Fenomen gamerów na YouTube

Fenomen gamerów na YouTube


Dobrze jest czasami się rozerwać przy dobrej grze. Strzelanki, strategie, symulacje – rynek gier komputerowych oferuje ogromne możliwości znalezienia dla siebie idealnego sposobu na spędzenie kilku wolnych chwil przy komputerze. Czy można jednak bawić się dobrze patrząc jak gra ktoś inny? Analizując wyniki oglądalności filmów na YouTube wynika, że tak. Tzw. „gamerzy” nie tracą na popularności, a ich kanały zyskują wciąż nowych fanów. Co sprawia, że młodzi ludzie zamiast grać, wolą oglądać grających youtuberów?

Wbrew pozorom to zjawisko wcale nie jest nowe. Starsi miłośnicy gier pamiętają jeszcze zamierzchłe czasy, gdy triumfy święciły takie cuda techniki jak Commodore C64 czy Amiga 600, które oferowały możliwość spędzania wielu godzin przy ośmiobitowych klasykach, takich jak „Commando” czy „Boulder Dash”. Szczęśliwy posiadacz komputera zwykle zapraszał do siebie kolegów na wspólne granie, po czym zasiadał do joysticka. Reszta gości przez wiele godzin potrafiła przez ramię wpatrywać się w wirtualne rozgrywki gospodarza z zapartym tchem. W praktyce niewiele różni się to od dzisiejszych streamów z grania na żywo. Jedyne co się zmieniło to medium – YouTube i media społecznościowe sprawiły, że zjawisko oglądania grających po prostu powiększyło swój zasięg.

Co jednak sprawia, że chcemy oglądać jak gra Rojo, Izak czy Stuu – youtuberzy, którzy zgromadzili ogromne rzesze fanów gotowych z zapartym tchem śledzić ich zmagania z grami? W Internecie tę modę zapoczątkował prawdopodobnie Minecraft – gra, w której gracze mogą praktycznie dowolnie kreować otaczający ich świat budując go z klocków. Dzięki sieci, gracze z całego świata byli w stanie pochwalić się swoimi konstrukcjami, wyjaśnić ich zawiłości lub zdradzić tajniki tworzenia niezwykłych budowli. Wielu ludzi z chęcią zerkało na te filmy, po to, żeby zyskać nieco inspiracji. Niedługo potem do puli internetowych hitów dołączył „Counter Strike” – niczego się tam nie budowało, za to oglądanie strzelających do siebie graczy dawało całą masę emocji. I to jest chyba klucz do odpowiedzi na pytanie: „czemu chcemy oglądać jak ktoś gra?”.

Prawdopodobnie z tego samego powodu, dla którego śledzimy rozgrywki sportowe. Mecze piłki nożnej, skoki narciarskie czy zmagania olimpijskie przyciągają na stadiony i przed telewizyjne ekrany miliony widzów. Większość z tych miłośników sportu nie uprawia go samodzielnie – mało który fanatyk skoków narciarskich był kiedykolwiek na stoku. Jednak oglądanie sportowych zmagań daje emocje oraz możliwość poczucia się częścią pewnej społeczności. Jest też taka grupa, która uprawia sport i ogląda zawodowców z tego powodu, że dzieli ich pasje i podziwia ich dokonania. Gracze również pragną zobaczyć jak z konkretnym levelem radzi sobie ktoś inny, podpatrzeć inne rozwiązania lub po prostu zobaczyć, czy konkretny tytuł wart jest wydania całkiem niemałych pieniędzy. Z tego punktu widzenia, oglądanie gamerów nie jest wcale niczym głupim. Po prostu musimy traktować gry jako nowoczesną odmianę sportu. A to wróży znanym youtuberom świetlaną przyszłość.

Sebastian Banasiak