Grudzień w teatrach

Grudzień w teatrach

opublikowane w Najnowsze Wpisy, Premiery teatralne | 3

Krucjata - teatr Śmierć i dziewczyna

Zanim napiszę o trzech grudniowych premierach w polskich teatrach, nie odmówię sobie drobnego komentarza na temat premiery, która 21 listopada odbyła się na deskach Teatru Polskiego we Wrocławiu. Śmierć i dziewczyna Elfriede Jelinek ( noblistka) w reżyserii Eweliny Marciniak okazała się, wg recenzji, dobrym spektaklem, jednak zapowiadana była na stronie teatru jako zawierająca twarde porno. W związku z tym powstała burza w szklance wody, która dosięgła obecnego Ministra Kultury, tymczasem na premierze owego porno… nie było. Zastanowiło mnie, dlaczego, skoro – jak twierdzi minister – ludzie nie życzą sobie porno na scenie w sztuce tworzonej za publiczne pieniądze, bilety na spektakl są wyprzedane do końca roku i to przed premierą ? Przychylam się jednak do zdania dziennikarki Elizy Michalik, która napisała na Facebook`u : „… Walka o słuszną sprawę, ideę jest czym innym niż prowokowanie zadymy cynicznie, najtańszym (prowokacja) sposobem żeby zapewnić sobie darmową reklamę. Jestem zażenowana tym, że tak wielu ludzi o liberalnych poglądach jest gotowych rzucać się gardeł i przegrywać aorty wszystkim, którzy ośmielą się skrytykować takie metody. Rozumiem, że mam w czambuł coś chwalić tylko dlatego, że potępiają to środowiska PiSowskie? Proszę wybaczyć, ale nie chodzę stadami.”

12 grudnia w warszawskim Studio Buffo widzowie zobaczą premierę musicalu Piotruś Pan. Autorem libretta jest Jeremi Przybora, muzyki – Janusz Stokłosa, a reżyseria i choreografia będzie dziełem Janusza Józefowicza. Na stronie teatru czytamy:
Musical „Piotruś Pan” miał swoją światową prapremierę 27 lutego 2000 roku na scenie Teatru Muzycznego Roma w Warszawie, gdzie gościł przez 3 sezony i obejrzało go 200 000 widzów. A oto co na temat Piotrusia Pana napisał w programie autor libretta, legendarny Jeremi Przybora:
„„Piotruś Pan” Jamesa M. Barrie’go należy do arcydzieł literatury wielo-, a co najmniej dwupokoleniowej. Jest przeznaczony zarówno dla dzieci, jak i dla rodziców. Przeznaczenie takie charakteryzuje zresztą wszystkie mądre, nazwijmy to, baśnie: „Alicje w krainie czarów”, „Kubusia Puchatka”, „Mary Poppins”[… ] Co jednak sprawiło, że z tej wielkiej dziecięcej literatury właśnie „Piotruś Pan” urzekł mnie szczególnie?… Chyba jednak nie sprawiła tego jedynie mądrość i niezwykłość opowieści o Piotrusiu. O napisaniu tego musicalu przesądziło to, co różni dzieło Barrie’go od innych dzieł tego gatunku. A różni je tak silnie zarysowany wątek miłosny, […] w postaci tak wysublimowanej i subtelnej, że chciałoby się rzec – wyrafinowanej, gdyby nie chodziło tu o miłość najczystszą i najpiękniejszą, bo – macierzyńską.”
„Premiera „Piotrusia Pana” Jeremiego Przybory i Janusza Stokłosy przygotowana przez Janusza Józefowicza w warszawskiej Romie zelektryzowała artystów i publiczność. Widzowie i krytycy uznali ją już następnego dnia za wydarzenie sezonu. …” (Jan Bończa – Szabłowski „Rzeczpospolita”, luty 2000r)
Dostępny i wysmakowany, bajeczny i głęboko życiowy musical Piotruś Pan jest nośnikiem niesłychanej, pozytywnej energii. W aktualnej ofercie kulturalnej łatwo dostrzec duży deficyt spektakli kierowanych zarówno do bardzo młodego odbiorcy jak i do całej rodziny. Chcemy zapełnić tą lukę oferując widzom spektakl na najwyższym artystycznym poziomie, który jednocześnie będzie przystępny i mądry. Odbiorcą musicalu będzie cała rodzina, od wnuka po babcię.

W Teatrze im. Juliusza Osterwy w Lublinie na 5 grudnia 2015 r. zapowiadana jest premiera Pani Bovary Gustave Flauberta (przekład Ryszarda Engelkinga) w adaptacji i reżyserii Kuby Kowalskiego – adaptacja i dramaturgia Julii Cholewińskiej. Scenografia i kostiumy – Katarzyna Stochalska, muzyka – Radek Duda.

Oto, co napisał reżyser premiery :

Pani Bovary za młodu czyta dużo książek i marzy. Wychodzi za mąż, rodzi dziecko, romansuje z jednym mężczyzną, później drugim, zadłuża się, bankrutuje, w końcu popełnia samobójstwo. Jej losy, losy jednej z najsłynniejszych bohaterek europejskiej literatury, są przejmująco banalne. Lektury pani Bovary, a raczej romantyczne wyobrażenia, które z nich czerpie, są naiwne i w złym guście – dzisiaj powiedzielibyśmy „kiczowate”. A jednak Emma Bovary w potrzasku, Emma Bovary, która połyka arszenik i umiera, długo, powoli i w ogromnych bólach – jest postacią głęboko tragiczną, daleką od taniego sentymentalizmu i banalnej prozy życia. Flaubert bodaj jako pierwszy w historii literatury tak odważnie zderza to, co przyziemne i powszednie, ze wzniosłym i tragicznym – dotyka w ten sposób istoty kondycji ludzkiej. Emma Bovary, jako jedyna wśród mieszkańców przeciętnego i zwyczajnego do bólu miasteczka, nie umie znaleźć spełnienia. Poszukuje go na oślep, głównie w miłości, trochę w religii, w macierzyństwie, w sztuce. Nie odpuszcza, nie ustaje w poszukiwaniach, nigdy się nie nasyca, zawsze chce więcej. Jej swoisty „konsumpcjonizm uczuć”, ale też doświadczeń, doznań zmysłowych, dóbr materialnych – wydaje się na wskroś współczesny. Oto kobieta żyjąca w dobrobycie, z dzieckiem i kochającym mężem, którą zżera niewytłumaczalne poczucie braku. Owo poczucie braku wyróżnia Emmę Bovary, pcha ją w rejony sprzeczne z konwenansem i czyni z niej jedną z bardziej sugestywnych postaci outsiderek zachodniej kultury: najzwyczajniejszą mieszczkę na niekończącym się, narkotycznym wręcz głodzie doznań.

Nie wolno oceniać Emmy Bovary. Wspólnie z Julią Holewińską próbujemy patrzeć na naszą główną bohaterkę z równą bezwzględnością i równą czułością co Gustave Flaubert. Emma Bovary nie jest intelektualistką, nie jest też poetką. A jednak zmaga się ze swoimi ograniczeniami i wciąż dąży do głębszych przeżyć, głębszych doznań. „Słowo ludzkie jest jak pęknięty garnek, na którym wybijamy melodie dla tańczących niedźwiedzi, choć chcielibyśmy poruszyć gwiazdy” – pisze Flaubert. Emma opowiada o swoich uczuciach kochankom, nieudolnie próbuje poruszyć gwiazdy. Przegrywa szybko, umiera młodo. Słowem ludzkim posługuje się zręcznie inny bohater powieści Flauberta – apologeta postępu, intelektualista, aptekarz Homais. I to on utwierdza się w przekonaniu, że posiadł wszystkie mądrości świata, a swoim umysłem „porusza gwiazdy”. W rzeczywistości jednak jest jeszcze jednym „tańczącym niedźwiedziem”, śmiesznym i pozbawionym wrażliwości megalomanem i oportunistą. I chyba z zestawienia tych dwóch postaci rodzi się głębia wizji Flauberta, a tragiczny rozstrzał ich losów nie pozostawia złudzeń: Emma umiera, Homais zostaje odznaczony krzyżem Legii.

 

Cykor

Tymczasem w Teatrze Bałtyckim w Koszalinie już 5 grudnia będzie premiera sztuki Cykor-bojąca dusza Pála Békésa w reżyserii Wojciecha Rogowskiego. Scenografia I kostiumy – Beata Jesionek, muzyka – Maciej Osada Sobczyński, teksty piosenek – Tomasz Ogonowski.

Obsada: Żanetta Gruszczyńska – Ogonowska, Katarzyna Ulicka-Pyda, Marcin Borchardt, Artur Paczesny, Piotr Krótki, Wojciech Rogowski, Artur Czerwiński.

Wiadoma to jest rzecz: każdy się boi potworów. Okropnych straszydeł z czterema ogonami, jednym okiem i dwiema głowami. Albo tych oślizgłych strachów, które trzęsą się jak galareta. Albo tych najgorszych, zupełnie niewidzialnych lęków… Brrrr!

A najbardziej boi się ich bohater naszej bajki: Cykor, mały mieszkaniec Małego Lasu położonego w środku Wielkiego Świata opanowanego przez Straszydła. I jak to zwykle bywa, to właśnie on będzie musiał stanąć do walki z Potworami. W obronie swoich przyjaciół, swojego lasu i całego świata.

Jeśli Cykor zwycięży z własnymi lękami – uda mu się też pokonać Potwory, ocalić świat i uratować przyjaciół.

Ale czy można pokonać własne strachy? – tego dowiecie się z naszej bajki…

 

 

  • Sosna

    Kubusiu, też czytałam felieton dyrektora Sławomira Pietrasa i ponoć Halka przemieszczała się przez wszytkie akty w sukni ślubnej z trenem, do którego przczypione były jakieś farfocle ( flaki ?). Jednak ucieszyłam się, bo jednak nie miała w ręce telefonu komórkowego i nie śpiewała do telefonu, a jedynie do publiczności i, mentalnie, do nieobecnego Jontka. Nigdy nie jest tak żle, żeby nie mogło być gorzej… Pozdrowionka

  • Kubuś Fatalista

    Oj, ten Cykor to chyba o mnie: mam ostatnio cykora, gdy wyprawiam się do teatru. Na premiery staram się nie chodzić, bo nigdy nie ma pewności co tam zobaczę. Szczególnie ostrożnie podchodzę do klasyki. Ostatnio przeczytałem, że w Operze Poznańskiej Halka biega odziana w balony, a wszyscy goście ze dworu pańskiego skaczą za nią w przepaść. Za to – odziani we fraki… Pozdrawiam – Kubuś wcale nie Fatalista (w teatralnej sprawie)

  • Sosna

    Otrzymałam na Facebook`u następujący komentarz :
    Jan Dulka:Ewa Sośnicka-Wojciechowska – dobrze, że rzucił mi się w oczy ów link do Pani bloga. Rzeczywiście, sytuacja tyleż ciekawa co absurdalna. Ktoś, gdzieś ma pewnie z tego niezły ubaw, rozdmuchiwać tak na lewo i prawo, że będzie porno (sam widziałem chociażby wywiad z aktorami, którzy opowiadali, że nikt z nich się nie zgodził zagrać w takich scenach, więc reżyserka zatrudniła aktorów porno, że byli już na jednej próbie ci aktorzy, ale jeszcze „nic” na scenie nie robili); i jeśli po tym wszystkim po prostu na scenie nic takiego się nie dzieje, to protestujących rzeczywiście się zrobiło w niezłe bambuko… Sam już nie wiem co gorsze w tym momencie – żeby to porno było, czy że go jednak nie było, ot paradoks (Emotikon grin). Jak już moja konkurencja upada do sięgania po ekstrem(ent)alne środki „art”-ystyczne, to jednak chciałbym by wytrwała i żebym mógł się nacieszyć ich upadkiem, a nie że wszem wobec zapowiedzieli datę kiedy upadną, lud przyszedł „powiwatować” nad ich upadkiem, a tymczasem pokazali nam figę a nie porno, i nie upadli. Też coś… skandal, panie tego! 😀
    Ale z tymi wyprzedanymi biletami, cóż, inspirujące. Własnie jesteśmy z moją trupą po prapremierze „Pod Aniołem”. Może nadążając za nowoczesnym PR-em powinienem ogłosić, że na scenie będą kopulować anioły z diabłami, i zupełnie nie rpzejmujac się tym, że absolutnie nic takiego na scenie się nie dzieje – zacierając rączki niczym jeden z naszych bohaterów, przedsprzedawać bilety na cały rok -:)
    https://www.facebook.com/z.naJ.Dulka/