Odcinek 16, w którym Kathrin postanawia kupić broń.


Około godziny siedemnastej zadzwonił telefon. Szybko podeszła do torebki i zaczęła nerwowo szukać, jak zwykle zła, że ta torba ma tyle kieszeni i zwykle nie udaje jej się znaleźć telefonu zanim przestanie dzwonić. Tym razem miała jednak szczęście.

Słucham? – odezwała się czytając na ekranie „numer zastrzeżony”.

Witam, panno Kathrin. Jak sądzę uprzedzono panią o moim telefonie – odpowiedział głos piękną angielszczyzną.

Tak, rozumiem, że jest pan naszym pracodawcą? – zapytała.

Pani pracodawcą, panno Kathrin. Pani szef dostanie swoją zapłatę by, jakby to ująć elegancko, pozostawić sprawy swojemu biegowi. Jest pani, powiedzmy, wynajętym pracownikiem na niezbędną ilość czasu. Potem, jeśli uzna to pani za stosowne, może wrócić pani do dawnych zajęć. Obecnie jednak pracuje pani dla mnie i nikomu innemu nie może pani zdradzić szczegółów misji. Nikomu! – dodał stanowczo. – Czy wyraziłem się jasno?

Jasno, choć nie wiem, kogo ma pan na myśli? – podpuszczała Kathrin, sprawdzając czy mężczyzna wie o Warlordzie.

Mam na myśli pani szefa oczywiście i wszystkie osoby postronne. Uważałem panią za inteligentną osobę – obruszył się.

Jestem inteligentną osobą. Pan jednak chce, bym znalazła książkę, która dziś jest już mitem.

Nie jest mitem. Sama to pani udowodni. Kiedy może pani jechać?

Taka podróż wymaga przygotowań. Dwa tygodnie to mało.

Więcej nie mogę dać. Nie tylko ja szukam księgi i klucza. Im później, tym mniej bezpiecznie. Proszę nie zwlekać. Proszę również nie oszczędzać. Liczy się tylko sukces. Z wydatków nie musi się pani rozliczać, ale to już pewnie pani powiedziano. Jeśli potrzebuje pani samochodu, proszę kupić samochód, jeśli broni, również proszę kupić.

Broni? – spytała z niedowierzaniem.

Dla obrony. Ameryka Południowa od jakiegoś czasu nie jest rajem na ziemi.

Bond, James Bond! – wypowiedziała teatralnie.

Jeśli to pani pomoże się wczuć w rolę…

Pan żartuje. Jestem antykwariuszką, a nie Indianą Jones.

A kim wolałaby pani być?

To bez znaczenia. Fantazję od świata realnego różni ważny fakt, że w świecie realnym można zginąć naprawdę.

Nie dopuści pani do tego. Jest pani zbyt błyskotliwa. Nie będę zajmował pani więcej czasu. Sugeruję pośpiech.

Moment. Czy może pan powiedzieć, dlaczego wybrał pan mnie do tej pracy?

Podobnie jak ja, kocha pani świat Tolkiena. Do tego zna pani historię świata i przeczytała wiele książek. Słyszałem również, że jest pani niezwykle pomysłowa w trudnych sytuacjach i znajduje egzemplarze, które nie istnieją. Dlatego panią wybrałem. Tylko pani się powiedzie. W moich oczach jest pani Indianą Jones.

Och, jak się pan myli – odpowiedziała zrezygnowana.

Oby nie, panno Kathrin, oby nie. Żegnam – mężczyzna rozłączył się, nie czekając na odpowiedź.

Kathrin podeszła do fotela i opadła bezwładnie. W tej właśnie chwili pomyślała, że spotka swoich rodziców jeszcze zanim Warlord przekroczy progi raju. Nabrała takiej pewności, że nie da rady, i że tak czy tak ściągnie to na nią śmierć. Prawdziwą czarną śmierć przenoszącą ją na tamten świat bez jej opinii. Jakie to straszne.

Siedziała tak dobrą chwilę, gdy nagle uświadomiła sobie, że przecież nie jest sama. Przecież ma przyjaciół, którzy jej na pewno pomogą. Myśl ta ukoiła nieco panikę, ale i tak przestraszona była nie na żarty. Co za wariat naraża życie niewinnej kobiety dla książki z kluczykiem? Kazał jej kupić BROŃ!

Kathrin spokojnie się podniosła i podeszła do czajnika odruchowo nastawiając wodę.

Wciąż zamyślona podeszła do komputera i uruchomiła go jednym ruchem dłoni. Nogi znów się pod nią ugięły co sprawiło, że znów spoczęła na fotelu.

Pa, drogi foteliku, to nasze ostatnie chwile – zwróciła się do mebla, głaszcząc czule jego oparcie, po czym rozsiadła się w nim wygodnie. Nie minęła chwila gdy usłyszała gwizd czajnika.

Strzelać, muszę nauczyć się strzelać – wstała nagle i podeszła do kuchni. Wyjęła z szafki jaśminową herbatę i zaparzyła, wciąż nie zdając sobie sprawy z odruchów. – Ktoś musi nauczyć mnie strzelać.

Postawiła herbatę obok komputera i intensywnie myślała nad odpowiednią osobą. Podniosła komórkę do ręki i wybrała gorączkowo numer Mikołaja.

Mikołaj?– spytała gdy tylko usłyszała, że ktoś odebrał.

O, Kathrin. Miło cię słyszeć. Chcesz wpaść na trening?

Aaa, nie. Chcę numer Alberta Tretera.

Ano proszę, wiosna idzie – zażartował chłopak.

Daj spokój. Chcę coś się od niego dowiedzieć.

No dobrze, zaraz wyślę ci wizytówkę, to będzie na zaś.

Dzięki, używaj sobie na mnie. Mam sprawę. Wkrótce wyjadę na dłużej i będę też w nieco niebezpiecznych miejscach, a brat Alberta pracuje w policji i mógłby mnie nauczyć kilku zasad bezpieczeństwa. Nie doszukuj się więc romansu, bo go nie będzie – odpowiedziała wymijająco.

Hej, nie jedź tam, gdzie jest niebezpiecznie – zaniepokoił się przyjaciel.

Muszę, to ważne zlecenie – odparła ukrywając zdenerwowanie.

Wysyłam ci, ale nie podoba mi się to. Kiedy wpadniesz?

Może jutro. Chętnie odreaguję.

Bądź koniecznie. Jutro mam zajęcia od południa do, czekaj – zamyślił się – do jakiejś szesnastej. Przyjdź, pomachamy i pogadamy.

Dzięki, Mikołaj. Jesteś wspaniałym przyjacielem.

Do jutra, maleńka. Już wysyłam. Pa.

Po chwili nadeszła wizytówka, którą od razu zapisała w kontaktach i wybrała numer.

Halo! – usłyszała w słuchawce. Zawahała się nieco. Albert przecież czuł pewną dozę mięty, a ona była w zupełnie innym świecie i nie chciała wprowadzać go w błąd.

Cześć, tu Kathrin – odparła nieśmiało.

Kathrin? – powtórzył z niedowierzaniem.

Tak, mam sprawę.

Czyżbym miał urodziny? Co słychać? Czego potrzebujesz?

Miałbyś czas spotkać się ze mną powiedzmy za godzinę w „To lubię”?

Jasne, z tobą i na końcu świata za minutę.

Nie żartuj. Mam prośbę, ale nie na telefon.

To na Freta, o ile pamiętam, tak? – zapytał niepewnie.

Tak. Właśnie tam – potwierdziła.

Jabłka zapiekane pod kruszonką z lodami. Na sto procent dlatego wybrałaś ten adres. Ostatnio myślałem, że się rozpłyniesz jak to jadłaś.

To było miesiąc temu… Jak to, pamiętasz co jadłam? – spytała z niedowierzaniem.

Widok nie do zapomnienia. Jadę zamówić od razu.

Ok, ok! Zaraz się spotkamy – roześmiała się i odłożyła słuchawkę.

Szybko poszła do łazienki, umyła twarz i zrobiła delikatny makijaż. Wybrała sukienkę i po chwili była gotowa do wyjścia. Ach, i perfumy. Hm! Piąta aleja wystarczy. Lekkie i bez zobowiązań.

Do kawiarni doszła dość szybko. Gdy przekroczyła próg, Albert już czekał. Zdjęła płaszcz i podeszła do stolika.

Jednak jesteś? Miło cię widzieć. Inaczej sam musiałbym zjeść dwie porcje – przywitał ją wstając.

Zamówiłeś już? – zdziwiła się i roześmiała.

Tak, wiem, że to lubisz, a ja lubię ci sprawiać przyjemność.

Teraz potrzebuję czegoś więcej niż przyjemności – zaczęła poważnie. – Czy twój brat nadal pracuje w policji?

Masz kłopoty z policją? – nagle spoważniał.

Nie, nic z tych rzeczy – uspokoiła go szybko.

Tak, pracuje. On ma kłopoty? – spytał zagubiony.

Nic o tym nie wiem. Pytam, bo potrzebuję jego pomocy i chciałabym, byś spytał go w moim imieniu.

O co chodzi, Kathrin? – spytał przysuwając się odruchowo.

Widzisz, dostałam zlecenie za granicą i wkrótce jadę w rejon świata gdzie bywa – przerwała – no wiesz, może być, w sumie nie zawsze jest, ale czasem…

twarz14a

Niebezpiecznie, to chciałaś powiedzieć? – zamarł na chwilę.

No, nie ma się czym martwić, ale – ściszyła głos i przysunęła się do niego. – Gdybym miała broń i umiała się nią posługiwać, czułabym się bezpieczniej.

O Boże, Kathrin, czy ty wiesz, co ty mówisz? – Albert wyraźnie pobladł.

Nie wzywaj Boga nadaremno, potrzebuję kilku lekcji na strzelnicy, to wszystko.

Na daremno? – niemal krzyknął.

Cśśśśś! – uspokoiła go Kathrin.

Kobieto, nigdzie nie pojedziesz! Nie ma mowy. Rzuć to zlecenie natychmiast. Choćby cię mieli zwolnić – gwałtownie wyszeptał Albert.

Na to już trochę za późno. Za dużo wiem o tym zleceniu. Poza tym mówimy o hipotetycznym zagrożeniu. Wiesz, że jestem przewrażliwiona. Dmucham na zimne.

Niby skąd mam to wiedzieć? W moich oczach jesteś najbardziej zrównoważoną osobą, i ostatnią rzeczą, o jaką bym cię posądzał, jest przesadzanie.

Uspokój się. Wyjazd jest postanowiony. Pomożesz mi albo nie. Zwiększysz moje szanse na bezpieczny powrót albo nie.

To taki mam tylko wybór?

Tak. Przykro mi. Wiesz, że radzę sobie z bronią białą. Niestety mogę potrzebować więcej umiejętności.

Radzisz sobie to mało powiedziane. Jeśli masz przy sobie miecz, nikt ci nie dorówna.

Ale niektórzy mogą być mniej romantyczni w wyborze broni.

Dokąd ty jedziesz? – spytał niecierpliwie.

Do Ameryki Południowej. Więcej nie powiem.

Kiedy?

Za dwa tygodnie.

Dwa tygodnie? I ty chcesz posiąść tę nową umiejętność przez dwa tygodnie? – spytał z niedowierzaniem. – Ty chyba rozum straciłaś!

Szybko się uczę – odpowiedziała, ukrywając własne przerażenie.

A skąd weźmiesz, no wiesz…?

Kupię za granicą. Ktoś mi pomoże. Mam przyjaciół wszędzie. Rzadko od niektórych odbierałam przysługi. Czas zrobić to teraz. Załatw tylko co trzeba.

Państwa desery. Czy podać coś jeszcze? – do stolika podeszła kelnerka.

Może jakąś kojącą herbatę – zaproponowała Kathrin.

Może Mnichów. Jest z wanilią, jaśminem i lawendą? – zaproponowała kelnerka.

Doskonale – odparła Kathrin i podniosła łyżeczkę by przynajmniej pokazać, że jest spokojna i ma świetny apetyt, którego tego popołudnia z pewnością nie miała.

I ty możesz jeść? Ja jestem sparaliżowany tym, co usłyszałem, a ty jak gdyby nigdy nic zajadasz szarlotkę?

I tobie dobrze zrobi. Jest niebiańska – wysiliła wszelkie umiejętności aktorskie, jakie mogłaby mieć.

Niebiańska? – chłopak podniósł łyżeczkę i zastanawiając się nad całą sprawą zaczął bezwiednie jeść.

Państwa herbata. Życzę smacznego! – kelnerka postawiła czajniczki i porcelanowe filiżanki na stole i odeszła.

No, rozchmurz się. I ani słowa nikomu. Nic wielkiego, a wszyscy zaczną się zamartwiać.

Jeszcze mam tę tajemnicę przeżywać w samotności. Wiele ode mnie wymagasz, kochana.

Ej, nie spoufalaj się! – roześmiała się Kathrin by rozładować sytuację. – Będzie dobrze. Wpadnij na trening to zobaczysz.

Załatwię ci strzelnicę i najlepszego instruktora i będę tam codziennie patrzeć, jak ci idzie.

Ok, ok! A teraz zjedz to ciastko zanim się lody rozpłyną – rzuciła, wkładając łyżeczkę do ust.

Przez resztę popołudnia Kathrin robiła wszystko, by rozchmurzyć Alberta i rozładować sytuację. Żartowała więc i opowiadała niesłychane historie zaczerpnięte z książek lub gazet. Czas mijał szybko i tuż przed dwudziestą postanowiła zakończyć to miłe spotkanie i wrócić do domu. Opowiadając te różne historie sama poczuła się nieco lepiej i lżej jej się zrobiło na sercu, a mroczne sprawy, które pchnęły ją na to spotkanie, wydały się nie takie strasznie i już nie niemożliwe do pokonania.

Albert odprowadził ją do samych drzwi. Z uwagi na późną porę nie zaprosiła go do środka, a on nie nalegał. Nigdy nie postawiłby jej w niezręcznej sytuacji. Pożegnał się więc dziękując za miłe popołudnie i obiecał telefon z samego rana, to jest jeszcze przed jedenastą.

Kathrin weszła do mieszkania, rozebrała się i zmyła z siebie wszelkie oznaki publicznego życia, w tym głównie makijaż. Nie chciała tłumaczyć Warlordowi gdzie i po co była, gdyż byłaby to ostatnia rzecz, jaką chciałaby mu powiedzieć. Nie chodziło oczywiście o Alberta, bo tego nie miałby jej za złe, ale zdziwiłoby go to nagłe spotkanie i zadawałby pytania.

Zanim zadzwoniła do Warlorda usiadła w fotelu i wtuliła się w jego miękkość. Musiała sobie poukładać wszystko to, co się dziś wydarzyło. W torebce miała kartę wartą pół miliona amerykańskich dolarów, następnego dnia miała odbyć pierwszy w życiu trening strzelecki a za dwa tygodnie jechać na drugi koniec świata w niebezpieczną wyprawę sama ze świadomością, że właśnie tam słuch może po niej zaginąć, bo nikt nie może wiedzieć gdzie i co robi. Tak. Tak to mniej więcej wyglądało. Poukładawszy sobie wszystko w głowie wstała i podeszła do komputera.

cdn.