Wybieram po swojemu, to samo co wszyscy

Wybieram po swojemu, to samo co wszyscy


Jestem pewna, że Adele zna prawie każdy. No, może nie prawie każdy, ale sporo osób od razu wie, że mam na myśli tę słynną wokalistkę. Jej kariera zaczęła się, powiedzmy, normalnie, bo sama Adele była „normalna”. Nie stosowała żadnych kontrowersji, medialnych sztuczek – nie robiła nic wielkiego, żeby zwrócić na siebie uwagę. Po prostu siedziała i śpiewała. Oczywiście, gdyby nie posiadała talentu, mogłaby sobie tak siedzieć i śpiewać do… długo, bardzo długo. I nic by z tego nie wynikało. Adele ma w sobie jednak coś, co przekonało tak zwany mityczny „sztab ludzi”, żeby zainwestować w jej promocję.
Kariera wokalistki nagle nabrała rozpędu i tak oto cały świat zachwycał się dwiema Brytyjkami – Amy Winehouse oraz Adele właśnie.
Amy odeszła, Adele została. Chociaż ta druga po wydaniu kolejnego, drugiego albumu zniknęła na chwilę. Fani na kolejną płytę musieli czekać 4 lata. Pytanie tylko czy „musieli” i czy „fani”.
Jak to jest możliwe, że w czasach, kiedy każdy ma wykształcenie wyższe, a nawet doktorat (choć można mieć doktorat i mówić „wziąść”, jak nasz pan prezydent), każdy ma inną pasję, stara się być taki oryginalny i wyjątkowy… Badania wykazują, że ludzie mają coraz większe problemy z pracą i z samymi sobą, ponieważ uwierzyli w to, że każdy stworzony jest do robienia rzeczy wielkich. Więc starają się zbawiać swiat – każdy na swój własny indywidualny, oryginalny sposób.
Jak to jest możliwe, że w świecie, w którym każdy jest indywidualistą, ludzie tego samego dnia szturmem rzucają się do sklepów muzycznych, żeby kupić taką samą płytę – płytę Adele. Album, z którego zawartości słyszeli tylko jeden utwór. W czasach, kiedy ludzie nie słuchają już całej płyty jako spójnej formy, wypowiedzi artysty. Wolą ściągnąć sobie jedną, ulubioną piosenkę, nota bene graną w kółko przez stacje radiowe?
Czy przypadkiem nie zaczynamy tracić przez to chęci do bycia oryginalnym i zarazem do kontaktu z samym sobą? Zdaję sobie sprawę z tego, że jeśli coś jest dobre, to podoba się ludziom. Ale nie wierzę, po prostu nie wierzę, żeby przy takiej ilości dostępnych na rynku pozycji muzycznych cały świat czekał na płytę Adele.
I przychodzi mi do głowy myśl – albo rzeczywiście ludzie chcieliby, żeby muzyka znowu zaczęła być „normalna”, bez fajerwerków, sztuczności, marketingu, gołych tancerek, albo na rzeczywistość marketingowcy nałożyli jeszcze jedną warstwę, jeszcze jeden filtr. „Ludzie chcą normalności, znajdźmy zatem kogoś, kto będzie nadawał się do odegrania roli normalnej dziewczyny.” Dzięki temu ludzie, którzy chcą w dzisiejszych czasach sami decydować czy jedzą ekologicznie, czy wegańsko, czy spać do 14:00, czy pracować dwie doby bez przerwy, wybierają coś, co wreszcie nie jest wyreżyserowane, kontrolowe przez wytwórnie, naturalne i prawdziwe. I wybierają coś, co właśnie kontrolowane jest. Ostatecznie ci wszyscy oryginalni i świadomi ludzie wybierają i lubią to samo.
Na koniec dwa zdania, które były przyczynkiem do napisania tego tekstu – Noel Gallagher w wywiadzie dla The Telegraph, zapytany, co sądzi o Adele, stwierdził, że nie rozumie, o co ta cała heca. „Nie lubię jej muzyki, uważam, że brzmi to jak muzyka dla babć.” Stwierdził przy okazji, że szkoda, że nikt nie pyta go o zespoły, które uwielbia, takie jak U2 czy Coldplay, jak już pytają to o Adele. Ja się z tego powodu cieszę, bo wreszcie znalazł się ktoś, kto naprawdę jest oryginalny i bezkompromisowy – prawdziwy, dwudziestopierwszowieczny człowiek z własnym zdaniem.

foto: flickr.com