Przypominamy! Promocja książki Jolanty Nitkowskiej-Węglarz pt. „Wyprawa do Krainy baśni”. W tle Art Naif Festiwal

Przypominamy! Promocja książki Jolanty Nitkowskiej-Węglarz pt. „Wyprawa do Krainy baśni”. W tle Art Naif Festiwal

opublikowane w Najnowsze Wpisy, Regionalia | 1

„Artyści- to artyści!…. Wspaniała malarka Iwona Lifsches poproszona o pół strony komentarza dotyczącego naszej wspólnej książki pismem obrazkowym „napisała” . Proszę spojrzeć poniżej. I co to znaczy? Kto mi powie?” – pyta Jolanta Nitkowska-Węglarz.

Jola 5


Przypominamy:razem z autorką:
„W baśniowym świecie diabelskie zło też się plącze między ludźmi, ale nigdy nie wygrywa z dobrem. Ilustracja Iwony Lifsches z „Wyprawy do Krainy baśni”. Promocja książki w Słupsku, z udziałem malarki 15 czerwca o godz. 17. w bibliotece na ul. Grodzkiej 3. wraz z otwarciem bram do Lawendowego ogrodu Literackiego”.

Jola9


Ze wszystkich stron nadchodzą  gratulacje od „znajomych/nieznajomych” dla red.Joli Nitkowskiej-Węglarz  z okazji wydania jej nowej książki dla dzieci. Z przyjemnością przytaczamy komentarz naszego blogowego kolegi:

Kubuś Fatalista | O
Gratulacje dla mojej dawnej znajomej, red. Joli Nitkowskiej!  W dzisiejszych czasach nie jest łatwo wydać książkę z polskimi baśniami i ilustracjami, a Jej się to powiodło! Kupujcie, czytajcie, bo kto wie, kiedy się nadarzy kolejna okazja. Kioski i księgarnie – szczególnie sieciowe niby-księgarnie – zalane są chłamem wypaczającym tylko gusty dzieci i rodziców. Brawo Pani Jolu! Książkę zamówię dla wnucząt osobiście przez Internet – z ukłonem do samej ziemi Kubuś F.


Podkreślenia wymagają piękne ilustracje Iwony Lifsches, która jeszcze wczoraj była w Katowicach na  Festiwalu Sztuki Naiwnej  a jutro (poniedziałek) będzie gościem na promocji ksiażki w Słupsku.
Dla przybliżenia osobowości artystki przytaczamy, za portalem POKŁADY KULTURY.PL,  jej rozmowę z red. Katarzyną Siewko na temat „Sztuki Naiwnej”.


Iwona Lifsches: „Art Naif to sztuka, która rozgrzewa serca i koi duszę”

 Autor: Katarzyna Siewko

Art Lovers

fot. Iwona Lifsches

Postindustrialna przestrzeń Szybu Wilson została wypełniona barwnymi, magicznymi pracami artystów z całego świata. 12 czerwca rozpoczął się festiwal sztuki naiwnej – Art Naif Festiwal, największa tego typu impreza w Europie oraz jedyna taka w Polsce. Iwona Lifsches – autorka obrazu promującego tegoroczną edycję, laureatka Grand Prix minionego Art Naif Festiwal, autorka ilustracji do książek dla dzieci, w końcu artystka mieszkająca i tworząca na co dzień w Danii opowiada o sztuce naiwnej oraz katowickim festiwalu.

Odnoszę wrażenie, że sztuka naiwna, choć nazywana sztuką, jest mimo to traktowana po macoszemu – bardziej jako „ładne obrazki”, niż jako przejaw artyzmu. Jak to jest w Pani odczuciu? Jaką pozycję ma sztuka naiwna we współczesnym świecie?

To my – Polacy mamy problem z określeniem „sztuka naiwna”, ponieważ słowo „naiwny”, które pochodzi z języka francuskiego, a właściwie z łacińskiego, kojarzy nam się od dawna z określeniem łatwowierny, wręcz głupiutki. Francuzi, Anglicy łączą ze słowem „naiwny” wiele różnych, na ogół pozytywnych, znaczeń. Pierwszy szereg słów bliskoznacznych to: swobodne, niewinne i pozbawione sztuczności spojrzenie na świat, niekoniecznie oczami dziecka. Po prostu pozbawione cynizmu i agresji. Drugi szereg to: posiadanie zdolności prostego i nieskrępowanego konwencjami odzwierciedlania otaczającego świata. I tak właśnie postrzegany jest Art Naif we współczesnym świecie. Z moich własnych doświadczeń i obserwacji wnoszę, że sztuka naiwna jest coraz chętniej pokazywana na znaczących wystawach poświęconych nie tylko  i  wyłącznie sztuce naiwnej. Przykładem niech będzie zaproszenie mnie do udziału w międzynarodowej wystawie sztuki współczesnej Art Monaco 2015, która odbędzie się w lipcu w Monte Carlo. Również galerie, które dotychczas nie eksponowały prac naiwistów, zwracają się do mnie z pytaniem o możliwość współpracy, ponieważ jest coraz większe zainteresownie właśnie taką sztuką wśród odbiorców.

Być może sztuka naiwna jest coraz bardziej popularna, ponieważ przypomina wcześniejszą epokę, kiedy codzienneżycie było mniej szalone, kiedy był czas dla rodziny i znajomych, a spotkania odbywały się w przyjaznej atmosferze niezmąconej dźwiękami telefonów komórkowych i nieustanną aktualizacją swoich profili na Facebooku. A może dlatego, że przypomina nam o pozornie błahych momentach w życiu, których nie powinniśmy przegapić? Jedno jest pewne – jest to sztuka, która rozgrzewa serca i koi duszę.

Czy istnieje wspólny mianownik dla artystów tworzących sztukę naiwną?

Każdy naiwista czerpie tematy z własnych doświadczeń, przeżyć i sposobu postrzegania rzeczywistości, a dowolność przekazu, różnorodność technik i wrodzonych zdolności powoduje, że każdy z twórców kreuje swój indywidualny, niepowtarzalny styl. Tematyka jest dowolna, zależna od wyobraźni twórcy. Możemy jednak zauważyć kilka wspólnych cech, charakterystycznych dla sztuki naiwnej. Przede wszystkim Art Naif emanuje radością, szczęściem, spontanicznością i humorem, które w połączeniu z żywymi kolorami dają w rezultacie piękno w jego naturalnej, prostej formie.

Niewątpliwie w sztuce naiwnej nie przestrzega się zasad dotyczących zachowania perspektywy, kompozycji, światła i cieni, a paleta nasycona jest czystymi, intensywnymi kolorami. Dla mnie najtrafniejszym określeniem Art Naif jest powiedzenie, że akademiccy artyści tworzą mózgiem, a artyści naiwni sercem i duszą.
Znacząca większość twórców sztuki współczesnej to amatorzy. Pani z kolei jest profesjonalistką. Jak to się stało, że zaczęła Pani malować właśnie w ten sposób?

Art Naif jest sztuką wolną od wszelkich konwencji, szczególnie w zakresie techniki, ekspresji, a nawet estetyki wykonania. Dlatego utalentowani amatorzy, samoucy mogą swobodnie i bezpiecznie tworzyć bez obawy o nieprzychylne oceny krytyków. Ja sama szukam wytrwale krytyka, który otwarcie podjąłby się  oceny współczesnej sztuki naiwnej. Jednak do tej pory nie udało mi się natrafić na nikogo takiego. Sztuka naiwna oceniana jest spontanicznie przez odbiorców bezpośrednich, publiczność. Dla mnie jest to najcenniejsza opinia, ponieważ jest szczera i również wolna od konwencji. Art Naif nie jest zarezerwowany tylko dla amatorów. Wykształcenie artystyczne i znajomość technik pracy jest ogromnym ułatwieniem w osiągnięciu zamierzonego efektu końcowego. Wśród naiwistów jest wiele osób, które studiowały sztuki plastyczne bądź uczestniczyły w specjalistycznych kursach. Moja przygoda ze sztuką naiwną miała początek w czasie, kiedy warunki zdrowotne nie pozwoliły mi stać przy sztalugach i malować dużych płócień. Wtedy dużo rysowałam, malowałam ilustracje… W tamtym czasie właśnie powstała Ulla, mała dziewczynka z pieskiem Bingo. Następną postacią był Frederik, sympatyczny pan na rowerze. Jeszcze wtedy nie myślałam poważnie o sztuce naiwnej, jako kierunku, w którym chcę podążać. Wydawało mi się, że moje obrazy są zbyt nowoczesne. Były współorganizator Art Naif Festiwalu, pan Jacques Dubois, bardzo spontanicznie zareagował na moje zgłoszenie i rozwiał moje wątpliwości. Przekonał mnie, że to, co tworzę  jest właśnie współczesną sztuką naiwną. W ciągu miesiąca przygotowałam prace na VI Art Naif Festiwal, który zaczarował mnie i wiedziałam już wtedy, że odnalazłam swoje miejsce w świecie sztuki.

Wydawać by się mogło, że sztuka naiwna wymaga od twórcy mniej czasu i zaangażowania. Czy tak w rzeczywistości jest?

Jeśli ktoś nie angażuje się w to, co tworzy, nie powinien w ogóle tworzyć, a na pewno efekt jego pracy nie będzie miał nic wspólnego ze sztuką. Nie można pracy artysty przeliczyć ani na godziny pracy, ani na centymetry kwadratowe płótna. Są obrazy, które jak zaczarowane szybko i łatwo wychodzą spod pędzla, ale są też takie, nad którymi ślęczy się mozolnie, długo dopracowując mnóstwo szczegółów, co jest charakterystyczne dla sztuki naiwnej. Z reguły obrazy naiwne są bardzo pracochłonne, a jeśli artysta jest perfekcjonistą, wtedy lepiej nie liczyć czasu spędzonego przy sztalugach…

Jak to jest, kiedy dorosły człowiek obciążony już jakimś bagażem doświadczeń, zaczyna tworzyć bajkowe ilustracje skierowane do dzieci, które jak wiadomo patrzą na świat w zupełnie inny – no właśnie – naiwny sposób?

To nie jest trudne, jeśli pozwolimy na istnienie tego dziecka w sobie, mimo przeciwności losu i problemów, z którymi walczymy na codzień. Myślę, że ogromne znaczenie dla ukształtowania takiej właśnie osobowości ma jakość i ilość przeczytanych w dzieciństwie książek. Wiem to po sobie, moich dzieciach i wnukach. Dzieci potrafią zadziwić zarówno swoim naturalnym poruszaniem się w świecie fantazji, jak również abstrakcyjnym spojrzeniem na rzeczywistość. Najwdzięczniejsze do ilustrowania są na pewno baśnie, ponieważ wiele z nich już samą treścią przywołuje w wyobraźni gotowe obrazy. Tak też było w przypadku książki znakomitej bajkopisarki Jolanty Nitkowskiej-Węglarz i jej książki „Wyprawa do Krainy Baśni”, którą ostatnio ilustrowałam. Żałowałam niezmiernie, że zabrakło czasu do stworzenia większej ilości ilustracji, ponieważ każda z tych przepięknych pomorskich baśni zasługiwała na bogatą szatę graficzną. Dodam tylko, że okładkę książki stanowi mój obraz promujący tegoroczny Art Naif Festiwal.

Ulla i kranoludki

fot. Iwona Lifsches

Zatem czy adresatami sztuki naiwnej są tylko dzieci?

Z początku też tak myślałam, malując moje obrazy z Ullą. Byłam przekonana, że maluję dla dzieci, ale okazało się, że klientami były osoby dorosłe, którym przypomnienie dzieciństwa sprawiało dużo radości. Jesteśmy zmęczeni codziennymi kłopotami, gonitwą i otaczającą nas coraz bardziej agresją, dlatego sztuka, która niesie radość, spokój i dobro jest mile widziana w domach. W krajach skandynawskich, gdzie ściany mieszkań są przeważnie białe i gdzie króluje drewno i proste wzornictwo, sztuka naiwna ma ogromne powodzenie, ponieważ intensywne, czyste kolory i radosne przesłania płynące z obrazów doskonale uzupełniają takie wnętrza.

Dużą inspiracją dla artystów tworzących sztukę naiwną są baśnie i świat fantazji. Czy zdradzi Pani swoje inspiracje?

Baśnie i legendy inspirowały i nadal inspirują wielu współczesnych naiwistów. Utrwalone w pamięci zdarzenia z przeszłości oraz współcześnie obserwowane, a istotne dla danego artysty znajdują odzwierciedlenie w pracach, które ze względu na spontaniczność, a zarazem dbałość o szczegóły stają się częścią dziedzictwa kulturowego danego kraju. Dlaczego jest taki ścisły związek malarstwa naiwnego ze światem baśni? Moja przyjaciółka, bajkopisarka, twierdzi, że baśnie są pigułką kultury określonego narodu. Zawiera ona sposób objaśniania świata, funkcjonowania przyrody, rodziny, religii, dotyka spraw życia i śmierci, a przede wszystkim przekazuje normy moralne – rozumienie dobra i zła. Tak jak słowo „naiwny” już tylko w sztuce przechowało pierwotną naturalność, spontaniczność i dobro, tak samo  tradycyjne baśnie przechowują pierwotny przekaz kulturowy, w którym zło zawsze przegrywa z dobrem,  oszust i krzywdziciel jest ukarany, a przyroda udowadnia, że człowiek musi być wobec jej praw pokorny. I może rację ma pisarka, kiedy mówi, że w sile oddziaływania sztuki naiwnej na widza tkwi ta sama, co zamknięta w baśniach pigułka kultury danego narodu? Twierdzi ona, że dzisiejsza globalizacja wiele wartości wywracająca do góry nogami, czyniąca człowieka coraz bardziej wyalienowanym, powoduje także, że coraz bardziej widoczny jest powrót do tej pigułki naturalnego, wrodzonego dobra i podstawowych wartości humanistycznych. Jest cenny i wytęskniony, bo przecież jest wrodzony i naturalny. Może ta ludzka tęsknota za nieagresywnym światem dobra i sprawiedliwości wpływa także na popularność  sztuki naiwnej, to zaś pozwala na jej coraz bardziej liczącą się w galeriach świata obecność?

W moich obrazach znaleźć można również zatrzymane na chwilę momenty z życia codziennego, nad którymi przeważnie nie zastanawiamy się, ponieważ nie mamy na to czasu. Zostawiamy je za sobą jednocześnie marząc o szczęściu, a szczęście przecież to są własnie te ulotne chwile. W otaczającym nas świecie nie wszystko jest brzydkie, złe i nieprzyjazne. Dla mnie szklanka była zawsze do połowy pełna, a nie do połowy pusta.

Czy zdradzi Pani, jaka historia kryje się za Pani obrazem, który w tym roku promuje Art Naif Festival?

Przyznam, że było to nie lada wyzwanie. Artyści, którzy namalowali obrazy promujące poprzednie edycje, bardzo podwyższyli poprzeczkę.

Ponieważ motywem przewodnim tej edycji Festiwalu są kraje skandynawskie, moje myśli poszybowały w kierunku baśni Jana Ch. Andersena i Selmy Lagerlöf. Fani „Cudownej Podróży” na pewno rozpoznają  Nielsa Hollgersona i jego gąsiora Marcina. Artyści przybywają do Nikiszowca zarówno statkami Wikingów, balonem i w latającym kufrze, a mała Ulla, tym razem w stroju górali Beskidu Śląskiego, przywozi swoje obrazy na rowerku. Ole Lukøje, czyli Ole-Zmruż-Oczko jest centralną postacią obrazu. Może nie wszyscy znają lub pamiętają tę postać z baśni Andersena, dlatego w kilku słowach o niej opowiem. Ole usypia łagodnie dzieci, pryskając w oczy mlekiem i przynosi im miłe sny, o ile oczywiście były grzeczne. Charakterystyczne są oba parasole, które Ole nosi pod każdą pachą. Parasol z obrazkami po stronie wewnętrznej przeznaczony jest dla grzecznych dzieci, a te całą noc mają przyjemne sny. Nad niegrzecznymi dziećmi Ole otwiera zaś czarny parasol bez obrazków. Te dzieci przesypiają noc bez jakichkolwiek snów. Ole, otwierając swój parasol z kolorowymi obrazkami na rynku w Nikiszowcu, jest zapowiedzią kolorowych snów, bo czyż Festiwal nie jest takim dobrym, kolorowym snem?

Domyślam się, że kilkakrotnie uczestniczyła Pani w katowickim festiwalu sztuki naiwnej. Jakie są Pani wspomnienia z poprzednich edycji?

Po wernisażu wyjechałam oczarowana niezwykle przyjazną atmosferą oraz sztuką, która w imponującej Galerii Szyb Wilson zrobiła na mnie ogromne wrażenie. Poznałam wielu artystów, z którymi nawiązałam przyjaźnie i dlatego następna VII edycja była nie tylko kolejną wystawą, ale przede wszystkim spotkaniem – z przesympatycznymi organizatorami i z przyjaciółmi. Od strony organizacyjnej Festiwal oprócz tego, że jest największą tego typu imprezą w Europie, przede wszystkim jest na bardzo wysokim poziomie. Dlatego z wielką przyjemnością rekomendowałam Art Naif Festiwal w Danii, zapraszając artystów do udziału w tegorocznej edycji poświęconej krajom skandynawskim. Grand Prix, którym w ubiegłym roku zostałam uhonorowana, jest dla mnie najcenniejszym wyróżnieniem, jakie artysta może otrzymać, ponieważ jest nagrodą publiczności.

ole

fot. Iwona Lifsches

  • karola

    Jako babcia Laury, która przy każdej okazji poszukuje dla swojej wnuczki prezentów w postaci ciekawych książek wiem, ze oferta na rynku księgarskim obfituje w kolorowe licencjonowane bzdety. Poza klasyką (Brzechwa, Tuwim) nic, albo prawie nic nie warte jest kupienia.Może to właśnie „Wyprawa do krainy baśni” będzie tą udana wyprawą po dobrą lekturę? Tytuł obiecujący i okładka prześliczna. Aż chciałoby się ją zaraz oprawić i powiesić na ścianie w dziecięcym pokoju.