Wierzę w …

Wierzę w …

opublikowane w Najnowsze Wpisy, Psychologia | 0

Na zdj. Krzysztof Głowacki nokautuje Marco Hucka (Foto: Lucas Noonan/PremierBoxingChampions)

 

 

Psycholina – nowy dział na blogu. Psycholina – od imienia opiekunki tego działu – Karolina. A poza tym to lina, po której będziemy mogli wspinać się i próbować dostać do naszej, w większości nieodgadnionej, psychiki.

Ciekawe czy nazwa spodoba się czytelnikom? Psychologia – za którą obstawały dziewczyny nie pasowała mi zupełnie. Za bardzo ogólna i moim zdaniem nie pasująca do charakteru naszego wortalu.

„Nie musisz wierzyć w siebie”. Kiedy po raz pierwszy przeczytałem tytuł inauguracyjnego artykułu Karoliny Rabiegi przestraszyłem się. W praktyce szefa, od pół wieku kierującego różnymi zespołami ludzkimi, doświadczyłem, że osoby bez wiary w siebie to osoby z góry przegrane w życiu zawodowym i osobistym.
Może więc zmienić tytuł na pytanie „Czy musisz wierzyć w siebie?” – zastanawiałem się na głos.

Tekst jest bardzo fajny – broniła koleżankę inna blogerka Porthosa. Nie jest on o wierze w siebie, tylko o egoizmie i egocentryzmie. O zjawiskach, które od kilku lat się pogłębiają i stają się coraz bardziej namacalne. A więc może damy tytuł  – „Czy warto ślepo wierzyć w siebie?” – zapytała.
Karolina broniła się: „Mnie się te zmiany nie podobają – przekonywała, bo artykuł mówi w ogóle o czymś innym – o tym, że nie potrzebna jest wiara w siebie (jak to nam współcześnie wmawiają) żeby osiągnąć sukces, mieć udane relacje, czuć się ze sobą dobrze etc. Przez cały artykuł staram się przekonać do tego czytelników, potwierdzając swoją tezę badaniami i powołując się na to, co mówią inni psychologowie”.

Trudna sprawa.  Wracając na chwilę do praktyki, posłużę się przykładami z życia wziętymi:

Mąż przywiózł samochodem do szpitala żonę ze zdiagnozowanym rakiem. Lekarze dawali jej najwyżej kilka tygodni życia. W domu zostało dwoje małych dzieci, 5 i 7 lat. W czasie powrotu mąż miał tragiczny wypadek. Zginął na miejscu. Kiedy na drugi dzień rodzina zapytała lekarza prowadzącego: panie doktorze, co my mamy powiedzieć jego żonie? Powiedzcie prawdę – odparł bez zastanowienia lekarz.
I jak zareagowała na to kobieta? Po trzech miesiącach wyszła całkiem zdrowa ze szpitala, wzbudzając zdumienie świata medycyny i potwierdzając przekonanie, że… „wiara czyni cuda!”.

 

I inny przykład:
Kiedy kilka dni temu polski pięściarz wagi junior ciężkiej, Krzysztof Głowacki, po zwycięskiej walce o mistrzostwo świata federacji WBO nad Niemcem Marco Huckiem, po powrocie ze Stanów  Zjednoczonych został przez kibiców zapytany na lotnisku: Krzysiu, gdzie masz  mistrzowski pas?”, odpowiedział: „W Ameryce nikt nie wierzył w to, że ja mogę wygrać, więc na pasie wygrawerowano wcześniej nazwisko Hucka jako zwycięscy. Dla Hucka miała to być dziewiętnasta z kolei udana obrona mistrzowskiego tytułu.  Oddałem im ten pas i przyślą mi go za miesiąc, po zmianie grawerki. Cały czas, nawet przez moment, nie zwątpiłem  w swoje zwycięstwo! W szóstej rundzie nie zauważyłem ciosu Hucka, który trafił mnie w punkt. Nie pamiętałem jak leżałem na deskach, jak sędzia mnie liczył.  Świadomość wróciła, kiedy stałem już na środku ringu, wprawdzie na miękkich nogach i zauważyłem, że Huck naciera na mnie. Pomyślałem, że najlepszą obroną jest atak, wiedziałem, że wygram walkę i zdecydowałem się na szaleńczą wymianę ciosów.  W ósmej, dziewiątej, dziesiątej rundzie czułem, że przeciwnik słabnie. Tajemnica mojego zwycięstwa w jedenastej rundzie tkwi w mojej głowie. Dziękuję trenerowi, że potrafił mnie tak doskonale zmotywować. Dużą rolę odegrały książki o Wikingach i ich niezłomnej woli walki i zwycięstwa, które trener podsuwał mi do czytania”.

Dla Krzyśka „Główki” Głowackiego rozpoczął się American Dream.

Zaraz, zaraz….
Zapędziłem się w swoich opowieściach, że zapomniałbym jaki jest główny powód naszego w tym poście spotkania. Wracając do tytułu pierwszego wpisu w nowym dziale. Wariant „czy warto ślepo wierzyć w siebie?” odpowiadałby mi najbardziej, oczywiście intuicyjnie, bo przecież samego artykułu nie zdążyłem jeszcze przeczytać.
Ale czy na pewno możemy ślepo wierzyć w doświadczenie? Ileż to razy wszyscy wiedzieli, że czegoś się nie da zrobić, a jedna nieświadoma osoba dokonywała wielkich odkryć.
Jaki morał  z tej opowieści wynika? Że może lepiej nie mieszać się autorowi do jego koncepcji  tytułów.
A Wy co o tym myślicie? Bo ja już nie mam głowy zastanawiać się dłużej. Muszę przeczytać artykuł „Nie musisz wierzyć w siebie”.
/RP/

Rys. Boka Anatolij Fijałkowskij.

Obrazek2