Kapelusze po turecku

Kapelusze po turecku


Są takie momenty w historii, gdy wojny mogą toczyć się o kapelusze.

W książce „Atatürk. Twórca nowoczesnej Turcji” Jerzego S. Łątki można trafić na ciekawe fakty z politycznego życia nakryć głowy. Turcja z początku ubiegłego wieku, przechodząc transformację ustroju i otwierając się na zachodni świat, wytoczyła wojnę tradycyjnym fezom. Zgodnie z odwiecznymi zasadami nosić musiał je każdy muzułmanin, a tymczasem nowy przywódca kraju żądał, by zamiast nich na głowach obywateli pojawiły się kapelusze z rondem.

Można było mówić o iście kapeluszowej rewolucji. Oddziały policji wysłane przez prezydenta Mustafę Kemala dosłownie zrywały fezy z tureckich głów i darły je na miejscu, by zmuszać sceptycznych wobec zachodniej mody mężczyzn do kupowania jakichkolwiek czapek i kapeluszy na najbliższych straganach.

W Turcji już raz w historii nakrycie głowy odegrało polityczną rolę. XIX-wieczny władca, padyszach Mahmud II w 1828 roku zabronił noszenia turbanu i kazał przejście na fezy. Charakterystyczne walce z kitkami miały być wówczas symbolem postępu, oddzielenia się od skostniałej tradycji. Sto lat później podczas rewolucji Mustafy Kemala walka o głowy zatoczyła koło i to, co niedawno symbolizowało nowe, w połowie lat 20. XX wieku musiało ustąpić miejsca postępującej europeizacji.

Kapeluszowa rewolucja stworzyła także znakomitą okazję dla biznesu. Pozbawieni obowiązkowych nakryć głowy muzułmanie musieli coś sobie sprawić, a wiadomo było, że krajowe zakłady nie nadążą z produkcją. Z całej Europy zwożono do Turcji wszelkie czapki i kapelusze, a także stare ubrania, które mogły zwiastować przyjęcie nowej epoki. Eksperyment się udał, Mustafę Kemala nazwano ojcem nowoczesnej Turcji, a dziś także i fez wrócił do łask.

foto: flickr.com