Ten, co z martwych wskrzesił … kapelusze.

 

Tracy11

Philip Treacy to najsłynniejszy kapelusznik świata, poruszający się na granicy mody, performance’u i sztuki. Jego projekty pojawiają się na wybiegach Chanel, Diora czy Givenchy, jego modele zamawiają największe gwiazdy i rody panujące – regularnie dostarcza swoje dzieła m.in. na dwór brytyjski. Jest również jedynym żyjącym członkiem dawnej ekscentrycznej grupy z Londynu: jego promotorka, legendarna dziennikarka z branży mody Isabella Blow i jej towarzysz życia, genialny projektant Alexander McQueen popełnili samobójstwo.

Pinda1

47-letni Philip Treacy to w Wielkiej Brytanii człowiek-instytucja. Ma na sobie dresową kurtkę z czerwonej satyny, a jego fryzura przypomina czasy New Wave. Wskazuje kilka kapeluszy i mówi, że zrobił je kiedyś dla Alexandra McQueena, a teraz je odnawia. McQueen był najsłynniejszym projektantem mody swojego pokolenia i dziś, pięć lat po swojej śmierci, jest nim właściwie nadal.

Tracy10

Treacy już od ćwierć wieku działa w branży mody, w 2015 roku był chyba jubileusz. Europejscy królowie regularnie zamawiają jego dzieła. Wśród jego klientów są również prominentne postacie ze świata popu i mody – Beyoncé, Lady Gaga, Kate Moss, Victoria Beckham. Dla Madonny zaprojektował futurystyczny, mieniący się diadem, w którym wystąpiła na amerykańskich finałach piłkarskich w 2012 roku. W lutym pojawiła się w jednym z jego nakryć głowy na rozdaniu nagród Grammy. Niektóre z projektów Treacy’ego trudno w ogóle nazwać kapeluszami. Wszystko jest tutaj możliwe: pióra albo metal, ptasie gniazda czy odrutowane pręty, które wirują jak skrzydła helikoptera i świecą żarówkami LED. Philip Treacy przeniósł na głowy całą awangardę, a niekiedy również swego rodzaju kicz, taki, jaki opanowali do perfekcji jedynie wielcy artyści. Stwierdza, że to miłe, kiedy ktoś nazywa go artystą, on sam powiedziałby o sobie po prostu, że robi piękne kapelusze.

Blow i McQueen byli tak samo jak on uzależnieni od form i materiałów.

Isabella Blow, z domu Broughton, była postacią jak z angielskiej powieści obyczajowej. Nikt nie ubierał się bardziej ekstrawagancko niż ona i nikt szybciej nie znajdował przyjaciół. W Nowym Jorku, dokąd przeprowadziła się w 1979 roku, poznała takich artystów, jak Andy Warhol czy Roy Lichtenstein.

Jednym z jej pierwszych zajęć była posada asystentki Anny Wintour, która już wtedy pracowała jako redaktorka w magazynie „Vogue”, a dzisiaj jest jego naczelną. Pracę tę załatwił Blow piosenkarz Bryan Ferry, jej bliski przyjaciel. Po powrocie do Londynu zatrudniła się w dziale mody miesięcznika „Tatler”. W 1989 poznała studenta Philipa Treacy’ego. Chciała, by było ją widać, a Treacy się o to zatroszczył – wyczarował dla niej nakrycie głowy w kształcie chińskiej świątyni, a także sztucznego homara, kołyszące się geometryczne formy, a raz nawet, ku jej zachwytowi, małą fregatę. Blow i Treacy stali się sławami miasta.

Pinda2

Kilka lat po tym, jak się poznali, Isabella zobaczyła kolekcję strojów Alexandra McQueena na egzamin końcowy w londyńskim Central Saint Martins College of Art and Design, którą zadedykował Kubie Rozpruwaczowi i wplótł w tkaniny ludzkie włosy. Jego stylem był zamierzony, często agresywny manieryzm. Blow była poruszona i chciała, by to samo poczuli inni. Jego turbokariera – własna marka, praca dla domu mody Givenchy – byłaby nie do pomyślenia bez niej, jego protektorki. Podobnie jak wcześniej Treacy, również McQueen urządził swoje pierwsze atelier w piwnicy domu Isabelli Blow.

Fotograf David LaChapelle, również miłośnik bombastycznych inscenizacji, zrobił w 1996 roku zdjęcie Blow i McQueena, na których oboje ubrani są w sukienki. Jego kreacja jest obcisła i falująca na dole. Ona ma na głowie oczywiście kapelusz zaprojektowany przez Treacy’ego. Pozują do fotografii na łące przed zamkiem, z którego otworów okiennych buchają płomienie. Wszystko w tej scenie jest przesadzone, w przeciwnym razie nie pasowałaby ona do nich i ich przyjaźni. Dzisiaj zdjęcie to wisi w National Portrait Gallery w Londynie.

McQueena i Treacy’ego łączyła przyjaźń, choć nie od samego początku. – Isabella nalegała, żebyśmy pracowali razem – wspomina kapelusznik. – Ja projektowałem jej nakrycia głowy, on jej stroje, i tak się to zaczęło. Potem znaliśmy się przez te wszystkie lata i bardzo się nawzajem szanowaliśmy.

Treacy projektował również kapelusze na pokazy kolekcji McQueena – Blow wiedziała, że takie zestawienie wypadnie szczególnie spektakularnie.

Obaj projektanci mieli wówczas opinię outsiderów obdarzonych ogromnym talentem, zakochanych w detalach i wielkich gestach. Nadali kobietom nowe proporcje, przedstawili je w niekonwencjonalny sposób i uczynili z nich sztukę. Nie było jednak tak, że ci rzekomi buntownicy z lat dziewięćdziesiątych musieli pokonywać wiele oporów – ówczesna moda łaknęła aktów łamania tabu. Podobnie zachowywała się branża sztuki. Wielka Brytania, kraj popu i punka, stał się miejscem estetycznego szoku, kreatywną potęgą, Cool Brytanią. Alexander McQueen używał do tworzenia swoich wytwornych kreacji zafoliowanych robaków, artysta Damien Hirst pokazywał w eleganckich muzealnych gablotach zakonserwowaną, pokrojoną padlinę. Nikt nie szukał wtedy kogoś, kto na nowo wymyśla nakrycia głowy, i oto Treacy pomimo to uratował całą tradycję przed upadkiem. Jego przyjaciółka ostrzegała go nawet: ”Mówią, że tylko starsze panie noszą dziś jeszcze kapelusze”.

Treacy przeżył swój sukces, tych dwoje nie. Obaj projektanci nie ukrywali własnych ambicji i zdolności, podobnie jak i swego homoseksualizmu. McQueen w 2000 roku poślubił swojego partnera, związek ten poniósł jednak porażkę. Ich biografie wykazują liczne podobieństwa. – Jestem synem piekarza, a on był synem taksówkarza – mówi Treacy. Byli mniej więcej w tym samym wieku i chociaż Treacy wychował się w niewielkiej irlandzkiej miejscowości, a McQueen na dzikim londyńskim East Endzie, w swoim życiu zawodowym obaj robili to samo, na czym spędzali czas jako dzieci. Jeden majsterkował, drugi szył. – Ale Alexander był bardziej wściekły niż ja, choć może nie tyle wściekły, co w pełni przekonany o własnych zdolnościach. O strojach najsłynniejszych projektantów mówił często: to wszystko śmieci.

Pinda3

Treacy czuł się w życiu bardziej na swoim miejscu, podobnie jak i w tym mieście. – Kiedy w 1988 roku przeprowadziłem się do Londynu, zmieniło to całe moje życie – stwierdza. – Londyn daje wolność.

Jesienią tego roku w nowojorskim wydawnictwie Rizzoli ukaże się wspaniały album, obrazujący 25 lat projektanckiej kariery Philipa Treacy’ego.

 

W 2011 roku zaprojektował nakrycia głowy wielu dam goszczących na weselu księcia Williama i Kate Middleton. Przypominało to – opowiada – wojskową operację, bo żadna z pań nie mogła dowiedzieć się o tym, co wybrała inna. Miliardowa publiczność oglądała później transmisje z ceremonii zaślubin, w następstwie czego przed Treacym otworzyły się, niejako same z siebie, rynki azjatycki i rosyjski. Panna młoda miała na sobie suknię od McQueena, marka ta istnieje bowiem nadal. Jego życie się skończyło, lecz jego biznes wciąż trwa.

Fracy 13

tlum. Barbara Waliszewska