Robak z sieci

Robak z sieci

 


 

Spam, hejt, trojany, wirusy i trolle. Tego z pewnością nie spodziewali się twórcy internetu. Jednak rzeczywistość jest nieubłagana i z żelazną konsekwencją zagęszcza obraz rozmaitych negatywnych aspektów korzystania z sieci, z jakimi stykamy się na co dzień. Kiedyś jednak takie zjawiska nie były znane i nikt nie słyszał nawet o żadnych komputerowych wirusach.

Za pierwszego z nich uznaje się tzw. robaka Morrisa, protoplastę internetowych zarazków, który pojawił się równo 27 lat temu. Wcześniejsze wypuszczano do sieci o mniejszym zasięgu, ale ten prawdziwie światowy, wszechobecny i internetowy ujawnił się 2 listopada 1988 roku.

Jego twórcą był Robert Tappan Morris Jr., syn szefa informatyków w amerykańskiej agencji bezpieczeństwa (NSA). Jako doktorant na wydziale informatyki jednego z uniwersytetów Morris prowadził badania nad bezpieczeństwem systemu Unix. Swój program skonstruował tak, by infekował kolejne komputery w sposób ograniczony, jednak nie wszystko poszło zgodnie z planem i pierwszy w historii wirus internetowy rozprzestrzenił się w bardzo szybkim tempie. W efekcie doprowadził do paraliżu działania ówczesnej sieci – przed niecałymi 3 dekadami wystarczyło zarazić 6 tys. komputerów, by można było mówić o problemie na skalę światową. Programista dostał karę grzywny, dozór sądowy na 3 lata, musiał także opracować społecznie 400 godzin i pokryć niemałe (150 tys. dolarów) koszty postępowania.

Kara miała zadziałać odstraszająco na kolejnych hakerów, jednak – jak doskonale wiemy codziennie zmagając się z nowymi ostrzeżeniami o wirusach mogących skutecznie rozłożyć nasz system na łopatki – chętnych do powtórzenia wyczynu z Morrisa nie brakuje. Oczywiście czasami opłaca się być dobrym cyber-włamywaczem, ponieważ na najzdolniejszych nie czekają już tylko grzywny i więzienia, ale rządowe stypendia i obiecujące kontrakty nawet ze strony wojska. Przed kilkoma dniami armia kanadyjska poinformowała o przetargu na usprawnienie do systemu informatycznego stosowanego we własnych pojazdach. Dowódcy uznali je za konieczne, gdy w sieci pojawiło się nagranie z włamania do samochodu nowej generacji, które przeprowadzono zdalnie. Haker demonstrujący swoje umiejętności na prośbę wideoblogerów nagrywających materiał dla jednego z zachodnich magazynów był w stanie zakłócać pracę hamulców i uruchamiać w najnowszym modelu Jeepa… wycieraczki. Dziś za wykrycie tego i kolejnych błędów Kanadyjczycy oferują ponad 800 tys. dolarów. Sam Morris także nie ma powodów do narzekania, bowiem dziś jest profesorem prestiżowej uczelni Massachusetts Institute of Technology.

 

 

 

foto: flickr.com