Odcinek 32 – Niespokojne serca

Odcinek 32 – Niespokojne serca


Ranek był chłodny, a śpiwory jak zwykle pokryte rosą. W chłodny poranek mokre ubranie nie było przyjemne. Leo drżąc z zimna rozpalił ognisko. Kathrin wyjęła rzeczy z plecaka, szukając czegoś do jedzenia.

Po śniadaniu obrali trasę w dół zbocza i podążyli zgodnie z planem. Droga do szosy, z której wyszli w góry, zajęła im cały dzień i doszli tam dopiero późnym wieczorem. Postanowili nie nocować na dworze, ale dojechać do miasta autostopem. W mieście byli dopiero nad ranem. Chcieli wynająć pokój w tym samym hotelu co poprzednio, jednak z uwagi na odbywający się tam lokalny festiwal kultury góralskiej nie było wolnych miejsc w żadnym hotelu. Zmęczeni i śpiący ostatecznie dotarli do Cusco, gdzie znów zatrzymali się w Monasteiro del Cusco. Podróż ta zabrała im całe dwa dni i wszystkie siły, jakimi dysponowali. Byli tak zmęczeni, że nic się już nie liczyło. Kathrin wysłała kolejnego SMS-a do Warlorda, informując go, że zadzwoni wieczorem, po czym poszła spać. Spała nie tylko do końca dnia, ale i całą noc do rana. Podobnie jak Leo.

Rano, niczym nowonarodzeni, każde podążyło do restauracji na śniadanie.

O, cześć Kath. Dobrze spałaś? – zaczepił ją Leo.

Za dobrze. Obiecałam Warlordowi, że zadzwonię wieczorem, a tu okazało się, że wieczoru w ogóle nie było – roześmiała się smutno, wspomniawszy przyjaciela.

Daj spokój. Zrozumie, gdy mu opowiesz jak wracaliśmy. Miałem już wszystkiego dość. Jeszcze nie chcę wracać do Europy. Czuję, że muszę się zregenerować.

Może tak, ale ja martwię się o Worlorda, więc wrócę jak najszybciej. Z nim nie jest najlepiej.
– Sprawdziłem przed przyjściem tutaj. Samolot jest o piętnastej prosto do Londynu. Dla mnie za wcześnie. No chyba, że za dwa, trzy dni. Zapłacisz za mój hotel przed wyjazdem?

Jasne. Obiecałam ci. Zapłacę za kolejne dwie doby i za bilet, żebyś nie musiał klienta prosić o przelew i się tłumaczyć.

Dzięki, Kath. Jesteś wielka.

Po śniadaniu oboje wrócili do swoich pokojów. Kathrin spakowała rzeczy i postanowiła zadzwonić do Warlorda, gdyż z samolotu nie będzie już mogła, a lot potrwa wiele godzin. Była ciekawa, czy przez te dni coś znalazł.

Warlord? Tu Kathrin – zaczęła.

Kathrin, nareszcie. Martwiłem się – odparł słabym głosem.

Jak się czujesz? – spytała zaniepokojona.

Zgodnie z kartą choroby. Kiepsko, ale jeszcze oddycham.

Będę u ciebie jutro wieczorem. Bądź tam, obiecaj.

Obiecuję. Nie, że zawsze tu będę, ale do jutra dam radę – spróbował się zaśmiać.

Warlord, będę musiała szukać tego, o co cię prosiłam i muszę znaleźć pewną książkę. To „Podróż do ziemi obiecanej” Cristobala. Książka z XVII w. Jedyna na świecie.

Znalazłem to, o co mnie prosiłaś. Poprosiłem kumpla, by wszystko spisał. Wiesz, gdybym nie zdążył.

W takim stanie szukałeś? Wariacie! – poczuła, jak osuwa się na łóżku.

Peter mi pomógł. Sam bym już nie dał rady.
– Nie trzeba było w ogóle nic robić. Dlaczego się narażasz? – wypomniała mu, powstrzymując łzy.

Nie mówmy o tym. Lepiej mi coś opowiedz. Kiedy słucham, mniej boli.

Jasne. Oczywiście – otarła łzy i rozejrzała się wokół, jakby szukając końca poprzedniej opowieści. Po krótkim namyśle zaczęła:

Rano dziewczyna postanowiła kontynuować podróż na wschód. Nie obawiała się jechać samotnie tak blisko kopalń krasnoludów i mieszkających w górach orków. W zasadzie zastanawiała się, czemu w ogóle nie widuje ani orków, ani innych ras. Podróż wzdłuż rzeki zajęła jej kilka dni. Potem przez przełęcz, przez ośnieżone góry, aż do źródła Nimrodel. Droga wzdłuż południowego brzegu rzeki była tu niemożliwa. Musiała więc jechać północną stroną. Gdy dotarła do połączenia Nimrodel z Celebrantem, poczuła się jak w pułapce. Nie miała pomysłu, w jaki sposób przeprawić się przez rzekę, która na tym odcinku była dość głęboka, a Celebrant, spływając z gór, był dodatkowo bardzo wartki. Wiedziała, że nie może pozwolić sobie na nocowanie w tym miejscu. W nocy mogła natknąć się tu na orków, niczym nie chroniona, gdyż las był po drugiej stronie rzeki. Postanowiła przejść wzdłuż Celebranta, by znaleźć płytsze miejsce. Szła tak dwie staje, gdy została zauważona przez patrol elfów po drugiej stronie rzeki. Nie widząc ratunku, zawołała do nich w języku quenia:

Panowie, jaśni panowie! Pomóżcie przeprawić mi się przez rzekę, gdyż jak noc mnie tu zastanie, zginę z rąk orków!

Elfowie byli skonsternowani, słysząc ich czysty język z ust obcej kobiety. Z początku nie zareagowali, ale gdy ta zawołała po raz drugi, postanowili zbadać tę sprawę. Dwóch przeprawiło się na jej stronę po linach i pomogli jej przejść, a klaczkę przywiązali do lin, pomagając jej przepłynąć rzekę. Wilki same odeszły dalej i przeprawiły się na drugi brzeg. Widząc dziewczynę z elfami, trzymały się z dala.

Kim jesteś i co robisz tutaj? – zapytał jeden z nich.

Dziewczyna żyła tu przez całe życie. Tam, po drugiej stronie Celebranta, nad Anduiną. Spytajcie panowie pana Haldira. On wam odpowie.

Znasz dowódcę? – spytał zaskoczony elf.

Jego spytajcie, panie, czy zna dziewczynę z groty – mówiąc to spuściła wzrok, trochę z pokory, trochę by nie widzieli, jak czerwieni się jej twarz na jego wspomnienie.

Chodźmy, niech sam zobaczy – zarządził ów elf. – Muszę zakryć twe oczy, byś nie poznała naszych ścieżek. Nie możesz chodzić tu jak u siebie.

Elf zakrył jej oczy szarfą i chwyciwszy za ramię prowadził tak, by się nie przewróciła.

Szli tak kilka godzin. Dziewczyna potykała się od czasu do czasu, ale nie narzekała na swój los. Tyle wydarzyło się w ostatnich miesiącach, że nie potrafiła już ani bać się, ani niczego planować. Postanowiła poddać się temu, co przyniesie dzień. Była już zmęczona, gdy się zatrzymali.

Panie, oto znaleźliśmy tę za Celebrantem. Szła od Morii. Twierdzi, że cię zna – zameldował żołnierz.

Zapadła cisza i dziewczyna nie wiedziała, co się dzieje. Trwało to dłuższą chwilę. Czuła wzrok na sobie, ale nikt nic nie mówił. Usłyszała tylko, jak elf, który ją przyprowadził, odszedł.

Panie? Panie Haldirze, to ty? – spytała nieśmiało. Odpowiedź nie przyszła natychmiast. Cisza trwała jeszcze chwilę. Dziewczyna miała wciąż zasłonięte oczy i nie widziała, jak mężczyzna próbuje opanować emocje i nie zdradzić się wobec niej z tym, jak ogromną ulgę odczuł na jej widok. Stał tak i patrzył na nią, nie mogąc wydusić słowa. Czymże zaczarowała go ta kobieta, że nie potrafił przestać o niej myśleć. Czy tylko tym, że uratowała jego życie? Nie, z pewnością nie. Nieraz jego życie było w opałach, był wojownikiem. Patrzył tak na jej bladą twarz, na długie fale poplątanych w podróży włosów, na blady koral jej ust. Nie chciał zdjąć jej przepaski. Ponad wszystko chciał móc się bezkarnie nacieszyć nieskrępowanym patrzeniem na jej piękno.

Panie, jesteś tu? – spytała niepewnie.

Jestem – odpowiedział, nie chcąc jej dłużej straszyć.

Mogę zdjąć opaskę? – zadała kolejne pytanie.

Nie odpowiedział. Podszedł do niej i sam odwiązał szarfę. Zabrał ją i odszedł kilka kroków, odwracając się plecami. Dziewczyna wzięła to za wyraz wzgardy.

Czy znalazłaś to, czego szukałaś w Tharbadzie? – zapytał w końcu.

Nie, panie, i tak – odpowiedziała niepewnie.

Cóż to za odpowiedź „nie i tak”? – słowa dziewczyny tak go rozbawiły, że nie zapanował nad sobą i w końcu się do niej odwrócił.

Dziewczyna nie znalazła wiele w mieście, ale potem dowiedziała się wszystkiego o swych rodzicach. Teraz wie, skąd pochodzi i jak została sama – odpowiedziała smutno.

Skąd więc ten smutek? – zapytał, podchodząc bliżej.

Bo to smutna historia. Matkę jej zamordowali orkowie, a ojciec odszedł na wschód. Nie wiedział, że córka jego przeżyła.
– Zaiste, smutna to historia. Czy poznałaś też imię swoje? – zapytał.

Nie – zamyśliła się. – Nawet nie spytała. Ta historia tak ją dotknęła, że nawet nie spytała o własne imię. Musi wrócić, znaleźć wilka i spytać! – wykrzyczała niemal, zaniepokojona.

Wilka? Co to znaczy? Rozum postradałaś po drodze? – złapał ją za ramiona, próbując uspokoić.

A któż mi mówił, że drzewa żyją jak ludzie i mówią? – spojrzała na niego oburzona.

Roześmiał się i puścił jej ręce. To było fair, a dziewczynie wrócił dawny charakter, co było najlepszą oznaką jej zdrowia.

Opowiesz mi o tym wilku? – zapytał w końcu.

Nie, nie będzie zajmować pana swoimi głupimi sprawami – odpowiedziała, obawiając się wyjawienia pochodzenia swej matki, która przecież zdradziła ród elfów dla swej miłości.

Nie będę naciskał. Dobrze, byś nie szła dziś już dalej. Zostań tutaj. Jutro zaprowadzę cię dokąd będziesz chciała. Zapewne do swej groty – popatrzył jej w oczy, szukając potwierdzenia.

Musi wrócić i znaleźć wilka. Musi spytać – spojrzała na niego błagalnie.

Nigdzie nie pójdziesz. Zbliża się noc. Czasem z Morii napadają nas małe oddziały. Nie pozwolę, byś tam poszła.

Haldir kazał zaprowadzić ją na jeden z talanów strażniczych i polecił dać żywność i wodę. Był wieczór. Dziewczyna chciała odpocząć, ale nie mogła zasnąć po tym spotkaniu. Nie mogła pojąć, co nie daje jej spokoju. Tak bardzo cieszyła się, że widzi go w zdrowiu. Tego przecież właśnie pragnęła najbardziej na świecie i dokładnie tak było. Co więc budziło jej niepokój? Co mąciło serce?

Nie mogła opanować uczuć, więc zrobiła jedyną rzecz, jaka ją uspokajała. Półgłosem, nieśmiało, zaczęła śpiewać pieśń. Wiedziała, że nie jest bezpiecznie dla całej grupy zdradzać się ze swoją obecnością, więc śpiewała cicho. Dość jednak głośno, by ją było słychać na sąsiednim talanie, oddzielonym od jej jedynie grubym zielonym suknem, poprzetykanym liśćmi, tak by nie było widać, że ktoś tam jest. Sukna między talanami zapewniały odrobinę prywatności, ale i uniemożliwiały wrogowi dojrzenie kryjówki. Śpiewała więc cicho nową pieśń. Pieśń o swych rodzicach i ich miłości, o porzuceniu dla niej świata i tragicznym jej końcu. Włożyła w nią całą swą tęsknotę za ich miłością i za takim spełnieniem w swoim życiu. Gdy kończyła śpiewać, zauważyła poruszenie wśród elfów. Zrobiło się dość gwarno jak na to miejsce i nagle usłyszała za tkaniną głos, który znała z przeszłości.

twarz32

Haldirze, niewielki oddział napadł nas od północnego zachodu. Było ich dość wielu. Wygraliśmy w dziwny sposób.

Co masz na myśli, Rumilu? – spytał drugi głos.

Z lasu wybiegły wilki i rzuciły się na orków. Dzięki nim wygraliśmy. One jednak zginęły wszystkie – usłyszał w odpowiedzi.

Dziewczyna zemdlała na te słowa i upadła na drewnianą podłogę swego talanu.

Obaj mężczyźni odsunęli tkaninę i skoczyli w jej stronę.

Haldirze, a ta co tu robi? – zapytał zaniepokojony Rumil.

Jak widzisz, ona z równą pasją zareagowała na twój głos – odpowiedział Haldir.

Nie odpowiedziałeś mi. Jakim cudem się tu znalazła? – powtórzył poirytowany.
– Pomóż mi ją ocucić. Zemdlała – Haldir wziął dziewczynę na ręce i przeniósł na gruby koc, który stanowił jej posłanie.

Po chwili dziewczyna otworzyła oczy i niepewnie rozejrzała się wokół.

Panie Rumilu, czy był tam wilk z dużą łatą? – spytała bez wstępów.

Białą. Ten walczył najzacieklej, a zginął ostatni. A co, teraz wilki tropisz? – odparł odzyskując dawny dystans.

Dziewczyna rozpłakała się, nie mogąc powstrzymać emocji.

Ten wilk chronił ją przez całe życie i ten znał jej historię. Zginął broniąc jej. I kto teraz zatroszczy się o jego szczenięta?

Mężczyźni nie pojmowali jej rozgoryczenia i nie próbowali na razie indagować. Haldir położył jej rękę na ramieniu i ścisnął dość mocno, by poczuła, że nie jest w tym smutku sama. Podniósł się i wraz z bratem wrócił na własny talan. Przez dłuższą chwilę mężczyźni szeptali coś nerwowo między sobą, aż zapadła cisza. Dziewczyna nie zwracała już na nic uwagi, pogrążona w żałobie. Nagle usłyszała nad głową cichy, cienki głos:

Nie martw się, panienko. Szczenięta wilka są bezpieczne. Jeszcze dziś je widziałam z matką ich.

Dziewczyna rozejrzała się wokół i nie było tam nikogo, prócz ptaka na gałęzi.

Spojrzała na ptaka, wspominając słowa wilka. Ułożyła usta w dziubek i odpowiedziała cicho:

Ty do tej mówisz?

Nie zdawała sobie sprawy, że mówi w języku ptaków. Było to dla niej nagle tak naturalne, jak każda inna wypowiedź.
– Ja, a ty rozumiesz naszą mowę i możesz nią mówić, jak wielki czarodziej ze Wschodu.

Znasz mego ojca? – spytała z nadzieją.

Znałam, gdy mieszkałam na Wschodzie. Teraz tam nie jest bezpiecznie. Bardzo się postarzał, ale dbał o wszelkie życie jak o własne. Zawsze miał w sobie trochę smutku, nawet gdy się śmiał.

Gdzie mieszka? – kontynuowała pytania.

Nie wiem. Jak go kiedyś jeszcze zobaczę, powiem mu o tobie. Powiem mu o tobie – powtórzył ptak i odleciał.

Rano obudziła się wcześnie, zanim ktokolwiek przyszedł ją zabrać.

Dostała śniadanie, a po śniadaniu została sprowadzona na dół. Tam czekał Haldir w pełni gotowy do drogi wraz z dwoma towarzyszami. Dziewczynie przyprowadzono jej klaczkę i w czwórkę ruszyli na wschód, wzdłuż Celebranta. Po kilku stajach dwaj mężczyźni oddzielili się i podążyli donieść o wszystkim Pani Galadrieli. Haldir wyjaśnił jej, że od południa teraz nie ma zagrożenia, bo Sauron został zgładzony. Tylko niedobitki orków błąkały się jeszcze po lasach, ale nie widziano ich od strony Fangornu. Nawet gdyby jej tego nie powiedział, czułaby się bardzo szczęśliwa z takiego obrotu spraw.

Jechali dalej sami, rozprawiając o tym, co wydarzyło się od ich rozstania. On opowiedział jej o walkach z Dol Guldur, jakie toczyli wielokrotnie po powrocie z Helmowego Jaru, a ona opowiedziała o wizycie u starca i spotkaniu z duchami oraz o wilku i osobliwej kuracji, jaką musiała przejść. Długo jednak zwlekała z wyjawieniem kim jest, gdyż bała się, że od razu ją odrzuci, jak plemię jej matki odrzuciło ją za to, co zrobiła.
– Powiedz w końcu, co ci ten wilk powiedział o twoich rodzicach – nalegał Haldir.

Dziewczyna nie odpowiedziała od razu.

Panie, dziewczyna boi się, że za rzeczy, na które nie miała wpływu, znienawidzisz ją, jak lud jej matki tę znienawidził.

Haldir zatrzymał konia, zsiadł z niego, po czym pomógł zsiąść dziewczynie. Podszedł do niej i ujął ją za obie dłonie, wpatrując się w jej głębokie, zielone oczy.

Nie poznałaś mnie jeszcze? Nie wiesz, że nie osądzam nikogo na podstawie cudzych czynów? Zasmuca mnie to bardzo.

Matka, panie, była z rodu elfów. Ta nie zna jej imienia. Za odejście z ukochanym wyparto się jej i zabroniono posługiwania się imieniem nadanym przez ojca – dziewczyna spuściła wzrok i poczuła, że całe jej ciało drży z niepokoju.

A kim więc jest twój ojciec? – zapytał spokojnie.

Przyjacielem ptaków. Czarodziejem ze Wschodu – odparła. – Brązowym czarodziejem.

Znam tę historię i ród, z którego pochodziła. Dawno opuścili te ziemie, udając się do Valinoru. Jesteś więc w połowie elfem, a w połowie majarem, a ja cię miałem za zwykłą dziewczynę – odparł rozmyślając nad jej słowami.

Czy i ty panie odejdziesz teraz? – spytała przerażona.

Nie. Zabiorę cię do Pani Lasu. Niech ona zdecyduje, co ma być – odpowiedział tak delikatnym głosem, na jaki tylko go było stać.

Muszę lecieć, Warlord. Inaczej spóźnię się na samolot i nie zobaczymy się.
– O nie. Musisz tu być jak najszybciej. Podoba mi się ta historia. Mam nadzieję, że jutro opowiesz mi resztę.

Widzę, że czujesz jej koniec. Rzeczywiście, myślę że jutro skończę ci opowiadać.

cdn.