Smoleńsk – mocno krwawa historia

Smoleńsk – mocno krwawa historia

Sierpień 1609 r. W Rosji trwa Smuta – zły czas dla ludu i wcale nie lepszy dla władców. Zygmunt III Waza chce zdobyć złoto templariuszy ukryte w podziemiach Twierdzy Smoleńskiej. Skarbu poszukuje też bractwo różokrzyżowców oraz Zakon Kawalerów Maltańskich. Powracający z Europy bojar Grigorij Kołdyriew wiezie do Moskwy list z zaszyfrowanym słowem „Smoleńsk”. Rozpoczyna się krwawa rozgrywka polsko-rosyjska… „Mury Smoleńska” ( tytuł ros. „Стена», Wyd. „Czerwone i Czarne”, 2013) to powieść odwołująca się do najlepszych tradycji literatury z gatunku „Serce i szpada”. Oblężenie, szturmy, obrona twierdzy i kontrofensywy oblężonych, a za murami – miłość i zazdrość, przyjaźń i zawiść, anioły i demony, żywi i martwi. Wszystko to w książce napisanej przez ministra kultury Rosji, Wladimira Medinskiego. Czyta się tę książkę znakomicie, bo obok typowych dla tego rodzaju prozy wątków romansowych, są tu niezłe sceny batalistyczne, zaskakująco dokładne opisy nowoczesnego jak na tamten czas wyposażenia oblegających miasto polskich i litewskich oddziałów, ale i poświęcenia, odwagi, niezłomność obrońców miasta. Tyle – powieść, która aż prowokuje do zastanowienia nad tym okresem naszej historii. A więc – jak to było z tym Smoleńskiem?

Smoleńsk – mocno krwawa historia

Już w sierpniu 1608 roku Zygmunt III Waza zdecydował się na wojnę z Rosją. Miał zamiar zdobyć koronę carską, a następnie – po połączeniu sił Rosji i Rzeczypospolitej – odzyskać władzę nad swoim dziedzictwem, Szwecją. Drugim celem wojny miało być szerzenie religii katolickiej w zdobytych krajach i korzystanie z ich bogactw na wzrór tworzących się wówczas ukałdów kolonialnych (patrz: Indie itd.)

Zygmunt III wyruszył z polsko-litewskiego wówczas Mińska 21 września 1609 roku. Oblężenie twierdzy smoleńskiej rozpoczęło się już 29 września. Załoga Smoleńska zdążyła spalić przedmieścia, by nie dawały osłony wojskom Rzeczypospolitej. Sama twierdza składała się z grubych na sześć a wysokich na trzynaście do dziewiętnastu metrów murów długości 6.5 kilometra. Bronił jej dowodzony przez Michała Szeina rosyjski garnizon liczący blisko 20 tyś. żołnierzy i mieszczan, wspomagany przez 500 Szwedów. Samo miasto liczyło wówczas 30-40 tys. mieszkańców. Obok murów twierdza posiadała także fortyfikacje ziemne. Wojska polsko-litewskie liczyły początkowo 8 409 jazdy i 4 530 piechoty oraz 30 dział.

Pierwsza próba ataku, podjęta 4 października nie powiodła się. W następnych dniach października załoga smoleńska odparła trzy szturmy, po czym armia oblężnicza ograniczyła się do bombardowania miasta oraz prowadzenia prac oblężniczych i podkopów. Ostrzeliwanie potężnych murów nie przynosiło wielkich korzyści. Garnizon smoleński też nie mógł pochwalić się sukcesami, gdyż wszystkie jego wycieczki Polacy i Litwini odpierali. Działania oblężnicze były jednak prowadzone ospale, przy braku jednoznacznych decyzji dowództwa, którego paraliż związany był z ciągłymi intrygami i wynikającymi stąd sporami nominalnego dowódcy Stanisława Żółkiewskiego z członkami prokrólewskiej koterii magnackiej. Osaczone zewsząd miasto zaczęło odczuwać brak wody, opału i soli, wśród oblężonych zaczęły szerzyć się choroby. Pod koniec stycznia Rosjanie przystąpili do rokowań, oferując koronę carską synowi króla Władysławowi, ale pod warunkiem przyjęcia przez niego prawosławia. Po dwutygodniowych pertraktacjach 14 lutego zawarto 1610 r. układ, wedle którego królewicz miał być koronowany, a prawosławie pozostawać jedyną w Rosji religią. Polska i Rosja miały być odtąd sprzymierzeńcami. Układ zaprzysięgli jedynie bojarowie, natomiast Zygmunt III wstrzymał się od przysięgi, bo jak wiadomo miał plany zupełnie inne.

Tymczasem Smoleńsk bronił się nadal. Jego obrońcom zaczęły kończyć się zapasy żywności i amunicji, z całego garnizonu przy życiu pozostało tylko kilkuset żołnierzy i mieszczan. Także po polskiej stronie, mimo lepszych warunków zaopatrzeniowych, wielu żołnierzy chorowało i umierało.W nocy z 12 na 13 czerwca 1610 r. wojska królewskie ruszyły do ostatniego szturmu. To właśnie wtedy kawaler maltański Bartłomiej Nowodworski założył minę w kanale odprowadzający z twierdzy nieczystości, niszcząc znaczną część murów. Za pomocą min wysadzono też niektóre baszty, a twierdzę ogarnął pożar. Miasto skapitulowało. Najdłużej broniła się wysoka na 31 metrów, baszta Frołowska, co w „Murach Smoleńska” opisano szczegółowo.

Po 20 miesiącach i 11 dniach oblężenia, utracony przed 97 laty Smoleńsk, powrócił do Wielkiego Księstwa Litewskiego. Podkreślam: do Księstwa Litewskiego, nie do Królestwa Polskiego. Dlaczego tak? Bo wprawdzie od założenia do roku 1404 (a więc ponad 500 lat) Smoleńsk był ośrodkiem niezależnego Księstwa Smoleńskiego, nie zdołał się jednak oprzeć naporowi młodego, wojowniczego państwa litewskiego – Księstwo Smoleńskie przestało istnieć, a Smoleńsk i okoliczne ziemie weszły w skład Litwy. W granicach księstwa litewskiego znajdował się przez ponad sto lat, do roku 1514, kiedy to Litwinom miasto zostało odebrane przez wojska wielkiego księcia moskiewskiego. Potem już tak jakoś było, że w czasach Rzeczpospolitej Obojga Narodów wojny na wschodzie toczono głównie w interesie litewskich możnowładców. „Koroniarze” włączali się w nie bardziej lub mniej chętnie, bo w tych potyczkach zyskiwali głównie tzw. łupy zdobyczne i… straty w ludziach. Do dziś jednak, szczególnie na dawnych terenach Rusi i Państwa Moskiewskiego, to nie Litwinom, a Polakom pamiętane są krwawe dzieje. Ile w tym niesprawiedliwości historii, a ile polskiego zamiłowanie do miecza i szabli – a może i pieniactwa – nikt jak na razie nie zbadał. Nawet rosyjski minister kultury. O czym ze smutkiem donoszę Państwu ja – Kubuś Fatalista