Odcinek 37 – Konwencja

Odcinek 37 – Konwencja


W restauracji panowała atmosfera intymności. Stoliki były ukryte w specjalnie zbudowanych, kolistych niby pokoikach, otwartych tylko na tyle, by wszedł kelner z tacą. Ścianki nie sięgały sufitu, a jednak nie dało się słyszeć rozmów i rozmowy innych nie przeszkadzały gościom. Tylko pośrodku było kilka stolików ustawionych w typowy sposób.

Karen zarezerwowała jeden z ustronnych stolików, do którego poprowadziła je młoda i zgrabna kelnerka. Zajęły miejsca i zaczęły przeszukiwać kartę dań. Na szczęście była i wersja angielska.

Nie zdawało się, by w lokalu było wiele osób. Uwagę Kathrin przykuła para siedząca przy jednym ze środkowych stolików. Mężczyzna, drogo ubrany, słabo umięśniony, za to z solarną opalenizną mówił dość głośno, a kobieta, drobna i skromniejsza w ubiorze, uśmiechała się niepewnie i nic nie mówiła.

To dopiero kobieta – kontynuował w języku angielskim mężczyzna. – Nie taka jak ty. Spójrz na siebie. Kto by się taką zainteresował. Po nogach powinnaś mnie całować, że się z tobą publicznie pokazuję…

Karen, słyszysz to? – spytała Kathrin oburzona.

Dupek i tyle – odpowiedziała koleżanka.

I nikt go nie wyprosi? – Kathrin nie mogła opanować rozdrażnienia.

Jak widzisz. Pewnie częsty gość i daje napiwki.
– Myślałaś, że dla ciebie ten naszyjnik? Dla ciebie? – kontynuował mężczyzna. – Kupiłem go dla prawdziwej kobiety, takiej co umie mężczyznę zaspokoić. Ty nawet nie wiesz, gdzie masz tył, a gdzie przód…

Nie wytrzymam i zaraz ja się tym zajmę – Kathrin wyraźnie gotowała się wewnątrz.

Nie rób wstydu – Karen uniosła rękę w powstrzymującym geście.

Wstyd, to nie zareagować na coś takiego – odpowiedziała Kathrin.

Co zamawiasz? – zapytała Karen z nadzieją na odwrócenie uwagi Kathrin.

Tego nie, za drogo. Weź coś z przekąsek. Zobacz, jaki masz tyłek. Mój mercedes by w nim zaparkował – mężczyzna roześmiał się.

Kathrin rozejrzała się wokół. Na sali było cicho. Oczywiste było, że wszystkich uwiera ta rozmowa, a raczej monolog, ale nikt nie zdecydował się zareagować.

Kobieta miała już niemal łzy w oczach ze wstydu, ale nadal się nie odzywała. Mężczyzna nie odczuwał, by robił cokolwiek niestosownego.

I jutro mi nie przychodź. Mam gości. Za wysokie progi – niemal przeliterował. – Możesz przyjść w poniedziałek. Nie będziesz mi wstydu robiła przy ludziach.

Kathrin podniosła się i, nie zważając na ciche protesty koleżanki, podeszła powoli do ich stolika. Uśmiechnęła się słodko do mężczyzny, na co on zareagował szerokim uśmiechem, złapała go lewą ręką pieszczotliwie za koszulę i nagle, z całej siły – a po treningach z mieczem miała dość silne ręce – uderzyła mężczyznę w twarz z prawej.

Dość mam słuchania, jak poniżasz tę kobietę. Apetyt tracę przez takie łajno przy stole – teraz strzał z lewej.
Mężczyzna był zbyt oszołomiony, by zareagować, a kobieta zerwała się na równe nogi. Do sali wbiegł kelner, wymachując rękoma.

twarz37

Kobiecie należy się szacunek – wrzasnęła Kathrin. – Żałuję, że nie ma na tej sali mężczyzny, by bronił honoru kobiety, więc ja cię nauczę. Powtórz: „Kobiecie należy się szacunek”!

Mężczyzna jakby ocknął się i spróbował odepchnąć Kathrin, ale była zbyt skoncentrowana na swoim zadaniu, by mu się to udało. Popchnęła go tak, że upadł z krzesłem do tyłu i nie mógł się ruszyć, a Kathrin ponownie wydała komendę.

Mężczyzna przestraszył się furiatki, rozejrzał wkoło, ale nikt nie spieszył mu z pomocą. Powtórzył po cichu zadaną formułę: „Kobiecie należy się szacunek”.

Głośniej! – wrzasnęła Kathrin

Kobiecie należy się szacunek! – wykrzyczał jej w twarz.

A teraz przeproś panią – zarządziła Kathrin.

Mężczyzna spojrzał na kobietę ze złością, jakby była winna sytuacji.

Teraz! – Krzyknęła Kathrin.

Ppp…, przepraszam – wymamrotał.

Zostaw pieniądze dla obsługi z przeprosinami za złe zachowanie i wynoś się – Kathrin wstała i podeszłą do kobiety. Kelner niemal wychodził z siebie, błagając o spokój.

Kobieta stała jak słup z szeroko otwartymi oczami i wyraźnie przerażona.
– A ty, kobieto, szanuj się, bo wstyd przynosisz nam wszystkim. Nie zadawaj się z łajnem, bo będziesz śmierdzieć. Jak sama się nie będziesz szanować, będą cię traktowali jak szmatę – odwróciła się i usiadła przy swoim stoliku.

Mężczyzna rzucił kilka banknotów na stół i wybiegł, przeklinając. Kobieta powoli doszła do siebie, podniosła torebkę ze stołu i, z uniesioną brodą, powoli skierowała się do drzwi. Odwróciła się przed wyjściem w stronę Kathrin, popatrzyła na nią dłużej i pokiwała twierdząco głową, na znak, że przesłanie do niej dotarło. Następnie wyszła.

Kathrin dopiero wówczas zobaczyła, że sytuacji przyglądali się ludzie niemal ze wszystkich stolików. Dopiero po wyjściu kobiety zaczęli siadać na miejscach i zrobił się szum. Kathrin złapała się za rękę, uświadamiając sobie ból.

Łał, ale boli – jęknęła.

Ale zrobiłaś scenę. Jutro przeczytamy o tym w gazetach – odpowiedziała Karen nie wiedząc, czy się śmiać, czy wstydzić.

Do stolika podszedł kelner i dyskretnie poprosił ją o opuszczenie lokalu.

Kathrin nie mogła uwierzyć.

Pan mnie prosi o wyjście? – zapytała podnosząc głos. – To wy powinniście byli zareagować, a nie narażać nas na taką nieprzyjemność. Teraz, gdy ten cham sobie poszedł, wreszcie chcę coś zjeść.

Ale proszę pani, obraziła pani naszego dobrego gościa… – kontynuował kelner.

Tak wygląda tu dobry gość? – zapytała z niedowierzaniem.

Bardzo panią proszę – kelner niemal się ukłonił.

Kathrin wstała powoli i już miała iść do drzwi, gdy usłyszała za plecami.
– Jeśli ta pani będzie zmuszona wyjść, my również wyjdziemy i nigdy tu nie wrócimy – powiedział niski męski głos.

Po chwili przy innym stoliku wstał inny mężczyzna, a przy kolejnych – kilku następnych.

Kelner rozejrzał się po sali czerwony jak burak, przeprosił kobiety i krokiem wstecznym udał się do drzwi dla personelu. Kathrin rozejrzała się po stojących i pokiwała z podziękowaniem głową. W odpowiedzi powstała reszta sali i bez słowa okazali jej szacunek bijąc brawo, po czym usiedli. Kathrin również usiadła.

Nie wierzę! – zawołała głośnym szeptem Karen.

Co? – spytała Kathrin.

Tam, przy tamtym stoliku w głębi, za mną – siadła sztywno wyprostowana, patrząc na przyjaciółkę.

Kathrin wychyliła się delikatnie i już miała się przyjrzeć, gdy Karen zawołała.

Nie gap się!

Kto tam jest? – zdziwiła się dziewczyna.

Ekipa z konwencji. Pewnie przyjechali z Nowej Zelandii wcześniej, by się przestawić czasowo. TAM–JEST–CRAIG–PAR–KER! – wysylabizowała.

Gdzie?! Niemożliwe! Co by tu… – dopiero teraz Kathrin poczuła, że zemdleje.

W tym momencie pojawił się kierownik restauracji. Podszedł do stolika kobiet i przeprosił za kelnera.

Dziś, jeśli panie pozwolą, na koszt firmy – zaproponował uprzejmie. – Za chwilę inny kelner przyjmie pań zamówienie, jeśli jesteście panie gotowe.

Karen spojrzała na mężczyznę i na Kathrin.
– Jesteśmy – odpowiedziały niemal równocześnie.

Kobiety postanowiły nie puszczać kierownika z torbami i zamówiły to, co i tak planowały zamówić. Po dokonaniu owego powalającego odkrycia i tak nie były w stanie zjeść zbyt wiele.

Co będzie, jak cię pozna na konwencie? Mamy bilety po trzysta euro. Będziemy w pierwszym rzędzie – wydusiła Karen.

Kathrin siedziała chwilę przerażona, po czym podniosła wzrok i odpowiedziała.

Niech on się wstydzi. Ja zrobiłam co należało – podniosła serwetkę, położyła sobie na kolanach i zaczęła jeść.

Oby nic nie wspomnieli ze sceny – zmartwiła się Karen.

Kobiety zjadły w spokoju posiłek, po czym pożegnały się i wróciły do hotelu.

Do jutra, Kath, obłóż sobie tę rękę lodem – zawołała z taksówki Karen.

Raczej altacet. Na lód już za późno – odpowiedziała Kathrin i pomachała koleżance na pożegnanie.

Konwencja zaczęła się rano. Po kolei realizowano program i Kathrin zapomniała już o sprawie, gdy po południu przyszedł czas na Marka Fergusona i Craiga Parkera.

Mark podszedł do mikrofonu, powiedział kilka słów powitania rozglądając się po sali i nagle zatrzymał wzrok na kobiecie w pierwszym rzędzie. Zmrużył oczy i przyjrzał się dokładniej, aż widownia zaczęła się śmiać myśląc, że to część jakiegoś pokazu. Spojrzał na Craiga i ten również się przyjrzał. Kathrin opuściła się na siedzeniu niżej, próbując zlać się z fotelem. Craig spojrzał na Marka i kiwnął głową na potwierdzenie. Ten rozejrzał się po widowni i zaczął.
– Miałem coś innego, ale muszę wam opowiedzieć, co przytrafiło się nam wczorajszego wieczoru…

Historia popłynęła z wieloma ubarwieniami. Widownia to śmiała się, to potakiwała, aż na koniec Mark ogłosił, że na sali jest obecna obrończyni damskiego honoru. Przewidział chyba, że Kathrin nie zgodzi się podejść z własnej woli, bo zbiegł po schodkach ze sceny, podszedł do niej i wziął za rękę. Ukłonił się nisko i zaprosił dziewczynę na scenę. Kathrin czuła na sobie oczy wszystkich zgromadzonych. Wstała i nieśmiało poszła za mężczyzną. Żałowała właśnie, że coś takiego się stało i że się zbłaźniła. A teraz dokona żywota w oczach jedynego mężczyzny, o którym marzyła i chciała, by jej w ogóle nie zauważył. „Zauważył” przecież znaczyło „oceniał”. Spojrzał i podsumował to, co widział, a jej przecież było daleko do gwiazd, z jakimi miał do czynienia na co dzień. Lepiej więc by jej w ogóle nie widział. Teraz było jednak za późno.

Jak masz na imię, waleczna kobieto? – spytał nie kto inny, a sam Craig Parker.

Kathrin – odpowiedziała. – Kathrin Nowak.

Mężczyznę zdawało się zamurować.

Kathrin Nowak z Warszawy? – spytał, upewniając się.

Z Warszawy – Kathrin była chyba równie zaskoczona co mężczyzna. Nie umiała sobie wytłumaczyć, co go tak dziwi, ale ją jeszcze bardziej dziwiło, że wiedział, skąd jest i zdawał się już o niej słyszeć.

Mężczyzna zbladł i zaniemówił na chwilę, wobec czego Mark postarał się nadrobić miną. Poprosił Kathrin o opowiedzenie, dlaczego zareagowała wczorajszego wieczora. Dziewczyna spojrzała na niego, wzięła mikrofon i odparła:
– To, dlaczego wczoraj zareagowałam, wydaje się dość proste. Szczególnie tutaj, wśród ludzi, którzy cenią świat fantasy. Świat honoru i prawości, którego dziś dość rzadko mogą doświadczyć w naszej rzeczywistości. Nie o to jednak chodzi, by narzekać, że nie ma już honoru na świecie, a o to, by być dumnym, że jednak jest, i to dzięki nam. Pytaniem jest jednak, dlaczego w pełnym mężczyzn lokalu to kobieta musiała zareagować na tę sytuację. Jak to się mówi, „lokal pełen dżentelmenów, aż nie ma gdzie usiąść”.

Mark pokłonił jej się nisko i uderzył w piersi kajając.

Zaprawdę moja wina, och moja wina!

Kathrin odeszła na miejsce, a Craig – jakby obudzony – podszedł do mikrofonu i powiedział coś podsumowującego, po czym przeszli do ustalonego programu.

Spotkanie skończyło się dość późno. Karen podeszła jeszcze do Kathrin przed wyjściem do swojego hotelu by skomentować wypadki wieczoru i pożegnała się.

Kathrin zwróciła się do wyjścia i dalej w kierunku schodów. Jakoś nie chciała jechać teraz windą z gapiącymi się na nią lub komentującymi wydarzenia ludźmi. Wolała wspinać się po schodach, choćby na setne piętro.

Panno Nowak! – usłyszała za plecami. Od razu poznała ten głos i zamarła jak posąg.

Mężczyzna podszedł do niej i widząc, że dziewczyna się nie odwraca, wyminął ją tak, by stanąć przed nią.

Jakim cudem pan mnie zna? – wymamrotała z trudem.

Chętnie wyjaśnię. Może usiądźmy gdzieś na uboczu. Na drugim piętrze jest mały bar. Jeśli się pani zgodzi, chętnie pani opowiem – zaproponował.

Kathrin skinęła głową, nie będąc w stanie nic powiedzieć i poszła przodem.

cdn.