Fryzjer dla nie-gadułek

Fryzjer dla nie-gadułek


Uważa się, że fryzjerzy to tacy psychologowie-amatorzy. Traktuje się ich jak darmowych terapeutów (oczywiście w cenie usługi fryzjerskiej) lub księży-spowiedników. Sama ostatnio słyszałam od kosmetyczki o tym, jakie problemy w życiu osobistym mają kobiety, które do niej przychodzą. Są to sprawy, których publicznie opowiadać nie mogę, jednak wierzcie mi – były to naprawdę poważne problemy. U kosmetyczki jeszcze można porozmawiać, wyżalić się w kameralnym dwuosobowym gronie, ale u fryzjera już trochę ciężej, ponieważ wokół znajduje się zazwyczaj sporo innych klientów i pracowników. Wielu osobom to jednak nie przeszkadza i potrafią przegadać ze swoją fryzjerką godzinę zegarową non stop.

Fryzjerzy przyzwyczajeni do tego sami zagadują klientów, a tych z natury cichych i spokojnych uznają za nieśmiałych. Próbują więc ich „rozruszać”. Są jednak tacy klienci, którzy chcieliby zostać obsłużeni w ciszy.

Scott Miller, właściciel dwóch salonów fryzjerskich Bauhaus w Cardiff wprowadził udogodnienie dla osób, które podczas cięcia włosów chciałyby po prostu odpocząć, pomyśleć i zrelaksować się w ciszy. Wystarczy zamówić „cichy fotel” – można to zrobić zarówno w sposób tradycyjny, telefoniczny lub on-line – i gotowe. W salonie liczba takich miejsc zależy od aktualnego ruchu. Fotele dla mniej gadatliwych nie są specjalnie odseparowanymi miejscami, fryzjerzy dostają odpowiednią informację przed rozpoczęciem wykonywania usługi.

W salonach Bauhaus osoby znane, które cenią sobie prywatność, mogą także skorzystać z osobnego pomieszczenia i tam, całkowicie odseparowani od zwykłych, szarych oraz przy okazji śmiertelnych zjadaczy pompowanego angielskiego chleba tostowego, zostaną ostrzyżeni, pofarbowani i wyszczotkowani w ciszy, spokoju i z dala od wścibskich spojrzeń.

Scott Miller jako doświadczony fryzjer (ponad 30 lat w branży) mówi, że jest w stanie w ciągu niecałej minuty stwierdzić czy na fotelu usiadła właśnie gadułka, czy milczek. Po tylu latach można rzeczywiście wiedzieć o ludziach prawie wszystko, zwłaszcza, że klienci zazwyczaj sami zaczynają wyrzucać z siebie słowa jak z armaty. Wydaje mi się również, że takie ciche krzesło mogłoby uratować niejednego fryzjera, który od rana na nogach musi wysłuchiwać o problemach w domu, w pracy, z mężem, żoną, szefową, samochodem, blablablablablablbablbablbalbabalabbaa…

A Wy jakiego jesteście zdania? Lubicie sobie porozmawiać podczas farbowanka?

 

foto: flickr.com