Tinder, Snapchat, Badoo – czy uzależnimy się od nich?

Tinder, Snapchat, Badoo – czy uzależnimy się od nich?


W XXI wieku samotność wyszła z mody. Czasy pustelników minęły bezpowrotnie i aktualnie każdy kto nie może pochwalić się dużą liczbą znajomych jest uznawany co najmniej za dziwaka. Konieczność interakcji to nic dziwnego, gdyż człowiek jest „zwierzęciem” stadnym, ale czy nasze sposoby poznawania ludzi nie idą przypadkiem w nieco zbyt dynamicznym kierunku?

Tinder, Snapchat i Badoo – te nazwy znają praktycznie wszyscy młodzi użytkownicy Internetu. Starszym internautom być może warto jednak przybliżyć co kryje się pod tymi hasłami. Tinder to nic innego jak aplikacja, która pozwala poznawać nowe osoby. Czym różni się to jednak od portalu randkowego? Głównie uproszczeniem zasad. Tinder eksportuje do cyfrowego profilu zdjęcia, dane o lokalizacji i informacje o preferencjach oraz hobby. Profil widoczny jest dla innych użytkowników, którzy mogą jednym gestem na ekranie zatwierdzić lub odrzucić konkretną osobę. Można powiedzieć, że to taki cyfrowy odpowiednik Speed Datingu.
Badoo ma dość podobną funkcję – uruchamiamy aplikację, sprawdzamy kto jest w okolicy i zaczynamy pogawędkę. Daje to możliwość spotkania osoby, która jest w niedalekiej okolicy, a więc umówienie się na spotkanie nie nastręcza zwykle większych trudności.

Zapraszamy do nowo otwartego butiku Porthos Helen Moda styl, elegancja i przystępne ceny.

Snapchat

 Działa nieco inaczej. Dla wielu osób działanie tej aplikacji jest nieco niezrozumiałe. Mówiąc krótko, jest to specyficzna odmiana komunikatora, który pozwala prowadzić rozmowy tekstowe i przesyłać fotografie innym użytkownikom. Brzmi normalnie, gdyby nie to, że przesłane zdjęcia widoczne są dla odbiorcy jedynie przez kilka sekund (maksymalnie dziesięć) po czym są bezpowrotnie kasowane. Również rozmowy przepadają po zakończeniu chatu – wszystko po to, aby zapewnić posiadaczom możliwość nieskrępowanego kontaktu bez obaw o prywatność. To z tego powodu Snapchat jest bardzo często wykorzystywany przez miłośników tzw. sextingu, czyli przesyłania sobie mniej lub bardziej nieskromnych treści – głównie roznegliżowanych fotografii.

Wszystkie trzy aplikacje mają opinie oprogramowania służącego do znajdowania szybkich randek i umawiania się na niezobowiązujące spotkania o charakterze erotycznym. Bardziej ogólnie mówiąc – to bardzo dynamiczne i ekspresowo działające komunikatory służące do natychmiastowego zawiązywania znajomości z mniej lub bardziej przypadkowymi osobami.

Popularność Tindera, Snapchata i Badoo jest coraz większa – ich formuła jest skonstruowana tak, aby uprościć maksymalnie interakcję między ludźmi, a to sprawia, że rzesza miłośników tego sposobu umawiania się z innymi ludźmi lawinowo rośnie. Czy to oznacza, że taki stan rzeczy odpowiada ludziom i będzie to po prostu przyszłość komunikacji międzyludzkiej? I czy uzależnimy się od tych aplikacji? Wielu użytkowników już jest uzależnionych. Czytając fora internetowe znaleźć można całe setki wpisów świadczące o tym, że nawet mimo nieudanych spotkań, użytkownicy nie są w stanie przerwać swojej przygody z Tinderem lub Badoo. Przypomina to nieco grę hazardową, gdzie mimo wielokrotnych przegranych, uzależniony człowiek wraca do automatów czy ruletki, bo wierzy, że w końcu przyjdzie szczęśliwa passa. Nałogowe uprawianie hazardu jest dzisiaj poddawane leczeniu – być może już niedługo stowarzyszenia Anonimowych Użytkowników Komunikatorów również będzie tłumnie odwiedzanym miejscem.

Sebastian Banasiak

Esklep

  • Magda

    Świetny artykuł. Wreszcie zrozumiałam wpływ seksu na rozwój
    nowych form aplikacji społecznościowych!!!