Odcinek 34 – Wielkie spełnienie i ostatnia podróż Wojownika

Odcinek 34 – Wielkie spełnienie i ostatnia podróż Wojownika


Mów, co się stało – ponaglał jeden.
– Bracia, od lat ta dziewczyna nie jest mi obojętna. Zawsze chciałem być blisko niej, ale obowiązek i lojalność przedkładałem nad osobiste pobudki. Dziś pani zgodziła się, bym poślubił tę dziewczynę, a pan zabierze nas do Rivendel, gdyż sam nie płynie do Valinoru, a przynajmniej nie teraz.

Bracie, co mówisz? Nie możesz tu zostać! Nie ma tu miejsca dla elfów. Musimy płynąć – zaniepokoił się Rumil.

Haldirze, wróć po rozum. Jeśli zostaniesz, będziesz przez wieczność patrzył na śmierć wokół, a sam nigdy jej nie doświadczysz – Orofin chwycił go za ramię, próbując przemówić mu do rozumu.

Bracia, ta jest córką Brązowego Czarodzieja i pani z elfów. I jej życie jest wieczne, jednak teraz nie ma zgody, by podążyć za nami, gdyż związek jej rodziców nie był pożądany. Ona sama jednak całe życie cierpiała samotność nie za swoje winy.

Och, bracie. Smutek wnosisz w nasze serca – Orofin odwrócił się plecami i spuścił smutno wzrok.

Pragnę, byście dzielili mą radość i wstawili się za nami w Valinorze, jeśli ta tylko mnie zechce… – Haldir spojrzał nieśmiało na braci.

Wszystkie wolne kobiety poszłyby za tobą w ogień, a ty wybrałeś taką – Rumil nie dawał za wygraną.

Wszystkie kobiety świata nie wzbudzą mego serca nawet do odrobiny tego, do czego wzbudza je tylko jej spojrzenie, bracie.

Widzę, że cię nie przekonamy. Pragniemy jedynie, byś był bezpieczny i szczęśliwy. Jednak chyba bardziej bezpieczny.

Wiem, bracie. Kocham was i zawsze będę nosił was w sercu, jeśli nawet nie uda się nam do was dołączyć.
Tymczasem dziewczyna udała się do niewielkiego źródła w pobliżu i usiadła na brzegu, myśląc o porannej rozmowie. Nie chciała przebywać wśród innych elfów, gdyż nie czuła się dobrze pośród tych zacnych stworzeń, mimo, iż jej własne pochodzenie, nie licząc okoliczności, nawet przewyższało pochodzenie większości z nich. Nie myślała o sobie w ten sposób.

Wpatrzona w przepływającą wodę, myślała ze spokojem o płynącym czasie. Myślała i o odpływających świadkach wstydu, w jakim pojawiła się na świecie i rozważała to raczej w kategoriach spokoju i ulgi, gdyż po ich odejściu już nikt nie będzie wiedział o buncie jej matki. Matce nie miała za złe, że podążyła za swoim sercem. W głębi serca podobała jej się ta romantyczna postawa. Czuła miłość i tęsknotę do tej kobiety, której niestety nawet nie pamiętała. Do niej i do ojca, który odszedł ze złamanym sercem, straciwszy wszystko, a jednak nie popadłszy w obłęd rozpaczy, walczącego dla wolnego świata.

Spotkałem człowieka po drodze z Helmowego Jaru – usłyszała za plecami i odwróciła się zawstydzona, że ją tak nakryto zamyśloną.

Pan Haldir?! – spuściła wzrok w zakłopotaniu.

Haldir podszedł do niej i ujął ją za ręce, kontynuując.

Miał przy sobie piękny, biały, lśniący kamień. Idealnie okrągły, jak leśna jagoda. Spytałem go, co to za kamień, a on opowiedział mi jego historię.

Co to za historia, panie? – dziewczyna zainteresowała się.

Haldir poprowadził ją na przewróconą kłodę, by mogli usiąść i ciągnął:

Na dnie morza żyją stworzenia zawarte w muszlach, jak w dwóch łupinach orzecha. Nie są jednak zamknięte, ale składają się jak księga. Stworzenia te nie mogą żyć poza muszlą, gdyż to jedyna ochrona ich miękkiego ciała. Czasem do muszli wpadnie ziarnko piasku i uwiera owo stworzenie. Wydziela więc ono płyn, który otacza piasek, by mniej uwierał, ale i tak uwiera. Więc stworzenie dalej pokrywa ziarnko kolejnymi warstwami, ciągle odczuwając ból. Płyn twardnieje na powierzchni, a stworzenie nakłada kolejną warstwę. W tym bólu rodzi się ów piękny kamień, zwany perłą – przerwał na chwilę. Ujął jej podbródek i uniósł tak, by spojrzała na niego.

Po policzkach dziewczyny popłynęły łzy. Patrzyła mu w oczy i powoli powiedziała:

Jaka to smutna historia.

Całe życie spędziłaś w bólu samotności. Całe życie uwierała cię jak ten piasek, a mimo to stałaś się pięknym stworzeniem, i ciałem, i duszą. Choć nie znasz swego prawdziwego imienia, ja pragnę, byś nosiła imię Perła, gdyż bardzo do ciebie pasuje. Czy zgodzisz się je przyjąć ode mnie? – spytał.

Perła – powtórzyła. – Perła – jej serce zaczęło bić szybciej. Uniosła dłonie, układając je na piersi i dodała:

Jak piękny to sen!

To nie sen. A więc? – odparł łamiącym się głosem i nie mógł powiedzieć nic więcej.

Perła – wstała i podeszła do brzegu patrząc w dal. – Mam na imię Perła.

Haldir podszedł i stanął za nią.

Dziękuję – powiedział.

Dziewczyna nie wytrzymała napięcia. Spojrzała na niego i w stronę miasta, i krzyknęła z całych sił:

Mam na imię Perła! Mam imię! Mam na imię Perła! – po czym rozpłakała się, na dobre siadając na ziemi.
Haldir podszedł i usiadł za nią. Ujął jej ramiona w dłonie i odwrócił delikatnie do siebie.

Dziękuję, że przyjęłaś to imię ode mnie. Czy możesz przyjąć coś jeszcze? – spytał, z trudem opanowując wzruszenie.

Panie, dałeś mi najpiękniejszy dar, o jakim mogłam marzyć. Moje serce nie mierzyło nigdy tak wysoko, by dostać imię, i to do tego od tak szlachetnego pana jak ty.

Od lat obserwowałem cię zza rzeki. Nie wolno mi było naruszać twego spokoju, ale i tak odwiedzałem te brzegi licząc na pieśni, które śpiewałaś. Los zetknął nas jednak mimo wszystko i pozwolił, byś uratowała moje życie. Bardzo pragnąłem pojechać za tobą do Tharbadu. Drżałem o twoje bezpieczeństwo – wyznał.

Tam musiałam być sama, gdyż tam nauczyłam się, że znam mowę zwierząt. Dlaczego jednak chciałbyś, panie, podążać za biedną, tak nieważną dziewczyną?

Nigdy już tak o sobie nie myśl i nie mów. Jesteś wspaniałą kobietą, o której marzę z nadzieją, że zgodzisz się przyjąć me serce i zostać żoną żołnierza Lothlorien.

Och, panie, co mówisz! – zerwała się na równe nogi. – Nie śmiałabym marzyć o twym oddaniu, a z pewnością nie powstrzymałabym cię od podróży. Ja muszę tu zostać. Słyszałeś, panie. Nie, nie mów tak. Dość cierpiało serce moje, byś je teraz łamał.

Nie chcę łamać twego serca. Pan Celeborn zostaje w Śródziemiu i pozwolił mi pozostać ze sobą – odpowiedział, próbując ją uspokoić. – Ja niczego innego nie pragnę i to ty złamiesz moje serce, gdy mnie odrzucisz.

Na te słowa dziewczyna zwróciła się do niego i spojrzała mu głęboko w oczy.
– Od lat wyglądałam tylko twego przybycia, panie. Patrzyłam za rzekę każdego wieczoru, by ujrzeć twe piękne włosy i piękną twarz. Nie przypadkiem byłam na łące, za jaskiniami Helmowego Jaru, gdy usłyszałam, że masz przechodzić tamtędy. Gdyby nie ty, samotność byłaby nie do zniesienia. Niczego więcej nie pragnę, niż być przy tobie, panie – odpowiedziała w pełni zdając się na bieg wypadków.

twarz34

Haldir objął ją mocno i przytulił do piersi. Dziewczyna przywarła twarzą do jego policzka licząc, że już nigdy się nie obudzi, a chwila ta nigdy nie minie. Gdy mężczyzna złożył pocałunek na jej ustach, dotarło do niej, że nie śpi. Nawet we śnie nie odważyłaby się na takie marzenie. To nie mógł być więc sen.

Haldir ujął ją za rękę i poprowadził do swych braci.

Nie wiem, czy wrócili z Celebornem do Valinoru, czy nie. Wiem jednak, że byli bardzo szczęśliwi i spełniły się ich wszelkie marzenia.

Jak moje – Warlord spojrzał na Kathrin i na swoją matkę. – Mam przy sobie dwie ukochane kobiety, które żegnają mnie na tym brzegu. Dziękuję, Kath.

Chłopak odwrócił się do matki, szepcząc z wysiłkiem:

Kocham cię mamo, dziękuję za wszystko.

Matka przerwała robótkę i podeszła do syna.

I ja cię kocham i dziękuję ci, że jesteś ze mną, i że jesteś właśnie taki – położyła dłoń na jego czole, po czym ucałowała go delikatnie.

Perła, co? – powtórzył chłopak zamykając oczy. – Żegnaj, moja Perło.

Żegnaj, Wojowniku! – odparła Kathrin, wierząc jedynie, że ten jeszcze to usłyszał. Odpłynął tam, gdzie ona jeszcze podążyć nie mogła.
Kobiety siedziały tak przy jego łóżku, każda trzymając jedną z jego dłoni. Nie wzywały lekarza ani nie wpadały w histerię. Obie były przygotowane na tę chwilę. Obie czuły ból, ale i spokój. Wszystko zostało powiedziane.

Dopiero wejście pielęgniarki po jakimś kwadransie wybudziło kobiety z zadumy.

Odszedł – powiedziała matka. – Już nie cierpi.

Pielęgniarka wezwała lekarza, który stwierdził zgon. Pozwolono jednak kobietom na pozostanie przy nim jeszcze kilka chwil. Siedziały bez słów.

Gdy Kathrin wstała, by się pożegnać, matka chłopaka uściskała ją mocno.

Panienko Kathrin, będzie panienka dla mnie zawsze jak córka. Proszę zostać na pogrzebie.

Z pewnością zostanę, proszę pani – odpowiedziała spokojnie.

Proszę odprowadzić mnie do domu. Nie chcę wracać sama. Czy mogę na panią liczyć? – zaproponowała kobieta.

Jak najbardziej – odpowiedziała Kathrin i odwróciła się do Warlorda. – Do zobaczenia, przyjacielu, do zobaczenia, ukochany.

Pogrzeb odbył się po trzech dniach. Przyjechało sporo osób. Kathrin wspierała matkę chłopaka we wszystkim, a nawet przeniosła się do niej na kilka dni, by pomóc w tych pierwszych dniach, gdy ta, niezależnie od odczuwanego bólu, musiała zorganizować swe życie od nowa. Mimo iż spodziewała się śmierci syna, kobieta nigdy nie zastanawiała się nad tym, co będzie robiła, gdy ten już odejdzie. Zawsze żyła chwilą, gdyż nie wiedziała, ile tych chwil jej jeszcze zostało.

Panienko Kathrin, dzwonił Patryk. Przyjedzie po południu i przywiedzie tę książkę. Sama panienka oceni.
– Proszę – Kathrin ujęła kobietę za rękę – proszę mi mówić Kathrin. Sprawi mi pani wielką przyjemność.

Tak, zapomniałam. Przepraszam – kobieta zmieszała się.

Nie szkodzi – odpowiedziała dziewczyna. – Czy napije się pani kawy?

Tak, proszę. Kathrin – kobieta podeszła do szuflady starej komody – są tu te materiały o języku krasnoludów. Chcę ci je oddać.

Dziękuję. Chętnie wezmę, szczególnie, że to ostatnia praca pani syna – Kathrin zawołała z kuchni.

Tak, to prawda, bardzo mu zależało – odpowiedziała kobieta, podążając do kuchni za zapachem świeżo przyrządzonej kawy.

On ma taki talent do wyszukiwania informacji. Gdziekolwiek jest, na pewno z niego korzysta.

Dziękuję ci, dziecko, że wciąż podtrzymujesz mą nadzieję.

Jeszcze tego popołudnia, zgodnie z oczekiwaniami, przyszedł Patryk. Dobrze zbudowany, przystojny mężczyzna z elegancką teczką w ręku.

Wejdź, kochany, miło cię widzieć – zaprosiła kobieta.

Witam cię. Tak mi przykro – usłyszała w odpowiedzi.

To jest Kathrin, o której ci mówiłam. To ona jest zainteresowana pewną książką i chciałaby sprawdzić, czy to ta, którą posiadasz.

Witam. Nie wiem, czy się pani wiele dowie. Książka ma hiszpański tytuł, ale i zamek w stalowej oprawie, do którego niestety nie mam klucza. Ojciec nie chciał się włamywać, bo to by zniszczyło wolumen.

I ja witam. Proszę pokazać – zaproponowała Kathrin.
Mężczyzna usiadł w fotelu, położył teczkę na stoliku przed sobą i wyjął księgę.

Grzbiet miała z grubej, ciemnej skóry. Obie okładki były stalowe, z wykutymi zdobieniami roślinnymi oraz tytułem po środku. Obie okładki były połączone solidnym metalowym zamknięciem. Kształt dziurki od klucza był dokładnie taki, jak krawędzi klucza Leo. Serce jej przyspieszyło, ale nie dała po sobie poznać, jak ważna jest dla niej ta książka. Przesunęła palcami po tytule. Znała hiszpański i mimo starego słownictwa, wiedziała jak ma brzmieć ten tytuł. Tak właśnie brzmiał.

Piękny wolumen – zaczęła. – Nie wiem, czy panu wiadomo, ale jestem antykwariuszką z zawodu. Widziałam już wiele pięknych książek, a ta z pewnością jest piękna.

Tego nie wiedziałem. Rozumiem, że może być pani zainteresowana nawet jeśli to nie jest ta, której pani szuka?

Może być. Napije się pan kawy? – Kathrin odłożyła książkę na stolik wstając.

Mężczyznę zdziwiła nieco ta jej obojętność.

Tak, proszę – odpowiedział.

Ile chciałby pan dostać za tę książkę? – zapytała.

Czy mam rozumieć, że to ta, której pani szuka? – odpowiedział.

Nie, nie powiedziałam tego. Po prostu chciałabym wiedzieć, ile chce pan za tę książkę – odpowiedziała grzecznie, ale zachowując dystans.

No nie wiem. Liczyłem, że pani mi pomoże nieco z ceną – zawołał głośniej, by usłyszała w kuchni.

Każda rzecz ma wartość wyłącznie umowną. Dla jednej osoby jest warta tyle, dla innej inną kwotę – powiedziała po chwili wnosząc tacę z kawą.
– Są jeszcze ceny aukcyjne i ogólnie przyjęte – odpowiedział.

To rzadka książka. Może nikt nie wie o jej istnieniu. Nie wiemy, co jest w środku. Proszę podać cenę. Dla ułatwienia podam, że książki z tego okresu są dość drogie.

Może sto tysięcy funtów – zaproponował mężczyzna.

I nie wiemy, w jakim stanie są kartki, i czy coś na nich jest – dodała.

No dobrze, niech pani poda cenę – odpowiedział oklapłszy w fotelu. – Nie jestem biznesmenem.

Nie chcę pana oszukiwać. Złożę panu jedną ofertę. Biorąc ryzyko, że wewnątrz jest zniszczona lub że nie da się tam dostać.

Słucham – odpowiedział mężczyzna.

Jeśli odda mi pan tę książkę dziś, zapłacę dwieście tysięcy funtów, ale jutro ta oferta nie będzie aktualna.

Może warta jest trzysta lub więcej?… – odparł.

Daję dwieście. Wyjdę teraz do ogrodu i pozwolę się panu w spokoju zastanowić – to mówiąc wstała i podeszła do drzwi. Spokojnie wyszła i usiadła na ławeczce, patrząc na rośliny.

I co, Patryku? – spytała gospodyni.

Nie wiem. Ufasz jej? – spytał mężczyzna.

Jak córce, ale na interesach się nie znam.

Ja też. Nie wiem czy to dobra cena.

Patryku, czy chodzi o pieniądze, czyż nie chciałeś się jej po prostu pozbyć. Czy chcesz się wzbogacić na tej kłótni? – kobieta spokojnie spojrzała mu w oczy.
– Masz rację. Chciałem się jej po prostu pozbyć. Mogła przecież przystać na moją cenę, a podała mi dwukrotnie wyższą.

Może na aukcji poszłaby wyżej – zauważyła kobieta.

I wszyscy dowiedzieliby się o haniebnym zachowaniu przyjaciół. Tego nie chcę. Nie dam jej na aukcję, niech po prostu zniknie – mężczyzna wstał i poszedł za Kathrin do ogrodu.

Podjął pan decyzję? – zapytała na jego widok.

Tak. Nie wiem, czy to dobra cena, ale tu nigdy nie chodziło o pieniądze. Zgadzam się.

Ja też nie wiem, czy to dobra cena. Tyle mogę zapłacić. Chodźmy. Przeleję panu pieniądze od razu.

Wstała i skierowali się do gabinetu, w którym był komputer. Po akceptacji przelewu, mężczyzna zadzwonił do swojego banku i upewnił się, że pieniądze wpłyną na jego konto.

Trzymał książkę w dłoniach i patrzył na nią poważnie jeszcze przez chwilę, po czym oddał wolumen Kathrin, pożegnał się i wyszedł.

Szybko poszło – zauważyła kobieta.

Tak, tak się dzieje, gdy obie strony wiedzą, czego chcą – odpowiedziała Kathrin. – Dziękuję.

Dziękujesz? Za co? – dziwiła się gospodyni.

Sam do tego nie doszedł. Ludzie jak słyszą kwoty, do których nie są przyzwyczajeni, wpadają w gorączkę. Trwa to wówczas dłużej. Czasem miesiące, zanim dociera do nich, że mają jedną tylko ofertę. Zaoszczędziła mi pani wiele czasu.
– Ach, o to chodzi. Musiałam mu przypomnieć, czego naprawdę chciał. To też dla jego dobra.

Chciałabym jutro wyjechać, jeśli nie ma pani nic przeciwko temu. Ktoś czeka na tę książkę – Kathrin westchnęła głęboko.

Nie mam, dziecko. Życie musi toczyć się dalej. Szczególnie twoje musi. Syn zobowiązał mnie, że nie pozwolę ci się odizolować.

Hm, nic takiego. Wcale nie mam zamiaru się izolować. Choćby to, że kilka miesięcy temu opłaciłam konwencję fantasy i na pewno na nią pojadę. Będzie dopiero w październiku, ale już mam na nią nadzieję. Spotkam tam wielu ludzi i będę się dobrze bawić.

Jaka to konwencja? – zainteresowała się kobieta.

Ring Con, związana z „Władcą Pierścieni” – odpowiedziała Kathrin.

Rozumiem. Odwiedzaj mnie czasem, jak będziesz w Londynie – poprosiła.

Na pewno.

Resztę dnia Kathrin postanowiła poświęcić znalezieniu Leo. Nie odbierał komórki i była tym bardzo zaniepokojona. Minęło kilka godzin, gdy udało się jej dodzwonić.

cdn.