Kiedy w lodówce hula wiatr


Dzwonią znajomi, mówią, że będą za piętnaście minut. Otwierasz lodówkę, a tam światło. I sałata. „No tak, gdyby znajomi byli zającami…” myślisz sobie. Ale nie są. Znajomi niestety są ludźmi, a ludzie, jak wiadomo sałatę wykorzystują do rozmnażania – powszechnie przecież wiadomo, że dzieci pochodzą z kapusty (kapusta, sałata – jeden czort).
W podobnej sytuacji znalazł się włoski kucharz Caesar Cardini w 1924 roku, kiedy, jak głosi jedna z wersji, musiał przyrządzić coś dla gości w swojej restauracji w Meksyku (w miejscowości Tijuana). Prawie wszystkie produkty najzwyczajniej w świecie mu się skończyły. Musiał zatem improwizować. Postanowił zrobić sałatkę, którą później nazwano jego imieniem. W skład sałatki Cezar wchodzi sałata, grzanki, parmezan, czosnek, jajko, ocet winny, sok z cytryny, sól i oliwa, można również dodać anchois, kurczaka lub inny rodzaj sera.
Wszystko przygotował przy gościach – dzięki temu efektownemu zabiegowi chciał odwrócić uwagę od mało skomplikowanego dania. Składniki położył na liściach sałaty, które, skierowane ogonkami do gości, tworzyły „łódeczki” z pozostałymi elementami na sobie. Takie gotowe zestawiki można było jeść bez używania sztućców.
Prosty skład, prosty przepis, prosta sprawa.
Niedawno przepis postanowiła odświeżyć znana kucharka Nigella Lawson w swoim programie kulinarnym „Simply Nigella” i niestety nieźle jej się za to dostało. Twitterowy ptaszek prawie umarł ze smiechu, już śpieszę z informacją dlaczego.
Nigella przekroiła sałatę na pół, upiekła ją w piekarniku z anchois i czosnkiem. Na upieczoną sałatę położyła jajo sadzone, do tego dołożyła odrobinę sera et voila! Zachwycona smakiem i pomysłem Lawson wysłała w świat swój pomysł za pośrednictwem telewizji, jednak świat odczytał wiadomość nie tak, jakby nadawca sobie tego życzył.
Odbiorcy nie pozostawili suchej nitki na naszej dzisiejszej bohaterce. Na twitterze wyrazili swoje zdziwienie i niedowierzanie – jak to, jak można proponować coś tak prostego, jak można piec sałatę w piekarniku. Pojawiły się głosy, że propozycja Nigelli przestała być sałatką Cezar w momencie, kiedy włożyła sałatę do piekarnika.
No cóż. Sytuacja staje się jeszcze bardziej absurdalna, kiedy cały proces przyrządzania sałatki obejrzymy – artystyczne ujęcia, słodka melodia, zbliżenia na sałatę i zachwycona procesem obróbki termicznej składników Nigella. Sam pomysł na danie nie jest zły. Myślę, że problem polega na tym, że prowadząca nie przedstawiła historii sałatki – gdyby powiedziała, że przepis powstał przypadkiem, ponieważ kucharz nie miał prawie nic w kuchni, nie pojawiłyby się teraz głosy, że Nigella uczy jak gotować niskobudżetowo.
Poza tym już nawet niech sobie nawet smaży tę sałatę, ale jednak nastąpił tu typowy przerost formy nad treścią – artystyczna oprawa przedstawiająca niemalże proces przygotowywania herbaty. Bez cukru. Wydaje mi się, że właśnie to wywołało u odbiorców wściekłość. Drodzy państwo, zapraszam do obejrzenia naszego przepisu dnia.



 

foto: flickr.com


 

Obserwuj Aleksandra Galewska-Tomańska:

Z wykształcenia muzyk, pedagog i pedagog specjalny. Zainteresowana tym, co dzieje się na świecie, doszukuje się zależności w zachowaniach międzyludzkich i bieżących wydarzeniach społecznych.