Odcinek 33 – Powrót do ukochanego

Odcinek 33 – Powrót do ukochanego


Śpiesz się – pogonił ją słabym głosem.

Do zobaczenia kochany – odpowiedziała.

Powtórz, coś przerywa – poprosił, ukrywając uśmiech.

Tak, jasne – odpowiedziała w pełni rozumiejąc, o co chodzi. – Kocham cię.

Zdążyła na samolot niemal w ostatniej chwili. Musiała przecież jeszcze sporo załatwić przed wyjazdem na lotnisko, by Leo mógł czuć się spokojnie.

Lot był długi i nerwowy. Cały czas myślała o tym, co się stało i o tym, co było nieuniknione. Słyszała przez słuchawkę, że Warlord żyje jeszcze tylko dzięki nadziei. Że jego własne siły życiowe już się skończyły. Wiele razy o tym rozmawiali, ale to było przedtem. Zanim oboje uświadomili sobie, ile dla siebie znaczą. Może bardziej ona potrzebowała sobie to uświadomić. Teraz to rozstanie okazało się nie takie łatwe, jakie miało być. Teraz nie wyobrażała sobie, jak mogłaby żyć bez niego.

Lot nie był bezpośredni, ale z przesiadką w Barcelonie. W Londynie więc była dopiero następnego dnia rano. W hotelu dostała inny pokój niż ostatnio, ale o równie przyjemnym wystroju. Nie chcąc iść do Warlorda z podkrążonymi oczyma, gdyż zaraz by się martwił, postanowiła się chwilę przespać. Gdy się obudziła, mijała pierwsza po południu. Zerwała się i pobiegła pod prysznic. Po toalecie ubrała się i wyszła, zabierając ze sobą tylko swoje elektroniczne cacko, zawierające wszystkie niezbędne informacje. Po drodze wstąpiła na lunch, a dużą moccę wzięła na wynos. Nie chciała już nic opóźniać. Wiedziała, że Warlord jest naprawdę w złym stanie.

Dzień dobry! – powiedziała miękkim głosem przekraczając próg sali chłopaka.

Kathrin! – zawołał niemal po cichu Warlord, zdejmując maskę z tlenem.

Tak się cieszę, że znowu mogłam cię odwiedzić.

Usiadła na skraju jego łóżka i wzięła go za rękę.

Kathrin – powtórzył chłopak z trudem zaciągając się powietrzem.

Źle z tobą. Widzę to. Nic lepiej nie mów. Ja ci wszystko opowiem – zaproponowała.

Kocham twoją szczerość – kilka oddechów i znów kilka słów. – Mam materiały o języku krasnoludów. Mama ci da. Pomogła mi, przynajmniej się nie nudziła siedząc tak tu ze mną.

Ciiii, nieważne – uspokajała przyjaciółka, głaszcząc go po twarzy. – Dziękuję, dzięki tobie zaoszczędzę kilka dni. Ale ty jesteś ważniejszy niż wszystkie języki świata.

Opowiadaj, kochan… – przerwał, dusząc się, a Kathrin ujęła maskę i założyła mu na twarz.

Z oczu dziewczyny popłynęły łzy. Patrzyła mu w oczy, jakby żegnając się. Wiedziała, że to już blisko.

Warlord, znaleźliśmy jaskinię. Przy wejściu do jaskini były napisy w tengwarze w języku quenia. Użyłam hasła, tego samego co we „Władcy Pierścieni” w Morii i zadziałało. To było jak sen. Weszliśmy do środka i po długim marszu doszliśmy do wielkiej sali kolumnowej, na końcu której były wielkie kamienne drzwi. Te również otwierało się hasłem, ale napisy były w języku krasnodudów. Nie umiałam ich rozszyfrować. Muszę postudiować trochę. Myślę, że hasło jest w tamtej książce – przerwała, gdy do sali weszła mama chłopaka.

Och, panienka Kathrin, jak się cieszę widząc panią – zawołała od progu, podchodząc do dziewczyny by uścisnąć jej rękę.

Witam panią. My w Polsce witamy się z bliskimi tak – puściła jej dłoń i obiema rękami objęła kobietę, mocno przytulając, a na koniec całując w oba policzki.

Ten sposób mi się znacznie bardziej podoba od naszego, szczególnie wobec „bliskich” – odparła kobieta. – To może ja was tu zostawię?

Kathrin spojrzała na chłopaka i pomyślała, że przecież to może być w każdej chwili, że matka powinna tu być.

Proszę, niech pani z nami zostanie. Nie ma przecież nic, co byśmy chcieli przed panią ukryć – zaproponowała.

Dziękuję, usiądę sobie z boku. Robię na szydełku sweterek dla córeczki siostrzenicy. Nie przeszkadzajcie sobie – odpowiedziała kobieta i usiadła na krześle po drugiej stronie łóżka. Pogładziła drugą dłoń chłopaka patrząc mu w oczy, po czym wyjęła swoje szpargały.

Na czym skończyłam? – zastanowiła się dziewczyna, chcąc kontynuować opowiadanie. – Ach, książka. Wierzę, że odpowiedź jest w książce i wierzę, że książka jest w rodzinie Tolkiena. Wyobraź sobie sytuację, w której ktoś znajomy profesora odbywa podróż z książką za te drzwi, wraca i opowiada mu wszystko lub oddaje dziennik, a profesor opisuje to w swoich powieściach. Pomyśl.

Że niby Śródziemie istnieje? – wydobyło się spod maski.

I owe języki, zasłyszane i rozwinięte przez profesora Tolkiena. Muszę odnaleźć „Podróż do ziemi obiecanej”. Wierzę, że jest w domu Tolkiena.
– Przepraszam, panienko, ale podsłuchałam waszą rozmowę i przypomniała mi się historia, którą opowiedział mi Patryk. Patryk jest moim współpracownikiem, ale i synem przyjaciela profesora Tolkiena. Jakieś pół roku temu opowiedział mi historię pewnej książki. Ma ją w domu po zmarłym ojcu. Książka jest w języku hiszpańskim, a on nie zna hiszpańskiego, ale trzyma ją bo to antyk – zaczęła kobieta. – Ojciec Patryka poróżnił się z profesorem o ten egzemplarz. Po latach przyjaźni zerwali wszelkie stosunki. Patryk bardzo ubolewał, że z tak głupiego powodu jak książka, jaka by nie była, dwóch przyjaciół rozstało się w gniewie i nigdy już ze sobą nie rozmawiali. Patryk ma tę książkę i chce się jej pozbyć, bo przypomina mu zniszczenie wspaniałej przyjaźni.

Pamięta pani tytuł? – spytała Kathrin.

Och, nie, ale chętnie spytam – kobieta odparła zmartwionym głosem. – Tytuł jest również hiszpański.

Bardzo proszę, niech go pani spyta i najlepiej niech prześle pani tytuł SMS-em. To pomoże uniknąć błędów wynikających z wymowy.

Kobieta wyszła na korytarz, a Kathrin przesiadła się na wygodne krzesło po jej stronie łóżka. Znów ujęła chłopaka za dłoń i zaproponowała podróż do Śródziemia.

Kath, tak chciałbym poznać koniec tej opowieści – wymamrotał spod maski.

Poznasz. Właśnie dziś poznasz – odparła miękko.

Poczekaj – chłopak wymacał palcami odpowiedni klawisz na pilocie i wcisnął.

Co robisz? – spytała zdziwiona.

Nagrywam. Pamiętasz o innych? – przypomniał.

Ach tak, puszczasz im potem. Ok, jasne. Zaczynajmy.


Haldir i dziewczyna ponownie wsiedli na konie i podążyli dalej. Gdy dotarli do Caras Galadhon, dziewczynę odprowadzono do miejsca przygotowanego dla gości. Tam wykąpała się i poszła spać. Rano dostała czystą białą suknię, gdyż jej ubranie było dość brudne. Suknię tę chętnie założyła, gdyż zawsze podobały jej się miękkie szaty kobiet elfów, a tkanina, z której ją wykonano, była właśnie miękka i błyszcząca, jakby utkana z pajęczych nici pokrytych rosą. Jej włosy, czyste i uczesane, lśniły jak wody Celebranta w pełnym słońcu. Tak przygotowaną poprowadzono ją do Pani Galdrieli i Pana Celeborna na audiencję.

Dziewczyna szła powoli, lękając się spotkania z tak ważnymi osobami. Serce dudniło jej w piersiach, a ona nie czuła się godna, by stanąć przed parą królewską, jak i nie czuła się godna noszenia tak pięknych szat. Idąc bardzo uważała, by nie zabrudzić lub nie uszkodzić w inny sposób tak szczególnego stroju.

twarz33

Poprowadzono ją schodami do góry na duży talan. Wyżej nad nim były inne talany, z których prowadziły ażurowe korytarze do jeszcze wyższych komnat. Były duże i oświetlone blaskiem malornów. Na wyższym talanie stała para królewska. Oboje piękni i dostojni tak, że dziewczyna spuściła wzrok. Na niższym talanie stał Haldir i jego bracia, którzy odbyli już rozmowę z królem i królową. Pani odprawiła braci Haldira, ale jemu kazała zostać. Dziewczyna nie słyszała tego polecenia. Widziała tylko odchodzących mężczyzn. Haldir patrzył na dziewczynę zamarły niczym posąg. Wyglądała tak pięknie. Nawet w skórzanym spodnium, które sama sobie uszyła, wyglądała pięknie. Teraz jednak, ubrana jak prawdziwa kobieta, lśniąca w słońcu i o oczach zielonych jak młode liście drzew, była jak zaklęcie.

Witamy cię w Caras Galadhon – zaczął Celeborn.

Witajcie, wielcy państwo – odpowiedziała półgłosem, nie odrywając wzroku od podłoża.
– Witaj, ta, której szlachetne pochodzenie, zamknęło ją w objęciach samotności poza granicami zamieszkałymi przez jakiekolwiek stworzenie – usłyszała jakby w sercu i przestraszyła się.

Nie bój się, dziecko – Galdriela odezwała się na głos. – Tu cię krzywda nie spotka. Chroniliśmy cię przez wiele lat. Rodzina, z której pochodzisz, jest nam bliska. Gniew pokierował ich sercami, a my nie chcieliśmy stracić ich przyjaźni, więc nie pozwoliliśmy ci zamieszkać na naszych ziemiach. Wiedzieliśmy jednak o tobie i że ojciec twój zatroszczył się o ciebie, choć odszedł nieświadom twego przeżycia. Opłakiwaliśmy śmierć twej matki.

Wybacz, pani, odpowiedz proszę, jeśliś łaskawa. Co takiego zrobiła matka dziewczyny podążając za głosem serca, że naraziła się na gniew? – zapytała dziewczyna, nie odważywszy się podnieść wzroku.

Matka twa miała poślubić kogoś innego. Kogoś z wysokiego rodu, kto prosił już o jej rękę, a ojciec jej wyraził zgodę. Wbrew ojcu odmówiła i zawstydziła go swym postępowaniem. Gdy ojciec pozbawił ją imienia, podążyła za twym ojcem nocą, jak para przestępców, porzucając ojca swego i jego dom. Jego gniew ścigał ją przez wiele lat. Nie zaznali spokoju, aż w drodze na wschód dopadł ją oddział orków. Serce twego dziadka zostało rozdarte na zawsze.

Łzy popłynęły po policzkach dziewczyny i nie powiedziała już nic. Celeborn ulitował się nad jej niewinnym sercem i przerwał ciszę.

Przez lata ojciec twój osłabiał na wschodzie siły wroga. Słyszeliśmy pogłoski o różnych niewyjaśnionych sytuacjach, o buntach natury. Wiedzieliśmy, że twój ojciec rozmawia ze zwierzętami. Choć nie taki planowano los dla twej matki, ojciec twój stał po naszej stronie i nie czuł gniewu na nikogo, poza siłami Saurona.
– Jako że rodzina twej matki odpłynęła już do Valinoru, a i my odpływamy wkrótce, możesz zostać z nami, aż się to stanie. Sama jednak nie możesz z nami popłynąć. Musisz pozostać tutaj – odpowiedziała ze smutkiem Galadriela. – Teraz odejdź, dziecko, i nie martw się sprawami przodków, gdyż ty w tym żadnego udziału nie miałaś i sama chlubnie zapisujesz karty swego życia. Wiemy, jak ocaliłaś życie obecnego tu dowódcy. Wiemy, jakiej odwagi to wymagało, choć nie miałaś żadnego powodu, by pomagać ludowi, który nie przyjął cię do siebie. Zrobiło to na nas wielkie wrażenie. W Valinorze wstawię się za tobą.

Nie kłopocz się, pani, dziewczyną. Brzegi Valinoru nie dla takich jak ta. Z wdzięcznością pozostanę w pięknym Caras Galadhon, aż odpłyniecie, pani – dziewczyna pokłoniła się nisko i odeszła sprzed pary królewskiej.

Haldirze – królowa zwróciła się do dowódcy. – Od lat nie spojrzałeś na żadną z naszych kobiet. Choć jesteś dowódcą Północy, często podróżowałeś na południe. Gdy dziewczyna ta jest blisko, serce twe bije mocniej.

Dopilnowałem wszystkiego, co należało w szeregach północnych wojsk, pani – odpowiedział z pokorą, kłaniając się.

Wiem, nie mam ci nic do zarzucenia. Wiem też, że choć pragnąłeś ruszyć za tą dziewczyną do Tharbadu, zostałeś tu, by walczyć o nasze bezpieczeństwo z siłami Dol Guldur. Jesteś najlepszym dowódcą, jakiego mieliśmy, jednak w Valinorze żołnierze nie będą mieli takich obowiązków jak tutaj.

Haldir podniósł głowę i patrzył wyczekująco na jej usta, oczekując dalszej wypowiedzi.

Zostaję w Śródziemiu jeszcze jakiś czas. Wybieram się do domu Elronda. Możesz zostać ze mną, jeśli zechcesz – powiedział Celeborn.
Serce Haldira zaczęło bić mocniej, a Galadriela podeszła o niego bliżej, spojrzała mu w oczy i dodała:

Dajemy ci wolność, Haldirze. Postąpisz zgodnie ze swym sercem. Pamiętaj jednak, jakie poniesiesz konsekwencje jako nieśmiertelny w śmiertelnym świecie, gdybyś zechciał tu zostać na zawsze.

Dziękuję państwu – odpowiedział podekscytowany. – Pojadę, panie, z tobą do Rivendel, a jeśli trzeba, zostanę w Śródziemiu. Wiele lat marzyłem o tej chwili. Dziękuję.

Wiem, Haldirze, ile lat uspokajałeś swoje serce i wiem, że nie pokierujesz się teraz rozsądkiem. Skoro taki twój wybór, będę liczyć jedynie, że będziecie mogli popłynąć z Celebornem, gdy ten zapragnie odbyć tę podróż. Teraz odejdź – Galadriela odwróciła się, podeszła do Celeborna, położyła dłoń w jego dłoni i odeszli na górę.

Haldir pobiegł do swej komnaty i usiadł na podłodze, wkładając twarz w dłonie. Oddychał szybko i za wszelką cenę próbował się uspokoić. Miał zgodę pary królewskiej, ale nie wiedział, czy dziewczyna podziela jego uczucie. On sam ukrywał się z tym, jak tylko mógł. Siedział tak długo, a tysiące myśli przebiegały mu przez głowę. W pewnej chwili do jego komnaty weszli bracia jego.

Co się stało, czemu pani cię zatrzymała? Była zła o tę dziewczynę? – spytał Orofin.

Na pewno była zła. Mówiłem, że z tą dziewczyną jest coś nie tak – odpowiedział Rumil.

Nie, wszystko w porządku – Haldir spojrzał na nich błyszczącymi z ekscytacji oczyma. – Bardziej niż marzyłem.