie nie oszukuje przekonując, że nie ma słuchu muzycznego. Niestety ten niepokój mi minął, Bartek poszedł do pierwszej klasy szkoły podstawowej – o muzycznej nie było mowy.

Szok poznawczy

I kiedyś, chyba w maju, pojechał z ciocią na działkę. Ona przygotowywała tam vocal  do albumu „Aleja gwiazd”, a siostrzeniec bawił się i … słuchał. Nie było wtedy jeszcze telefonów komórkowych, więc Dzidka pojechała do najbliższej poczty we wsi i zadzwoniła do mnie. Zaczęła od słów : „Ty wyrodna matko !” Potem dowiedziałam się, że gdy ona ćwiczyła linię melodyczną, Bartek w pewnym momencie zaczął jej odtwarzać, śpiewając, poszczególne instrumenty z podkładu muzycznego. Przeżyła szok. I stąd ten emocjonalny przekaz telefoniczny. „On powinien być w szkole muzycznej !”. Poprosiłam jeszcze zaprzyjaźnioną sąsiadkę, Iwonkę Banasiewicz – Kowalską, która ukończyła ten sam wydział w PWSM, co ja, ażeby go przesłuchała. Werdykt ten sam : natychmiast do szkoły muzycznej!

A to był czerwiec i, jak się okazało, egzaminy do szkół muzycznych odbyły się w lutym ! Co robić ? Znajoma znajomej była wicedyrektorką jednej z warszawskich szkół muzycznych. Zgodziła się przyjąć nas na rozmowę. Na szczęście nie poprzestała na rozmowie, ale wydzwoniła kilku obecnych w szkole pedagogów i zorganizowała komisję egzaminacyjną. Zostałam na korytarzu. W końcu pani dyrektor mnie wezwała, stanęła i rozłożyła ręce w takim geście, że spodziewałam się usłyszeć – „Niestety nic nie możemy zrobić !”.  A usłyszałam : „Nie mamy wyjścia. Musimy go przyjąć !” I tym sposobem Bartek zaczął się uczyć grać na wiolonczeli.

Druga i trzecią klasę szkoły muzycznej zrobił w jednym roku, ażeby czwartą klasę rozpocząć w szkole muzycznej z przedmiotami ogólnokształcącymi przy ul. Tyszkiewicza w W-wie. Wożenie go do dwóch szkół było uciążliwe i dla Bartka i jego taty, szczególnie gdy wyjeżdżałam z Polski. W siódmej klasie synek, który nie przepadał za ćwiczeniem na instrumencie, oświadczył, że zrobi dyplom szkoły podstawowej w klasie ósmej i… kończy z kształceniem muzycznym. Ale wcześniej zdarzyło się coś innego. Gdy miał 11, może 12 lat, zaczął pogrywać na gitarze akustycznej ojca. Kiedyś podeszłam pod drzwi jego pokoju i usłyszałam, że gra do odtwarzanego z kasety (kiedyś takie były) utworu i nie są to funkcje, ale linia melodyczna. Tyle że… gra linię basu ! Zapytałam, czy chciałby grać na prawdziwej gitarze basowej ? Kiwnął potakująco głową i grał dalej. Opowiedziałam o tym mężowi i w następnym roku na Boże Narodzenie Bartek dostał najprostszą gitarę basową polskiej produkcji ( Maciej – mąż  wygrał jakieś pieniądze w Toto-Lotka i kupił). Dlatego Bartek sam przed ukończeniem podstawówki muzycznej zgłosił się do Liceum Muzycznego i zdał egzamin do klasy kontrabasu. Taką podjął decyzję.

Niespodziewany skok na bungee

W drugiej klasie liceum otrzymał propozycję dołączenia do projektu LO27 – profesjonalnie zorganizowanego zespołu dziecięco- młodzieżowego (najmłodszy – perkusista miał 8 lat), którego singiel „Mogę wszystko” zawojował listy przebojów ( jedynym konkurentem dla nich była tylko Budka Suflera). Nagrali dwie płyty, pierwsza szybko osiągnęła status złotej, a we wszystkich nagraniach oprócz wymienionego singla (nie było go jeszcze w zespole, gdy był nagrywany) Bartek nagrał linie basowe samodzielnie. Było to dla mnie miłe, choć duże zaskoczenie. Sądziłam, że jakiś dorosły basista zostanie poproszony o pomoc. „Nie wierzysz we mnie?” – zapytał kochany synek. Miał rację.

LO27

To był skok do głębokiej i często dość mętnej wody showbiznesu. Telewizja, film nawet ( „Odlotowe wakacje”), koncerty, festiwal w Opolu… Rodzice młodszych dzieci towarzyszyli im prawie wszędzie, my – nie. I, co zaskakujące, to nie chłopcy w zespole się  kłócili, ale… ich rodzice. Naprawdę ! Było mi przykro, że Bartek – wrażliwy nastolatek bywa świadkiem mało eleganckich zachowań dorosłych. Ale to była przyspieszona szkoła życia. Myślałam : albo z niej wyjdzie z nienaruszonym kręgosłupem psychicznym, albo nie. Ruletka.

Studia ? Po co ?

Ale wszystko się chyba dobrze skończyło, w klasie maturalnej Bartek odszedł z zespołu, zdał maturę i zagrał dyplom na kontrabasie, a w 2001 r. rozpoczął studia zaoczne na Akademii Muzycznej w Katowicach  na wydziale instrumentalnym, kierunek : Jazz i muzyka rozrywkowa, specjalizacja – gitara basowa. Nareszcie – myślałam – nie będzie „mędził”, że uczy się nie tego, co by chciał. Akurat ! Uważał, że studia niewiele mu przynoszą, miał tyle ważnych spraw, od 2003 roku dołączył do zespołu Andrzeja Piasecznego i grał tam do 2010 r., a w rezultacie studiował zamiast 4  – 6 lat (bardzo dogłębnie 🙂 ).

Co ciekawe, Bartek, który w liceum miał kłopoty z pisaniem wypracowań (bo nie czytał przeważnie lektur) i z młodziutką panią polonistką ( to nauczycielka matematyki uważała, że jest uzdolniony, tylko patentowany leń !), świetnie napisał pracę magisterską – być może dlatego, że dokładnie wiedział, o czym pisze, a poza tym użył poprawnej polszczyzny – kolejny szok. A na tym się nie skończyło. Po jakimś czasie zaczął pisać do magazynu „Basista”, przeprowadzać wywiady innymi, polskimi i anglojęzycznymi basistami. Czytałam. To było dobre ! ( Gdy nagrał swoją płytę, sam znalazł się na okładce tego i jeszcze innego pisma branżowego oraz przeprowadzono z nim wywiady 🙂 ).

Komputerowiec

Gdy miał 5 albo 6 lat, w domu pojawił się pierwszy komputer. Comodore czy jakoś tak… Dziadek Witalis Wojciechowski patrzył na grającego w gry malucha z dużym niepokojem. „ Ewa, czy Ty myślisz, że takie siedzenie przy komputerze rozwija dziecko ?” Miałam nadzieję, że tak. Dziś Bartek ma firmę, w której oprócz handlu instrumentami basowymi i akcesoriami instaluje na komputerach klientów-muzyków programy (wszystkie, w tym takie do tworzenia muzyki). Jest w tym specjalistą.

Trzykrotnie był na NAMM Show, międzynarodowych targach muzycznych w Los Angeles. W 2014 roku promował tam gitary basowe polskiego lutnika Piotra Zakrzewskiego. Grał, a właściwie ”jamował” na wielu stoiskach targów  z wielkimi basistami z całego świata i gdy obejrzałam kilka video na You Tube z tych spotkań, pomyślałam : „Dziecko, ten twój biegły język angielski wydaje się tu niepotrzebny. Rozmawiacie bez słów – językiem muzyki” :

 

 

Andrew Gouche  z tego nagrania – ten w żółtym swetrze (bardzo ceniony, wieloletni kierownik zespołu Chaka`i Khan, świetnej wokalistki amerykańskiej) chyba polubił Bartka, bo zaprosił go na jam sesion do The Kork. Bartek wszedł na scenę i zaniemówił. Za bębnami siedział już bożyszcze perkusistów czyli sam Chris Coleman. Co było dalej – posłuchajcie :

 

 

Synek wrócił do W-wy i powiedział, że gdyby został w LA, to najprawdopodobniej miałby robotę. Mimo tak dużej konkurencji na tamtejszym rynku. To mi przypomniało, że gdy pierwszy raz starał się o wizę do Stanów, zapytano go, czy nie będzie chciał tam zostać. Stanowczo zaprzeczył. „ Nie, ja doprowadzę do tego, że to amerykańscy muzycy będą przyjeżdżać do Polski, ażeby z nami, ze mną nagrywać.” (!) Szok (mój).

Podczas pobytu na NAMM Bartek wydał internetowo swoją pierwszą płytę – epkę zawierającą 5 utworów. Później pojawiła się również fizycznie w niewielkim nakładzie. Oto link do strony z tą płytą. Wprawdzie należy tam zadeklarować, ile zapłacisz, ale można wpisać zero i posłuchać za darmo :

http://bartozzi.bandcamp.com/

Bartozzi sesja płytowa 2013

15 grudnia 2014 r. zostaliśmy z mężem dziadkami – Lence i Bartkowi urodził się syn : Maksymilian Antoni.

Wszystkim, którzy doczytali do tego momentu, bardzo dziękuję – to duża uprzejmość z ich strony. 🙂

Ewa Sośnicka – Wojciechowska

A na deser jeszcze jeden utwór Bartozziego zagrany na żywo :

 

http://www.facebook.com/bartozziofficial

http://www.myspace.com/bartozzi

http://www.facebook.com/bartozzi.wojciechowski