Moda z sali operacyjnej


Moda czerpie inspiracje praktycznie zewsząd. Niekończącym się źródłem pomysłów są  przykładowo uniformy i stroje robocze – cały czas bardzo modne są kombinezony wzorowane na tych, w których na co dzień pracują mechanicy samochodowi. A szmizjerka? Na pierwszy rzut oka widać, że inspiracja mogła pochodzić prosto z sali operacyjnej. Co jeszcze mogło służyć za podstawę do stworzenia oryginalnego stroju, a pochodzi wprost z oddziału intensywnej terapii? Nie, nie. Nie mówimy o kostiumach na Halloween – nie myślę o świeżej krwi w półlitrowych woreczkach.
Pomysłem, który został wykorzystany w modzie codziennej, choć akurat w tym przypadku chodzi bardziej o zdrowie niż o modny wygląd, są maski chirurgiczne. W szpitalu służą lekarzom, którzy mają do czynienia z ranami otwartymi, krwią oraz narządami wewnętrznymi. Dzięki ochraniaczom na twarz nie rozprzestrzeniamy bakterii i wirusów, chroniąc pacjenta przed niebezpiecznymi skutkami kontaktu z drobnoustrojami.
Z takiego rozwiązania skorzystały miliony Azjatów. Nikogo nie dziwi tam pasażer autobusu czy metra w białej maseczce na twarzy. Wszyscy wiedzą, że to nie dziwak, przebieraniec czy człowiek nieszczęśliwie naznaczony poparzeniami – nic z tych rzeczy. Azjaci w ten sposób chronią się przed zanieczyszczeniami, kurzem i bakteriami. Od dłuższego czasu nad Pekinem unosi się ogromna ilość smogu, a z nim, jak wiemy, nie ma żartów. Zanieczyszczenia w Chinach zabijają od 350 000 do 500 000 osób rocznie, takie liczby działają na wyobraźnię. Nikogo zatem nie dziwi ogromna ilość „chirurgów” na ulicach.
Projektanci modowi, tak bardzo dbający o nasz wygląd, tym razem postanowili zatroszczyć się także o nasze zdrowie – zaprojektowano super-modną maseczkę na twarz. Przy okazji zadbali również o swój portfel. Za jedno ratujące płuca cudo życzą sobie 160 funtów (ok. 960 zł). Warto zaznaczyć, że cena tradycyjnej chirurgicznej maseczki w Azji to kwestia centów, a w Polsce około 50 groszy.
Freka, bo tak nazywa się designerska maseczka, wyróżnia się idealnie przylegającym do twarzy kształtem i konstrukcją, dzięki czemu drobne cząsteczki nie dostaną się do naszego układu oddechowego przez szczeliny przy brzegach. Każda sztuka nasączona jest niewielką ilością wyciągu z cyprysa japońskiego (hinoki), który koi zmysły, ale również działa bakteriobójczo, co ma kluczowe znaczenie w walce z brudnym powietrzem. Producenci zapewniają, że Freka blokuje 95% zanieczyszczeń, które mogłoby dostać się do naszego organizmu przy okazji wymiany dwutlenku węgla na tlen. Brytyjczycy zaproponowali takie wysoce zaawansowane technologicznie i designersko rozwiązanie, ponieważ badania naukowe wskazują, że to właśnie Londyn zaczyna doganiać największe azjatyckie miasta w kwestii zanieczyszczeń w powietrzu.
Media na wyspach pozostają sceptyczne – choć cel jest szczytny (w końcu zdrowie jest najważniejsze), a badania wstrząsające, to jednak współczesny Brytyjczyk wciąż nie jest jeszcze gotowy na taką ekstrawagancję. Nawet od najlepszego projektanta.

 

freka1

 

 

foto: http://www.theguardian.com/


 

Obserwuj Aleksandra Galewska-Tomańska:

Z wykształcenia muzyk, pedagog i pedagog specjalny. Zainteresowana tym, co dzieje się na świecie, doszukuje się zależności w zachowaniach międzyludzkich i bieżących wydarzeniach społecznych.