Odcinek 38 – Dogonić marzenia

Odcinek 38 – Dogonić marzenia


Bar był niewielkim, przytulnym miejscem. Od razu zorientowała się, że był to lokal dla gości. I oni musieli mieć jakiś azyl.

Mężczyzna poprowadził ją do małego stolika w rogu sali.

Napije się pani czegoś? – zapytał.

Teraz chyba tylko piwo spełni swoją rolę. Proszę polskie piwo, jeśli mają, a jeśli nie to jakieś lokalne.

Hm, jakie to patriotyczne – zaśmiał się.

Nic podobnego. Piłam różne piwa, ale tylko przy polskich na doświadczenie smaku przychodzi mi do głowy nazwa „piwo”. Inne napoje, no cóż…

Rozumiem – odpowiedział i zamówił dwa piwa jakie mieli.

Proszę więc – zaproponowała nieśmiało.

Tak – powiedział zamyślając się na chwilę. – Jakieś półtora miesiąca temu odnalazła mnie kobieta, Brytyjka. Podeszła do mnie na ulicy i poprosiła o chwilę rozmowy. Była to dojrzała, elegancka pani, więc nie spodziewając się niczego niemiłego, zgodziłem się. Była przemiła. Dała mi książkę. Opowiadanie o dziewczynie ze Śródziemia. Nie zainteresowałem się, gdyż temat Śródziemia jest daleko za mną, choć wciąż czuję sentyment, jednak ona opowiedziała mi o okolicznościach powstania tej książki.

Kathrin słuchała z niedowierzaniem. Usłyszawszy temat książki nabrała podejrzeń, choć wciąż nie wiedziała, jak to się mogło stać.

Opowiedziała mi o swoim synu i jego chorobie. O codziennych zmaganiach, bólu i bezradności oraz pogodnym, pełnym nadziei usposobieniu chłopaka. Mówiła też, że poznał on dziewczynę, a ich zawodowa przyjaźń przekształciła się w niezwykłe uczucie miłości i przywiązania. Opowiedziała też, że w odruchu ratowania mu życia, przyjaciółka codziennie opowiadała mu o swym ukochanym Śródziemiu, jak w „Opowieściach tysiąca i jednej nocy”. On zaś codziennie czekał na dalszy ciąg i codziennie walczył z chorobą. Nagrywał te odcinki i słuchał ponownie w dzień. Słuchali wszyscy, aż zaczęto nadawać tę opowieść przez głośniki w salach chorych. Kiedy opowiadała zbyt późno, puszczał rano nagranie z dalszym ciągiem.

To była mama Warlorda – przyznała. – Co jednak ona…? Jak…? Po co…? Książka…?

Kobieta brała te nagrania do domu i spisywała do komputera. Poznało tę opowieść wiele osób, także z jej pracy. Ktoś zaproponował, by dała to do profesjonalnej korekty i redakcji. Zrobiła to po śmierci syna. Powiedziała mi, że nie chce naruszać pani praw, ale z uwagi na sympatię, jaką darzy pani Haldira i mnie, chciała bym poznał tę historię, szczególnie, że się tutaj spotkamy.

Ach, przepraszam za to. Niepotrzebnie zawracała panu głowę. Proszę mi wybaczyć – Kathrin była wyraźnie zakłopotana sytuacją.

Nie, nie! – zaprotestował. – Proszę nie przepraszać. Mnie bardzo poruszyła ta historia i to, że syn tej kobiety umarł po wysłuchaniu historii do końca. Coś jak z bajki. Bardzo mnie to dotknęło. Bardzo chciałem panią poznać.

Dziękuję. Widzi pan, lubię książki. Jestem antykwariuszką. Kocham Śródziemie i uważam, że wspaniale zagrał pan Haldira. Nie wyobrażam sobie go inaczej. Cenię też pana za rolę Darken Rahla. Zagrał pan doskonale – wyznała.

Dziękuję. Kiedy dowiedziałem się, że to pani, spróbowałem jakoś połączyć ten romantyczny obraz historii z chłopakiem z tym, co widziałem wczoraj i nie mogę uwierzyć, że w jednej osobie tkwi tyle różnych osobowości. Teraz dociera do mnie całokształt i jestem szczęśliwy, że mogliśmy się spotkać – odpowiedział.
– Widziałam dziś pana na scenie. Nie jest pan gwiazdą w negatywnym sensie – zauważyła. – Mi także się podobało i również cieszy mnie to spotkanie.

Proszę mówić mi więc po imieniu. Mam nadzieję, że się jeszcze spotkamy. Może zostaniemy przyjaciółmi, a jak słyszałem, bycie pani przyjacielem to przywilej.

Wzajemnie, w takim razie mówmy sobie po imieniu. Będę zaszczycona włączając cię – podkreśliła zaimek – do grona moich znajomych, a może z czasem i przyjaciół.

Warto więc za to wypić – uniósł kufel i śmiejąc się wypili po kilka łyków.

Posiedzieli jeszcze około godziny, świetnie się bawiąc. Kathrin opowiedziała mu o niedawnej podróży do Peru, oczywiście bez szczegółów. On opowiedział jej o planie filmowym i jak to się gra taki czy inny charakter. Na koniec wymienili się mailami i rozstali pośród grzeczności.

Kolejne dni konwencji były bardzo udane. Karen zazdrościła Kathrin znajomości z gwiazdą, ale nigdy nie dowiedziała się, jak i nikt inny, że Kathrin ma adres mailowy Craiga. Dyskretna była i z natury, i zawodowo.

Po kilku dniach konwencja się skończyła, a Kathrin wróciła do domu.

Jeszcze tego tygodnia dostała maila od Parkera z zapytaniem, czy dotarła bezpiecznie. Odpisała grzecznie, bez narzucania się, ale i nie za zimno. Maile pojawiały się co dwa tygodnie, potem co tydzień. Pisali o wszystkim, co ich poruszało, jakby znali się od lat. Kathrin spróbowała nawet ugotować coś według przepisu Craiga, ale miała problemy ze znalezieniem niektórych przypraw. I tak wyszło nieźle. Sama próbowała zarazić go serem. Przecież życie bez sera…

Kolejny Nowy Rok spędziła w Nowej Zelandii. Była to niezwykła i wymarzona podróż. Zobaczyć kraj, gdzie kręci się wszystkie filmy wymagające dziewiczego krajobrazu. Była zachwycona. Poznała też wiele nowych osób i rodzinę Craiga. Cudowni ludzie.

twarz38

O północy uświadomiła sobie, że w Polsce jest dopiero południe poprzedzające Nowy Rok, a w południe pierwszego stycznia, tam właśnie strzelą szampany. Jakie to dziwne.

Jakieś życzenie? – spytał Craig, podchodząc z szampanem do Kathrin.

Tak. By następny Nowy Rok spędzić w Śródziemiu – odpowiedziała.

A więc Warlord miał rację. Jesteś porąbana – odpowiedział.

Nie, mówię zupełnie poważnie. Odkąd przyjechałam i powitaliście mnie tutaj tak życzliwie, zastanawiam się, czy ci nie powiedzieć o tym, co wiem – powiedziała poważnie.

O czym? – zdziwił się. – Znalazłaś Śródziemie? Ha, ha, ha!

Tak, ha, ha, ha! – odpowiedziała poważnie.

Mężczyzna spoważniał i spojrzał na nią uważnie.

A wydawało mi się, że jednak jesteś normalna – odpowiedział zawiedzionym głosem.

Kathrin spuściła wzrok i wyszła z pokoju. Craig chciał pójść za nią, uświadamiając sobie, że chyba ją właśnie obraził, ale zatrzymali go przyjaciele. Nie spotkali się do następnego południa.

Kathrin, przepraszam za wczoraj. Chyba za dużo wypiliśmy – zaczął pierwszy.

Ja nie wypiłam dużo. Ja naprawdę mam pewną historię – odpowiedziała.

Chodźmy do ogrodu, opowiesz mi – zaproponował i poprowadził ją przodem.
Kathrin wahała się, ale wiedząc, że wkrótce wyruszy w podróż do Peru i że przekroczy te drzwi, nie chciała, by myślał, że odwróciła się od niego i porzuciła tę przyjaźń. Chciała, by wiedział. Chyba ze cztery razy musiał jej obiecać, że to, co usłyszy, jest poufne, i że rodzonej matce nie może tego wyznać na łożu śmierci.

Opowiedziała mu całą historię ze szczegółami. Wiedziała, jak była nieprawdopodobna, więc posługiwała się jak tylko mogła dokumentami i przykładami pisma i znaków.

To nie przypadek, Craig, że tak się to skończyło. To może znaczyć jedynie, że ktoś był tam dość długo i udało mu się wrócić. I że opowiedział to wszystko Tolkienowi. Nie wiem, czy ten mu uwierzył, ale sądzę, że to właśnie opisał. Jesteśmy w czwartej erze. Niestety nie sądzę, bym zobaczyła elfów, ale jeśli istnieje Rivendel, tam powinien być Celeborn.

To zbyt fantastyczne, Kathrin. Nie mogę w to uwierzyć. Sorry – odpowiedział.

Ja jednak tam pójdę. Jestem gotowa. Jeśli hasło nie zadziała, wrócę i otworzę swój antykwariat. Jeśli nie wrócę, wiedz, że przeszłam.

A jeśli to prawda i wyjdziesz gdzieś w jaskiniach Morii i cię zabiją? – spytał, wciąż nie wierząc w całą historię.

Dobrze walczę mieczem. Nieźle strzelam z łuku. Sporo też nauczyłam się w górach i znam języki Śródziemia na tyle, na ile są opisane.

Ty nie żartujesz – przeraził się.

Brak ci wiary, przyjacielu – odparła.

Chcesz popełnić samobójstwo, zdajesz sobie sprawę? – złapał ją za ramiona i delikatnie potrząsnął, jakby chcąc ją obudzić.
– Craig, i tak nikt po mnie nie zapłacze. Zostałam sama. Nie mam nic do stracenia, a wiele do zyskania. Świat, w którym będę u siebie.

Skąd wiesz, że u siebie? Może nie będzie tak słodko.

Będzie. Wiem, że będzie.

Ach, popadłaś w fanatyzm. Nie mogę ci na to pozwolić.

Nie możesz mnie zatrzymać. Dałeś słowo. Nie szukaj mnie i nie wysyłaj nikogo za mną. To miejsce musi pozostać tajemnicą – poprosiła.

Tylko pod jednym warunkiem. Podasz mi hasło. Na wszelki wypadek – powiedział poważnie.

Nie mogę. Nikt nie może wiedzieć, to nie atrakcja turystyczna – odpowiedziała przerażona.

Nie jestem turystą, a z resztą już chyba dość dużo mi powiedziałaś – zauważył.

Hasło w tłumaczeniu to „Krasnoludzki władca nad wami”, „Uzbad Khazad-Dum ai-menu!”.

Zaraz, nie tak, muszę zapisać. Nie zapamiętam – zaprotestował.

Nagraj sobie na komórkę – zaproponowała.

Przeszukał kieszenie, a ona powtórzyła hasło ponownie do mikrofonu komórki. Tym samym zakończyli tę rozmowę.

Kathrin została jeszcze w Auckland około tygodnia. Craig musiał wracać na plan kolejnego filmu, więc rozstali się wkrótce. Nie wracali więcej do tematu podróży. W domu kręciło się zbyt wielu ludzi, a temat był drażliwy sam w sobie.

Podróż była długa i męcząca. Zajęło jej tydzień przestawienie się na czas południowoamerykański. Do końca stycznia postanowiła zrobić wszelkie niezbędne zakupy. Wiedziała, że nie będzie mogła zabrać ze sobą wiele rzeczy. Postanowiła skombinować antybiotyki, kupiła też dużo paracetamolu, środki opatrunkowe i dezynfekujące, tampony, pasty do zębów i sporo szczoteczek. Książkę o ziołolecznictwie, mocną bieliznę i porządne górskie buty. Zleciła też uszycie skórzano-lnianego spodnium. Wiedziała, że to będzie strzał w dziesiątkę.

Było tego sporo. Cały czas zastanawiała się, jak to spakować i jak zrobić z tego nierzucający się w oczy bagaż. Postanowiła uszyć skórzany, miękki pokrowiec na plecak, który będzie wyglądał bardziej naturalnie niż sztuczne tkaniny.

Postanowiła również zabrać pistolet. Brzydziła się nim, ale w pierwszych dniach, zanim zorientuje się w sytuacji, może być skuteczniejszą bronią niż miecz, szczególnie, gdy przeciwników będzie wielu.

Po poprzedniej podróży miała kamizelkę kuloodporną. Chciała mieć ją na sobie, w chwili przekraczania granicy.

Z początkiem lutego, była całkiem gotowa.

Craig, przyjacielu, na mnie już pora. Jutro wyruszam. Wiedz, że zaszczytem było znać cię i będę o tobie opowiadała po tamtej stronie. Dziękuję ci za wszystko. Pozdrów rodzinę i przyjaciół. Ściskam, Kathrin.”

Odpowiedź nigdy nie przyszła.

Kathrin zamknęła swoje małe mieszkanko z nadzieją, że nie wróci. Poleciła agencji je sprzedać, gdyby nie wróciła w ciągu pół roku i przekazać pieniądze na salę Mikołaja.

Napisała też kilka listów, ustawiając datę nadania na początek lata. Pomyślała, że latem nikt się nie zasmuci, gdyż jest w nim tyle energii.
Podróż do Peru była łatwiejsza. Wiedziała jak się poruszać. Wynajęła tragarzy, którzy podprowadzili ją do jaskini. Tam poprosiła by ją zostawili i postanowiła przenocować przed drzwiami, by się upewnić, że nikt nie został i nie obserwuje.

Samotne przejście przez jaskinię było trudniejsze niż poprzednio. Znajdowała oznaczenia Leo, ale odczuwała też strach, gdyż na nikogo nie mogła liczyć. Czasem miała wrażenie, że coś słyszy, ale potem zapadała cisza. Szła taszcząc ze sobą cały ten majdan i zastanawiała się, czy na pewno potrzebuje każdej rzeczy. Wiedziała, że to zmęczenie przez nią przemawia. Była wykończona, gdy dotarła do drzwi. Od kilku dni nie widziała dziennego światła. Teraz odczuwała wielki niepokój. Wytłumaczyła sobie jednak, że to depresja spowodowana brakiem światła i samotnością w tak trudnej sytuacji. „Och, Warlord! Dlaczego ciebie tu ze mną nie ma” – pomyślała.

Myśl o chłopaku podniosła ją na duchu. On też udał się w nieznane. Choć niekoniecznie tego chciał.

Postanowiła spędzić tam noc i wypocząć zanim pójdzie dalej. Podzieliła bagaż na rzeczy konieczne i mile widziane, by w razie czego móc część porzucić i uciec.

Mimo zmęczenia nie mogła zasnąć. Przebiegały jej przez głowę sceny ze wszystkich dzieł Tolkiena i z książki Cristobala. Zastanawiała się, jak ma zareagować na pierwsze napotkane stworzenie. Może być dziwne. Może nie być człowiekiem.

Zasnęła.

Nie wiedziała, czy to ranek, czy nie. Nie było to ważne. I tak nie wiadomo, jaki czas panuje za tymi drzwiami oraz czy i kiedy znajdzie wyjście z jaskiń. Wstała i przygotowała sobie śniadanie. Miała dziwne wrażenie, że ktoś jest w tej sali. Ale przecież na pewno usłyszałaby otwieranie się tak masywnych drzwi, a nikt za nią nie szedł, co sprawdzała wielokrotnie. Gdy już była gotowa, stanęła na wprost drzwi gotowa do wypowiedzenia hasła. Pomyślała nagle, że jeśli za drzwiami będzie ktoś wrogi, to lepiej się ukryć za filarem, co natychmiast zrobiła. Stojąc oparta plecakiem o filar, tyłem do drzwi, wypowiedziała głośno hasło: „Uzbad Khazad-Dum ai-menu!”. Z początku nic się nie stało, lecz po chwili usłyszała szczęk i ciężkie kamienne drzwi zaczęły rozsuwać się do wewnątrz. Wyjrzała z obawą, ale za drzwiami była tylko ciemność. Ciemność i powiew powietrza. Odczekała chwilę, po czym obawiając się, że drzwi znów się zamkną, podeszła do przodu. Zrobiła krok w stronę progu, gdy za plecami usłyszała wołanie:

Kathrin, nie!

Drzwi zaczęły się zamykać i w hałasie nie usłyszała nic więcej. W ostatniej chwili poczuła uderzenie czyjegoś ciała w jej plecy. Wpadli do środka, a drzwi się zamknęły.

Był to początek całkiem nowego życia. Oby długiego…


koniec