Jak wytrwać w postanowieniach?

Jak wytrwać w postanowieniach?


Nowy rok, nowe postanowienia – oczywiście noworoczne. Wczoraj mowa była o postanowieniach wypisanych na ubraniu, a dziś kilka rad, jak wytrwać dłużej niż tydzień i wszystkie plany doprowadzić do szczęśliwego zakończenia.

W internetowym wydaniu brytyjskiego dziennika „Guardian” znajdujemy kilka rad, które mogą pomóc. Przede wszystkim nie powinniśmy ograniczać się do jednego postanowienia. To droga dobra dla ludzi systematycznych, którzy i tak będą się trzymać założonych celów. Pozostali (czyli przeważająca większość z nas) lepiej wytrwają, gdy ich noworoczna lista będzie zawierała więcej niż jedną pozycję. Guardian radzi co najmniej 12 punktów. Jeżeli coś nam nie wyjdzie, nie poczujemy się beznadziejnie. Przynajmniej nie od razu.

Warto także podsumować to, co udało się nam (lub nie) w ubiegłym roku. Spojrzenie wstecz pozwala często poprawić sobie nastrój i ewentualnie zweryfikować założenia na nadchodzące 12 miesięcy. Nie powinniśmy także podejmować decyzji odnośnie nowego roku pod wpływem alkoholu. Powiedzmy to sobie szczerze – niekoniecznie dałoby się wypełnić listę w rodzaju: „Polecę na Księżyc!” albo „Zdobędę czarny pas w karate”. Lepiej na spokojnie usiąść z kartką, gdy wszelkie pozostałości hucznej imprezy przeminą nam ostatecznie z głowy.

Nie ma co także podążać utartymi schematami innych. Każdy chciałby w nowym roku schudnąć, rzucić palenie albo zacząć ćwiczyć. Możemy do tego także dążyć, ale ciekawiej jest wyznaczyć sobie własną ścieżkę. Daje to więcej radości i do tego pozwala zabłysnąć na imprezach. I każdy będzie zazdrościł właśnie nam.

Poczucie indywidualizmu oraz kreatywność nie zwalnia nas ze stąpania po ziemi. Niech postanowienia na 2016 r. będą namacalne i do spełnienia, inaczej zagryzą nas wyrzuty sumienia. Zamiast być szczęśliwymi zwycięzcami czeka nas los sfrustrowanych fajtłap. To z pewnością nie znajdzie się na żadnej liście „do zrobienia” na nowy rok.

Miłośnicy teorii zarządzania i nowoczesnego marketingu mogą podejść do tematu z myślą o tym, by każdy z celów oznaczał zwycięstwo dla jak największej liczby zaangażowanych w niego osób. Wszystko powinno być wygraną, niezależnie od tego, czy uda się dotrzeć do mety, czy nie. Możemy zawsze podejść do postanowień noworocznych jak prawdziwy mnich zen i uznać, że sama droga do celu jest ciekawsza niż jego osiągnięcie.

Jeżeli jesteśmy zbyt zajęci imprezowaniem, obowiązkami służbowymi albo sprawami rodzinnymi w pierwszych dniach stycznia, zawsze możemy wyznaczyć sobie graniczną datę, od której postanowienia zaczną obowiązywać, odrobinę później. „Guardian” przypomina, że prawosławni świętują początek nowego roku 14 dni po nas, a azjatycki nowy rok zwany księżycowym rozpocznie się tym razem 8 lutego. Zawsze to kilka dni więcej na przemyślenie swojej listy.

Być może także podejście do tematu z dłuższym horyzontem czasowym na myśli będzie bardziej efektywne. Czemu nie postarać się spełnić postanowień na dwa następne lata? Może wówczas rzeczywiście damy radę dostać ten wymarzony czarny pas w karate…

Lepiej także nie chwalić się własnymi celami na 2016 rok w mediach społecznościowych. Ktoś może być pamiętliwy, wypomnieć nam po kilku miesiącach, że „przecież nie chcieliśmy jeść słodyczy”, gdy wrzucimy zdjęcie z cukierni albo życzliwie sprowadzi nas na ziemię, jeżeli (nawet świadomie) zrezygnujemy z któregoś z postanowień. Pamiętajmy – lista na nowy rok jest tylko dla nas. Chwalić się lepiej w bezpośredniej rozmowie albo na wspominanych imprezach. Niech media społecznościowe żyją swoimi memami i słodkimi kotkami.

Na koniec wreszcie rada ostatnia – nie ma co mierzyć zbyt wysoko. Lepiej osiągnąć mniej, ale skuteczniej niż przeżyć kolejne rozczarowanie. Liczy się w końcu słowność i skuteczność, a nie słomiany zapał pomieszany z ułańską fantazją. No i do dzieła! Czy już wiecie, co chcecie zmienić w 2016 roku?

 

 

foto: pexels.com