Odcinek 19, o tym jak Kathrin zaczyna trenować  z bronią, a dziewczyna pomagać w przygotowaniach do wojny

Odcinek 19, o tym jak Kathrin zaczyna trenować z bronią, a dziewczyna pomagać w przygotowaniach do wojny


Nim dotarła do domu, poczuła w kieszeni drgania komórki. „Kiedyś przez to dostanę zawału”, pomyślała wyjmując urządzenie.

Halo? – zapytała.
– Cześć, Kathrin. Tu Albert. Możesz dziś o dwudziestej? Przyjadę po ciebie pół godziny wcześniej – spytał głos w słuchawce.

Ale to za pół godziny! – odparła patrząc na zegarek.

Nie możesz? – spytał rozczarowany.

Nie, nie. Skąd! Będę czekać – zaprzeczyła od razu.

No dobra – rozchmurzył się – do zobaczenia!

Nara! – odpowiedziała, chowając telefon do kieszeni.

Szybko dotarła do domu, zostawiła tam jedną broń, by iść szkolić się w innej.

Albert był punktualny jak szwajcarski zegarek. Kathrin zeszła, nie pozwalając mu czekać pod domem i dała się zawieźć na strzelnicę.

Chodź, Paweł to mój kumpel. Pokaże ci co trzeba – zachęcił ją, wprowadzając do środka.

Witam! – usłyszała z korytarza.

O, cześć Paweł, to moja koleżanka Kathrin – przedstawił Albert.

Kathrin podała rękę nowo poznanemu koledze i przywitała się krótko.

Witaj! – odparł mężczyzna. – Chcesz strzelać z broni długiej czy krótkiej?

Kathrin spojrzała na Alberta, wyraźnie nie zastanawiając się nad tym wcześniej, po czym dodała:

Z krótkiej. Bardzo krótkiej.

Ha, ha! Rozumiem. I taką mamy.

twarz21

Chodziło o mały damski pistolet – odparł niemal urażony Albert.
– My tu głównie używamy broni z nieco dłuższą lufą – spojrzał znacząco na Alberta. – Ale klient nasz pan.

Odwrócił się w kierunku korytarza prowadzącego do sal treningowych, wyraźnie rozbawiony zażenowaniem kolegi. Kathrin postanowiła nie uczestniczyć w rozmowie, koncentrując się wyłącznie na celu. Po chwili weszli do sali. Mężczyzna zostawił ich na chwilę wychodząc po odpowiednią broń. Gdy wrócił, podał pistolet kobiecie, by go dokładnie obejrzała. Po chwili wyjął jej broń z ręki i powoli pokazał, jak się ją zabezpiecza i odbezpiecza, po czym kazał dziewczynie powtórzyć czynność. Następnie zademonstrował, jak ładuje się magazynek i jak sprawdza, czy broń jest na pewno nienaładowana.

Przyniósł też środki do czyszczenia broni i zapoznał ją z techniką czyszczenia.

To nie będziemy dziś strzelać? – spytała w końcu rozczarowana.

Nie. Postrzelamy jutro. Dziś musisz się nauczyć, jak ten sprzęt działa, by nie zaskoczył cię w najmniej odpowiednim momencie.

Racja – przyznała. – Czy wszystkie działają tak samo?

Nie, ale zasada jest podobna. Pokażę ci w tygodniu inne modele. Na razie poćwicz z tym, co ci dziś pokazałem. Nie obawiaj się. Naboje są ślepe. Jak wystrzelisz, będzie dużo hałasu, ale to wszystko.

Dzięki, uspokoiłeś mnie – wymamrotała Kathrin, siłując się z magazynkiem.

Ładowanie, rozładowywanie, czyszczenie, rozbieranie i składanie zajęło jej ponad godzinę. Doszła już nawet do pewnej wprawy, wiedziała jednak, że musi jeszcze poćwiczyć zanim poczuje się z tym gadżetem bezpiecznie.

Po treningu Albert odwiózł ją do domu i przeprosił za wcześniejsze zachowanie kolegi. Kathrin nie pamiętała już nawet o co chodziło. Była zbyt podniecona nową umiejętnością. Pożegnała go uprzejmie i podążyła na górę.
Dopiero wszedłszy do domu i rozłożywszy się na swoim miękkim fotelu, poczuła jak bardzo jest zmęczona. Przed nią jeszcze rozmowa z Warlordem, a ona już nie miała sił i oczy zamykały się jej same.

Bardziej siłą woli, niż ciała otworzyła komputer i połączyła się z przyjacielem.

Kath! – zawołał na jej widok. – Strasznie wyglądasz!

Dzięki, Warlord. Komplement nr 1.

Coś ty dziś robiła, chora jesteś? – spytał jednak bardziej zatroskany niż zniesmaczony.

Dzień miałam bardzo męczący, ale gwoździem do trumny był trening u Mikołaja – odparła bez szczegółów.

O, co u niego?

W porządku. Pozdrawia cię.

Dzięki – uśmiechnął się.

Kupiłam dziś bilety do Londynu. Będę za 10 dni.

Och, miałem nadzieję, że kilka dni wcześniej – odpowiedział zrezygnowany.

Zatrzymam się w Ritz – dodała poważnie.

W Ritz? Oszalałaś? – niemal wykrzyknął zaskoczony.

Żartowałam. Chciałam zrobić na tobie wrażenie – roześmiała się. – Jeszcze nie wybrałam hotelu. Zajmę się tym jutro – opadła na oparcie. – A, i kupiłam PSP.

Niedawno kupiłaś najnowszy model iPhone‚a. Wydałaś kupę kasy, a teraz kolejny gadżet? – zdziwił się.

iPhone jest mój, a PSP raczej służbowy.
– Ta, jasne! – opadł na łóżko. – Gadżeciara jesteś i tyle.
Poza tym po co ci PSP? Od kiedy grasz w gry? Nie lepiej jakiegoś pada?

Pad od razu widać, że do przechowywania danych, a po PSP nikt się nie będzie spodziewał, że jes tam coś prócz gier. Zresztą myśl co chcesz. Jestem zmęczona, tak bardzo chcę spać.

O, nie wykręcisz się, moja pani. Zrób sobie gorącą czekoladę. Cukier cię wybudzi.

Nie darujesz mi dzisiaj? – zapytała z nadzieją.

Cały dzień czekałem. Nie ma mowy.

No dobra – Kathrin wstała i popełzła do kuchni wstawić mleko do mikrofali. Po chwili niosła w dłoniach gorący napój. Postawiła go obok komputera i przeprosiwszy na chwilę, poszła do łazienki, by po skończonej opowieści po prostu móc beztrosko zasnąć.

Nie minęło 10 minut, jak była z powrotem. Czekolada ostygła na tyle, by można ją było wypić. Owinęła nogi ciepłym pledem i rozsiadła się wygodnie.

Zaczynamy? – spytała.

Tak, my też jesteśmy gotowi – usłyszała w odpowiedzi, po czym wszelki szum ustał.

Dziewczyna po nocy spędzonej w ciepłym łóżku czuła się jak nowa. Pełna energii podniosła się, by rozpocząć dzień. W bardzo krótkim czasie była już umyta i najedzona, posłanie zaścielone a dom przygotowany na przyjęcie gospodarza.

Meneka nie pojawiał się, więc dziewczyna zaczęła przygotowywać posiłek, by gdy ten wróci, przywitać go gorącą strawą. Już wczesnym popołudniem okazało się, że sam pomysł był bardzo trafiony. Meneka pewnym krokiem wszedł przez drzwi rozglądając się dokoła i zrzucił wierzchnie odzienie na skrzynię w hollu.

Jest tam kto, kto by przywitał powracającego gospodarza? – zawołał donośnie.
Dziewczyna usłyszawszy harmider wybiegła z kuchni i stanęła przed nim, zaciskając dłonie przed sobą.

Jesteście już, panie! Dziewczyna czekała na ciebie i przygotowała posiłek, co by cię rozgrzał po podróży.

Miłe to powitanie. Pozwól, że się najpierw umyję, bo warunki mieliśmy skromne – odpowiedział życzliwie.

I o tym dziewczyna pomyślała. Zaraz przyniesie gorącej wody i doleje do balii. Zimną wodę już tam nalała, by czasu nie marnować.

Miłe to wieści. A skąd, jeśli można wiedzieć, wiedziałaś o moim przybyciu? – spytał zaciekawiony, zdejmując broń poprzypinaną paskami.

Dziewczyna chciała nacieszyć się słońcem i spacerowała, aż natknęła się na strażnika w lesie. On mi polecił wracać, gdyż takie wieści właśnie dostał.

Nie powinnaś sama chodzić po lesie. Zło się wszędzie lęgnie – zaniepokoił się.

Tak, tak mówią – spuściła wzrok.

No dobrze. Zostaw mnie samego i, jeśli łaska, przygotuj ową strawę, bom strasznie głodny – poprosił łagodnie.

Tak,, panie. Nim się obejrzysz – odwróciła się i ponownie weszła do kuchni.

Na Menekę nie musiała czekać zbyt długo. Żołnierz przywykły był do szybkiego działania i nie rozpieszczał się długą kąpielą, szczególnie że żołądek zaciskał mu się z głodu w węzeł. Ubrał się pośpiesznie i wszedł do kuchni, by zasiąść przy stole.

Pachnie pięknie. Cieszę się, że zostałaś w moim domu – Mężczyzna uniósł łyżkę do ust. – O, i wspaniale smakuje.
– Jakie wieści przynosisz, panie? – spytała nieśmiało.

Wojna będzie. Nim się obejrzymy, nadciągnie jak burza. Dlatego nie zostanę tu długo. Muszę ruszać i szukać pomocy. Król zdaje się być w mocy tego plugawego, gadziego języka. Nie reaguje na krzywdy ludzi. Słyszałem o napaściach orków na wioski. Ba, sam widziałem skutki ich wizyt. Przybyliśmy za późno. Spustoszenie i zniszczenie – na owo wspomnienie przestał jeść na chwilę. – Wielkie nieszczęście.

Dziewczyna pragnie zostać w Jarze, aż zrobi się bezpieczniej, jeśli ty, panie, pozwolisz i nadal udzielisz jej gościny – powiedziała nieśmiało.

Zostań ile chcesz. Dom pusty stoi, jak mnie nie ma, niech się choć tobie przyda. A i nie chciałbym mieć cię na sumieniu, gdyby coś ci się stało.

Opowiedz, panie, gdzie podzieje się lud, jak wojna przyjdzie – poprosiła.

Ano tutaj, w jaskiniach. A czemuż to pytasz? – zainteresował się.

A co będą jeść, gdy wszyscy tu przybędą i może będą wiele dni czekać?

Czy te pytania mają jakiś powód? – spojrzał na nią podejrzliwie.

Rozważała dziewczyna, że może czas pomyśleć zawczasu o zapasach dla miasta. Wiele wojska musi jeść, gdyż walka to ciężka praca.

Mądrze mówisz. Porozmawiam o tym rano ze strażą. Niech zwiększą zapasy.

Jeśli pomoc dziewczyny się przyda, niech poślą tylko. Ta tu niewiele ma do roboty, panie, i chętnie pomoże.

Dziękuję ci moja droga, żeś nie tylko przewidująca, ale i chętna do pomocy. Pomoc twa na pewno się przyda. Wielki ruch wokół Isengardu. Wojna tuż tuż – zamyślił się. – Pozwólcie, że upiorę, panie, twe odzienie, byś na rano miał gotowe – dziewczyna wstała i odeszła od stołu.

Złote masz serce, kobieto. Och, gdybyś zechciała tu zostać na stałe, też bym nie odmówił.

Potrzeba ci zaiste pomocy, panie – wołała zza drzwi, zbierając brudne odzienie. – Ta tu nie zostanie, gdy burza przeminie, ale ty, panie, powinieneś się ożenić.

Jeśli ty mnie nie chcesz, skąd pomysł, że mnie inna zechce? – roześmiał się głośno.

Dobrym jesteś człowiekiem, panie, i masz pozycję w mieście, swój dom. Każda tego szuka – oznajmiła z przekonaniem. – A ta córka sąsiada, co ma stragan na targu, zawsze gdyś w domu i inaczej ubrana, i kręci się więcej po podwórzu. Jak cię nie było ni razu jej nie widziałam.

Schlebiasz mi, moja panno. Toć zamożni ludzie, a panna zaiste piękna i młoda. Nie za takiego się wyda.

Ta na pewno innego nie chce, a na dziewczynę patrzy oczyma pełnymi strzelających sztyletów. Nie wiedzieć, co jej się w głowie roi, ale na pewno innego nie szuka.

Meneka rozluźnił się na ławie i uśmiechnął wesoło. Posiedział tak w miłym zamyśleniu, po czym wstał i kończąc temat oświadczył:

Nie czas na amory, do wojny trzeba się szykować. Zdrajca z Isengardu szybciej nas odwiedzi niż nam się wydaje.

Dziewczyna nic już nie odpowiedziała, tylko prała odzież w wielkiej balii. Kosztowało ją to niemało wysiłku, ale wkrótce mogła rozwiesić rzeczy przy kominku i pozwolić im schnąć. Sama usiadła w kuchni, nastawiwszy wodę na herbatę z ziół. Meneka popołudnie spędził poza domem. Wrócił późno i od razu położył się spać. Dziewczyna nie ośmieliła się mu przeszkadzać. Przewróciła tylko odzież przy kominku na drugą stronę i dołożyła drew, by na pewno wszystko wyschło do rana.

O świcie usłyszała krzątanie się w izbie nad jej pokoikiem. Wstała i okryła się, po czym pobiegła na górę.

Meneka właśnie szykował się do wyjścia.

Och, obudziłem cię. Przepraszam – powiedział ściszonym głosem.

O, nie szkodzi. Dokąd teraz idziecie, panie? – spytała z troską.

Będziemy szukać sojuszników gdzie się da. Wrócę po pełni księżyca. Nie chcemy porzucać grodu w zagrożeniu – rzekł, pośpiesznie zakładając płaszcz. – Ach, i przyjdzie tu po ciebie syn piekarza. Wiesz, co robić.

Tak, nie martw się, panie. Dziewczyna wie, co robić i zrobi, co trzeba.

Choć na ciebie można liczyć w tych trudnych dniach.

Idź, panie, w pokoju. Zarygluję za tobą drzwi.

Do zobaczenia – mężczyzna odwrócił się i wyszedł za próg. Stanął przed domem i spojrzał mimo woli w okna sąsiadów. Przez chwilę miał wrażenie, że zasłona się poruszyła w oknie, ale potem uznał, ze to musiał być wiatr. Złapał więc konia za uzdę i podążył do bramy.

cdn.