Cyprianie – żegnamy Cię Przyjacielu!

opublikowane w Najnowsze Wpisy, Wydarzenia | 0
Taki czas nadchodzi jak złodziej nieoczekiwany
w chwili, której nikt z ludzi przewidzieć niestety nie umie….
Cyprin Trzciński nie żyje!!!

 

Ta myśl świdruje mi w głowie,przeplatając się
na zmianę ze wspomnieniami.
Widzę go zawsze uśmiechniętego
uczynnego, potrafiącego cieszyć się
i dawać radość innym.
Słyszę jego pełen entuzjazmu głos: panie Ryszardzie,
panie Prezesie,i moją do niego odowiedź
– tak jest Panie Cyprianie! 

Pamiętam jak na „Strzelnicy”
wprowadzał kapelusze Porthosa
w środowisko  znamienitych aktorek
i aktorow polskich, jak zachęcał wszystkich
do zabawy i przymierzania naszych nakryć główy.
Ach ciężko jest na sercu, kiedy do tych wspomnień
uporczywie wraca czarna myśl, że Cypriana juz nie ma.
Taki czas nadchodzi…

Wtorek 8 maja 2018 r.
Okołó godz. 14:00 zadzwoniła moja siostra Zosia Piotrowska
– Co u ciebie słuchać? zapytałem rutynowo.
Czy syn Wali ma na imię Cyprian? zapytała.
– Tak, a o co chodzi? – odpowiedziałem, nie przeczuwając niczego.
Nie wiem na pewno, ale zdaje mi się, że Cyprian nie żyje
– powiedziała Zosia.
– Po czym tak sądzisz? – zdziwiłem się.
Na Facebooku przeczytałam tę wiadomość, a pod nią komentarze do Walentyny typu „Kochana ciociu jesteśmy z Tobą” więc najpierw  zlekceważyłam to ale później pomyślałam zdenerwowana, że  to może być prawda  Zajrzyj ty na Facebooka i sprawdź, może ja się mylę – dodała.
– Dobrze, powiedziałem, zaraz do Ciebe oddzwonię.
Otworzyłem Fejsa.
Natychmiast rzuciło mi się w oczy,
że Walentyna  udostępniła post:

– kuzynie kochany będzie nam Ciebie
tu brakować. 💕🖤

Jeszcze nie wierzyłęm.
– Co sie stało? napisałem w komentarzu
ale jednocześnie zdałem sobie sprawę, że nikt mi od razu
nie odpowie. Wszedłem na profil Cypriana i zobaczyłem wpis Kostka:

Konstanty Trzcinski do Cyprian Trzciński

Czesc.
Niestety mam przykrą wiadomosc
dla wszystkich przyjaciol mojego brata;
Cyprian  – nie żyje. Zmarl w wieku 48 lat.
Konstanty Trzcinski

Złudzenia prysnęły. Krew odpłynęła mi z głowy do nóg.

Z góry zeszła Helena.
– Cyprian Trzciński nie żyje, powiedziałem.
Co? krzyknęła jakby ze złością, jak gdyby nie dosłyszała tego
co do niej mówiłem.
– Cyprian Trzciński, syn Walentyny nie żyje,
powtórzyłem a oczy zaszkliły mi się łzami.
O matko , jęknęła Helena, przecież to niemożliwe,
taki młody człowiek i dom sobie wybudował.
A moze to jakieś nieporozumienie. Czasami ludzie potrafią kogoś uśmiercić a on potem długo żyje ,. zastanawiała się.
Helena patrzyła na mnie i wcale nie dziwiła się widząc łzy w moich oczach.
Spojrzałem na jej zatroskaną twarz.
iWdzięczny byłem, że w ten sposób wsparła mnie w moim żalu.

Zadwonisz do Walentyny – zapytała Zosia, kiedy po chwili znowu z nią rozmawiałem.
Tak, zadzwonię wieczorem, odpowiedziałem. Teraz nie dam rady.
Oczywiście, potaknęła Zosia, jak się dowiesz kiedy będzie pogrzeb,
to mi powiesz.
– Dobrze, odpowiedziałem

Z Walą, matką Cypriana znaliśmy się od wielu lat.
Kilka dni temu, poprosiła, naszego przyjaciela, Janusza Termera z którym miałem się spotkac, żeby jej zdał relację z tego w jakiej  aktualnie   jestem kondycji.
I co ja mam powiedzieć Wali? – spytał,kiedy się rozstawaliśmy Janusz.
– Że prezentuję się znakomicie – odpowiedziałem i pożegnaliśmy się z usmiechem.

Wszystkiego mogłem się spodziewać, ale nigdy tego, że przyjdzie mi  przeżyć to co się właśnie stało!
Taki czas nadchodzi jak złodziej nieoczekiwany…

Z Facebooka;