Odcinek 35 – Zlecenie wykonane

Odcinek 35 – Zlecenie wykonane


Kathrin, to ty? – usłyszała w słuchawce.

Tak, dzwonię z domu Warlorda – odpowiedziała.

Skąd? – Leo był wyraźnie zdziwiony.

Odszedł tydzień temu. Zostałam na pogrzebie i postanowiłam zostać kilka dni z jego mamą.

Przykro mi. Naprawdę – odparł chłopak.
– Leo, udało mi się kupić ciekawą książkę. Chciałabym, byś wpadł do Londynu i rzucił okiem.

Tę książkę? – zapytał podekscytowany.

Nie wiem, co masz na myśli, ale wpadnij. Będę tam, gdzie poprzednio. Jutro w południe. Nie zgub kluczy.

Jasne. Do jutra.

W głosie chłopaka słychać było podekscytowanie. Wiedział, że ma się stawić w tym samym hotelu, w którym Kathrin mieszkała przed wylotem i doceniał, że nie mówiła wprost przez telefon. Nigdy nie wiadomo, kto słucha.

Kathrin spakowała swoje rzeczy i resztę wieczoru studiowała materiały, które przygotował jej Warlord. Musiała poznać język krasnoludów najszybciej i najlepiej jak się dało. Był to jeden z najmniej rozwiniętych przez Tolkiena języków Śródziemia. Trudno było zrozumieć zawiłości gramatyczne mając tak niewiele danych. Kathrin porównywała znaki z drzwi w jaskini z notatkami. Przed północą pojawił jej się nawet pewien pomysł odnośnie tego hasła, ale nie dałaby na tym etapie za niego dziesięciu złotych.

Rano Kathrin zjadła śniadanie i wezwała taksówkę. Do czasu jej przyjazdu usiadła z mamą przyjaciela w saloniku przy pysznej herbacie z maślanymi herbatniczkami.

Kathrin, mam dla ciebie jeszcze coś – kobieta wstała i podeszła do komody, wyjmując z szuflady grubą teczkę.

Cóż to takiego? – zdziwiła się dziewczyna.

Syn prosił mnie, bym ci to przekazała po jego śmierci. To wszystkie jego kontakty i inne ważne informacje, które pomogą ci w pracy – wręczyła jej pakunek.
– Dziękuję – Kathrin wzięła teczkę do ręki i pogładziła jej okładkę. Otworzyła i zajrzała do środka. Schludny notatnik skrzętnie zapisany kontaktami, kilka płyt, luźne strony kopii dokumentów.

Bardzo cię kochał – powiedziała kobieta, patrząc z jaką troską dziewczyna przegląda notatki.

Dziękuję, to dla mnie wiele znaczy – odpowiedziała Kathrin, gdy nagle obie usłyszały klakson taksówki.

Kobiety pożegnały się czule i Kathrin wyszła, zabierając swoje rzeczy do samochodu. Odjeżdżała patrząc do tyłu na stojącą w furtce kobietę.

W hotelu była jeszcze przed południem. Wzięła inny pokój, gdyż jej poprzedni był już zajęty. Zaniosła tam rzeczy, schowała książkę do torebki razem z PSP i zeszła do hallu. Rozejrzała się dokładnie, choć dyskretnie. Nie czuła się spokojnie z tą książką przy sobie, szczególnie nie przestudiowaną.

Usiadła w rogu na fotelu i od czasu do czasu spoglądała na drzwi. Wzięła do ręki jakieś czasopismo, by nie rzucać się w oczy i spokojnie wertowała kartki, gdy do środka wszedł Leo.

Kathrin podniosła się spokojnie i podeszła do niego.

Cześć, jak leci? – zagadnęła. – Jesteś głodny?

Cześć, ano jestem. Masz jakąś propozycję? – odpowiedział chłopak.

Chodźmy stąd. Znam fajne miejsce – zaproponowała.

Może pozwolisz mi zostawić rzeczy? – spytał rozbawiony jej pośpiechem.

Jasne, zostaw na razie w moim pokoju. Masz klucz. Pokój 517. Zaczekam tu na ciebie.
Wrócił po kilku minutach, a Kathrin zatrzymała taksówkę i wsiedli do niej razem. Restauracja była zaledwie dziesięć minut jazdy od hotelu. Znaleźli ustronny stolik i usiedli przy nim rozejrzawszy się, czy nikt za nimi nie wchodzi.

Pokaż tę książkę – zaproponował Leo.

Daj klucz – odpowiedziała.

Masz, na pewno pasuje, jeśli to ta książka – powiedział z odrobiną sarkazmu.

To ta książka – Kathrin położyła wolumen przed sobą. Wzięła klucz z ręki Leo i delikatnie włożyła do zamka.

Może ja to zrobię – zaproponował chłopak.

Dobrze, czyń honory. To w końcu techniczna sprawa – przesunęła książkę w jego stronę.

Chłopak przekręcił delikatnie kluczyk, ale nic się nie stało. Pokręcił w drugą stronę, ale się zablokował.

No to ładnie. Koniec na tym – opadł na krzesło zrezygnowany.

Zaciął się? – spytała.

Właśnie. Zaciął się – odpowiedział.

I nie wiesz co zrobić? – spojrzała na niego z niedowierzaniem.

Co mogę zrobić? Nie mam tu narzędzi. Przydałaby się oliwa – odparł zrezygnowanym głosem.

Leo, jesteśmy w restauracji – wyszeptała głośno. – Przyprawy, w tym olej, są przed tobą.

Olej – niemal krzyknął w olśnieniu. – Że też o tym nie pomyślałem.
Wziął na koniec serwetki kilka kropel i wpuścił w zamek, uważając by nie ubrudzić książki, gdyby olej przesiąkł dalej. Podniósł klucz i spróbował ponownie. Tym razem klucz zrobił pełne dwa obroty i zamek puścił. Leo delikatnie otworzył okładkę i spojrzał na pierwszą stronę. Kathrin ujęła księgę w dłonie i powoli odwróciła w swoją stronę. Przełożyła kartkę, później następną. Podziwiała kunszt tych, którzy wypełniali te strony. Wiedziała, że są zapisywane ręcznie. Każda litera i każde zdobienie. Było tam nawet kilka ilustracji rysowanych piórem. Narysowane miejsca i obiekty różniły się od tych z ekranizacji Władcy Pierścieni, jednak i tak dość łatwo było je rozpoznać.

Nagle Leo rzucił serwetkę na książkę. Kathrin spojrzała na niego zdziwiona, a ten kiwnął głową w stronę nadchodzącego kelnera.

Co mogę państwu dziś zaproponować? – zapytał wysoki, młody mężczyzna.

Ja proszę … – Kathrin nerwowo przeglądała menu, chcąc szybko wybrać cokolwiek.

Co pan poleci? – spytał Leo.

Mamy wyśmienitą karkówkę z grzybami leśnymi i eskalopki kurczęce w pieczarkach w sosie śmietanowym – odpowiedział z dumą mężczyzna.

To ja proszę to drugie – poprosiła Kathrin.

Dla mnie też. I butelkę francuskiego, białego, wytrawnego wina – dodał Leo.

Może być…?

Może – przerwał kelnerowi Leo i gestem ręki poprosił, by mogli zostać sami.

Gdy mężczyzna odszedł, Kathrin zdjęła chusteczkę z książki, zamknęła ją nie zatrzaskując zamka i schowała do torby.
– To nie miejsce na to. Zajmę się tym po południu. Zadzwonię do zleceniodawcy i umówię się za trzy dni. Powinno mi wystarczyć – oznajmiła.

Ile dałaś za tę książkę i jak to możliwe, że tak szybko ją znalazłaś? – zapytał chłopak zdziwiony.

Taki zawód – odparła udając zmęczenie.

Daj spokój, ja też pracuję w tym zawodzie, ale nie czynię cudów.

Ok, to był przypadek. Ważne, że znalazłam.

Ile dałaś?

Dwie stówki. Co myślisz? – zapytała.

Nie wiem. Myślę, że zarobek i tak będzie spory – odpowiedział.

Nie myślałam o zarobku, ale czy mi wystarczy z karty, jaką dał mi zleceniodawca.

Ach, jasne. I dzwonił już do ciebie?

Nie. To dziwne, ale nie – zamyśliła się. – Taką transakcję na pewno zauważył.

Na pewno wie, że masz książkę. Nic innego nie byłoby takie drogie.

Prosto stąd pójdziemy w jedno miejsce. Warlord zostawił mi pewien kontakt. Gość skopiuje mi książkę bez zadawania pytań. Ma dobry sprzęt. Nie uszkodzi wolumenu. Potem będę gotowa, by ją oddać – zaproponowała.

Dobra myśl – odpowiedział i obejrzał się na nadchodzącego kelnera.

Posiłek zjedli szybko, zapłacili i zatrzymali taksówkę. Kathrin podała adres i wsiadła do samochodu. Leo usiadł z drugiej strony.

twarz35
Jechali około czterdziestu minut, aż dotarli do nieco biedniej wyglądającej dzielnicy. Taksówka zatrzymała się przed piętrowym budynkiem z obdrapanymi, ceglanymi ścianami. Nad drzwiami wisiał wyblakły szyld, w którego napis postanowili się nie wczytywać. Numer się zgadzał więc Kathrin zapłaciła taksówkarzowi gotówką i odprawiła go. Podeszli do drzwi. Leo otworzył i powoli wszedł do środka. Za nim weszła Kathrin.

Kto tam? – rozległo się z wnętrza.

Dzień dobry! – Kathrin weszła głębiej, rozglądając się za źródłem głosu.

Za podniszczoną ladą siedział mężczyzna około pięćdziesiątki, układający znaczki w klaserze. Podniósł wzrok i popatrzył wyczekująco na parę.

Mój bliski przyjaciel, Warlord, dał mi pana adres, bym mogła poprosić o pomoc, gdybym jej potrzebowała – powiedziała Kathrin.

Warlord, mówi pani. Znam. Uprzedzał, że kiedyś się pani zjawi. Nie sądziłem, że tak szybko – odpowiedział mężczyzna.

Tak bywa – odparła.

Co tam u niego słychać? Słyszałem, że się wycofuje z interesu – zagadnął mężczyzna.

Wycofał się – odpowiedziała smutno.

Szkoda. Ma talent. Czym mogę pani służyć?

Potrzebuję skopiować pewien stary wolumen. Potrzebuję dokładnej kopii każdej strony – Kathrin wyjęła książkę i położyła na stole.

Proszę tu zaczekać – mężczyzna wziął książkę do ręki.

Nie – Kathrin zatrzymała jego dłoń. – Pójdę z panem.
Mężczyzna popatrzył na nią uważnie, po czym skinął głową. Zaprowadził oboje na zaplecze i wprowadził do niewielkiego pokoju na tyłach lokalu.

W pokoju było nieprzeciętnie czysto. Zupełnie nie pasowało to do reszty pomieszczeń. Skromne wyposażenie i wielka, bardzo nowoczesna maszyna pośrodku pomieszczenia nie dawały złudzeń. To nie znaczki zarabiały na właściciela. To ta maszyna.

Mężczyzna obejrzał dokładnie książkę. W bardzo jasnym świetle pokoju wypatrzył otworek w dolnej części tylnej okładki. Nie było to coś niezwykłego. Książka mogła zardzewieć lub być uszkodzona mechanicznie. Mężczyznę jednak zaintrygował ten otwór. Podszedł do stołu, otworzył jedną z szuflad i wyjął cienki szpikulec. Włożył go delikatnie w otwór i w tym momencie metalowa, tylna część okładki odpadła z brzdękiem na podłogę. Za okładką spadła mała, żółta karteczka złożona na pół.

Kathrin schyliła się i podniosła kartkę. Otworzyła ją i przeczytała: „Uzbad Khazad-Dum ai-menu!”.

Co? Co tam jest? – podszedł Leo i spojrzał na kartkę. Mężczyzna również chciał się nachylić, ale Kathrin uniosła ją i przyłożyła do piersi tak, by nikt nic nie mógł przeczytać.

Proszę złożyć książkę i zrobić kopię – nakazała tonem nie znoszącym sprzeciwu.

Jasne – odparł mężczyzna poważnie, popatrzył jej jeszcze chwilę w oczy, po czym podniósł okładkę i zamontował ją.

Kopiowanie trwało dość długo. Po wszystkim Kathrin chciała zapłacić, ale mężczyzna odmówił, powołując się na Warlorda. Nie zwlekała dłużej, zawinęła książkę i osobno nośnik z zapisanymi skanami. Zadzwoniła po taksówkę i wrócili do hotelu. Było już późno. Leo wynajął pokój i razem z Kathrin skierował się do niej po swoje rzeczy.

Leo, stój – Kathrin zatrzymała go przed wejściem. – Ty tak zostawiłeś?

Leo przyjrzał się drzwiom i zauważył, że są niedomknięte. Popatrzył na dziewczynę, a ona pokazując mu, by był cicho, wskazała na jego klucz do pokoju. Cichutko poszli dalej. Gdy byli już przy schodach, odetchnęli głośno i zaczęli biec do jego pokoju. Czuli się bezpiecznie, jako że ten pokój był wynajęty zaledwie kilka minut temu.

Co teraz? – zapytał chłopak.

Muszę przesłać te dane na mój prywatny dysk w sieci. Pendrive musi być gdzieś ukryty. Wezwij kuriera – poleciła, a sama usiadła, wyciągając z kieszeni telefon. Przekopiowała dane z karty pamięci i przesłała komórką. Rozejrzała się po pokoju.

Masz coś do czytania? – spytała po chwili.

Chcesz teraz czytać? – spytał ogłupiały.

Tak, mam głód literatury – popatrzyła na niego jak na idiotę.

Masz, czytałem to w samolocie – odpowiedział zrezygnowanym głosem podając jej książkę.

Sapkowski? Czytasz polską fantasy? – zdziwiła się.

Byłem ciekaw. W sumie dobre. Podobało mi się – odpowiedział. – Teraz nie pęknij z dumy.

Ledwie trzymam się w szwach, tak mnie rozdęło – zażartowała i odgięła grzbiet od książki. Umieściła pendrive w nowym otworze i umocowała papierem z chusteczki. Docisnęła i zapakowała książkę w gazetę. Napisała na niej pisakiem: „Obiecana z życzeniami stu lat – Karol”.

W międzyczasie przyszedł kurier. Podała mu książkę i adres w Warszawie. Nadała ją do siebie. Zostawiła kurierowi spory napiwek i poprosiła, by w razie pytań powiedział, że zostawił tu przesyłkę, a nie odbierał.

Po chwili czuli się gotowi stawić czoła gościowi w jej pokoju. Może tam nikogo nie było. Zeszli na dół i powoli podeszli do drzwi. Leo popchnął je i schował się za ścianą. Cisza. Nic się nie stało. Kathrin weszła do środka i od razu zapaliła światło. Delikatnie rozejrzała się, zaglądając do pokoju. W głębi, na wózku inwalidzkim siedział straszy mężczyzna.

Przepraszam za najście. Nie chciałem czekać w hallu – odezwał się.

Bardzo mnie pan nastraszył. Mógł pan zadzwonić – odpowiedziała zirytowana.

Nieważne. Za chwilę stąd wyjdę i nie spotkamy się więcej. Proszę o książkę – mężczyzna wyciągnął rękę.

Nie zapłacił mi pan jeszcze – zauważyła dziewczyna.>>>

Zapłacę firmie, jak się umawialiśmy.

Na pewno chce pan wtajemniczać wszystkich w szczegóły i czekać, aż oddam książkę szefowi, a on panu? – zapytała.

Bez książki stąd nie wyjdę. Widzę, że umie się pani targować. Ile pani chce?

Szef dostanie swoje. Nie chcę, by mnie o cokolwiek oskarżał. Także Leo dostanie swoje honorarium, jak mu pan obiecał. Za nieprzewidziane problemy, których mieliśmy sporo, proszę zaokrąglić jego zapłatę do dwóch milionów euro.

Umawiałem się na półtora miliona – zaprotestował mężczyzna.
– Nie ujął mnie pan w kalkulacjach, a wszystko opierało się na mojej wiedzy. Jednak nie proszę o nic dla siebie. Policzę się z kolegą.

To pani znalazła książkę, nie on – zauważył mężczyzna.

Działaliśmy razem. Od początku pracowaliśmy razem i podzielimy się gotówką na własnych zasadach.

Nie boi się pani, że chłopak zniknie z pieniędzmi? – mężczyzna uniósł brew w oczekiwaniu.

Proszę to pozostawić memu ryzyku. Przygotuję panu komputer. Będzie pan mógł przelać od razu.

Kathrin spojrzała na Leo. Ten był nieco blady, więc wiedziała, że w tej rozmowie nie może na niego liczyć.

Niech będzie – odpowiedział mężczyzna. – Czy mogę zobaczyć książkę?

Kathrin wyjęła zawiniątek z torby i podała mężczyźnie. Podeszła do biurka i ustawiła na nim swojego netbooka. Jak zwykle uruchomienie potrwało kilka minut.

Tak, to ta książka. Tego właśnie chciałem – mężczyzna uśmiechnął się, głaskając strony delikatnie dłonią.

Proszę, może się pan zalogować do banku – zaproponowała Kathrin.

Mężczyzna podjechał do komputera, zalogował się i poprosił ją o numer konta. Najpierw Kathrin podała numer konta firmy, a następnie Leo numer swojego. Oboje przytrzymali mężczyznę w pokoju, aż upewnili się, że pieniądze dotarły na miejsce.

Czy powie mi pani jeszcze coś, czego dowiedziała się w trakcie tego zlecenia?
– Dostałam zlecenie na książkę i tę panu oddałam. Tu nasza współpraca się kończy – odpowiedziała Kathrin.

Szkoda, miałem nadzieję, że popracuje pani dla mnie jeszcze trochę – odpowiedział mężczyzna. – Tym bardziej, że temat bardzo panią zainteresował.

Skąd ten pomysł? – zapytała.

Mój człowiek spotkał kuriera po drodze. Zapierał się, że nic nie ma. Miał jednak książkę do nadania na pani adres.

To nie pańska sprawa. Mam prawo wysyłać książki do domu – oburzyła się Kathrin.

Książkę zostawił dla pani w recepcji. Wcześniej przeskanował okładkę i wykrył kartę pamięci. Na pewno nie chce pani ze mną współpracować? Miałaby pani dostęp do oryginału.

Zastanowię się, żegnam – odpowiedziała.

Żegnam – mężczyzna podjechał do drzwi i zniknął w korytarzu.

Chcesz dla niego pracować? – wymamrotał Leo.

Nie, ale gdybym stanowczo odmówiła, domyśliłby się, że mam inną kopię.

Wiedziałaś, że tę znajdzie?! – zapytał skonsternowany Leo.

Domyśliłam się. Dlatego wysłałam wszystko na mój prywatny dysk – położyła mu rękę na ramieniu. – Leo, a co ty zamierzasz teraz zrobić?

Wracam do domu i żyję jak król, oczywiście – odpowiedział z promiennym uśmiechem.

cdn.