Odcinek 21, o niespodziewanych wyznaniach w szpitalu i pełnej gotowości w Jarze

Odcinek 21, o niespodziewanych wyznaniach w szpitalu i pełnej gotowości w Jarze


Następnego dnia znów przyszła, choć tym razem po południu. Opowiedziała mu, co robiła od rana i czym się zajmowała zanim przyszła do szpitala.

Chłopak słuchał z zainteresowaniem, a gdy skończyła, spytał nieśmiało:

– Kath, a co z naszą dziewczyną?

– Ach, tak. Szykuje się do wojny. Wiesz, Warlord, nie potrafię tak publicznie opowiadać. By opowiedzieć dalej potrzebuję skupienia i samotności. Nie to, że słuchają mnie ludzie „po drugiej stronie lustra”, ale w pokoju muszę być sama, by rozwinąć skrzydła wyobraźni.

– Rozumiem. Kiedy więc możemy kontynuować? Ciekaw jestem co dalej.

– Może zróbmy tak. Wieczorem zadzwonię do ciebie na Skype z hotelu i opowiem ci, co było dalej.

– Tak będzie cudownie – odpowiedział słabnącym głosem. Jego twarz powoli bladła, a dziewczyna zrozumiała, że to jeden z tych momentów, gdy niebezpiecznie spada mu ciśnienie. Nie wezwała jednak pielęgniarki. Nachyliła się nad nim i zbliżyła usta do jego ucha, tak by usłyszeć każdy szept i każdy oddech.

– Warlord, czy myślałeś czasem o seksie ze mną? – spytała szeptem.

Oddech chłopaka nagle przyśpieszył.

– Kathrin, co ty mówisz? – przestraszył się jej słów.

– Pytam czy wyobrażałeś sobie kiedyś, że mógłbyś uprawiać ze mną seks?

Jego serce zaczęło bić mocniej, a chłopak odwrócił twarz w zażenowaniu.

– Czy myślisz, że mam ładne piersi? – wyszeptała ciszej.

– Kath, przestań, nie rób mi tego.

– A linia moich pleców i krągłość pośladków?

Chłopak nic nie odpowiedział, powstrzymując przyśpieszony oddech. Na jego twarzy pojawiły się teraz rumieńce, a w kącikach oczu małe łzy.

– Nie odpowiedziałeś mi, Warlord – dziewczyna nie podniosła twarzy znad łóżka i policzkiem ściśle przylegała do jego policzka. Poczuła jak i jej łza spływa z oka i wtapia się w miękką poduszkę.

– Wyobrażałem. Milion razy wyobrażałem. Jeśli musisz mnie tak upokorzyć, to ci powiem. Wyobrażałem sobie każdy centymetr twego ciała, każde w nim zagłębienie. Linię twoich nóg i lekkość twoich włosów. Wyobrażałem sobie gorączkę twoich ust i jak stykają się z moimi. I kwiat twego łona z pięknym rubinem zamkniętym w jedwabnych płatkach twej skóry. Wyobrażałem sobie twoje piersi i przebijające się między moimi palcami brodawki. I wszystkie możliwe czułości jakimi chciałbym cię obdarzyć. Czy cokolwiek to zmienia? – wyrzucił z siebie głośnym szeptem.

Kathrin uniosła twarz nieco zaskoczona sprowokowanym wyznaniem i spojrzała mu w oczy, które z całej siły starał się odwrócić w inną stronę. Ujęła jego twarz w dłonie i delikatnie, powoli, dotknęła ustami jego ust. Muskała je tak przez chwilę, aż gniew opuścił chłopaka, po czym spojrzała na niego ponownie, jakby nic wcześniej nie mówił, i dodała:

– Masz piękne usta, Warlord.

– Kath, ty nie jesteś normalna – wyszeptał patrząc na nią otumaniony.

Dziewczyna ponowiła pocałunek, tym razem pozwalając sobie na jeszcze większą zuchwałość.

– Kobieto, moje ciśnienie przekracza już wszelkie normy, możesz przestać – wymamrotał między jej pocałunkami. Dziewczynie jednak spodobała się ta zabawa i przylgnęła do niego tak, by już nic powiedzieć nie zdołał. Po chwili przestał się opierać i dał się ponieść fantazji razem z nią. Poczuł, że ten jeden raz świat i życie, i wszelkie potęgi świata należą do niego. Raz nie był przegranym kaleką na łożu boleści, ale zwycięzcą, który pokonał wszystkie demony świata.

– Kocham cię, Kath, zawsze cię kochałem – wyznanie to przyszło mu z taką lekkością i tak uwolniło go wreszcie, że poczuł, iż niezależnie od jej reakcji może latać. W tej chwili nie czuł żadnego bólu ani żadnych ograniczeń. – Kocham cię nad życie – wyszeptał między pocałunkami.

– Ciii…! – uciszyła go jednym syknięciem i obdarowała pocałunkami jego mokre od łez policzki i oczy, i brwi. Znów przywarła do jego ust, a potem skierowała się na prawo, delikatnie przechodząc drobnymi muśnięciami przez jego policzek do koniuszka ucha.

– I ja cię kocham, Warlord – wyszeptała cichutko, delikatnie muskając jego szyję.

Po chwili usłyszała kroki za plecami i ledwie zdążyła unieść twarz, gdy do sali weszła matka chłopaka. Kobieta spojrzała na zaszklone oczy i rozpaloną twarz syna. Podeszła zaniepokojona bliżej, dotykając jego czoła.

– Masz gorączkę? – spytała zdenerwowana.

– Znów miał niskie ciśnienie – odpowiedziała Kathrin, wpatrując się w oczy chłopaka. – Zadzwonię wieczorem. Do usłyszenia.

Warlord próbował coś wykrztusić, ale nie dał rady. Spojrzał na matkę rozradowanymi oczami i ta zrozumiała charakter tej dziwnej gorączki. Położyła dłoń na jego ramieniu i uśmiechnęła się ciepło.

– Widzę, że zmieniłeś leki na ciśnienie – powiedziała łagodnie.

– Żałuję, że dopiero teraz – odpowiedział i ponownie spojrzał w drzwi.

Kathrin zjechała na dół windą i skierowała się do wyjścia. Czuła, że nogi drżą pod nią i nie rozumiała, co naprawdę się stało i co takiego narobiła. Powiew świeżego powietrza rozbudził ją na tyle, by przytomnie wezwała taksówkę i podała adres hotelu.

Nie mówiła nic, bezwiednie niemal zapłaciła kierowcy i skierowała się do hallu. Dopiero w pokoju zorientowała się, gdzie jest i jak tam trafiła. Nie obchodziło ją to wiele, gdyż wciąż na ustach czuła delikatne odwzorowanie ust przyjaciela. Serce waliło jej jak młotem a nogi wciąż odmawiały posłuszeństwa. Ręce drżały jej jak całe ciało. Podeszła do łóżka i położyła się, przytulając z całej siły poduszkę. Patrzyła w dal, próbując zrozumieć swe zachowanie i cały ten mętlik w jej sercu.

Czy to na pewno miłość, czy współczucie dla konającego przyjaciela? Może to reakcja na brak umiejętności poradzenia sobie z tą nieuchronną stratą?

Kathrin całe życie była zbyt przerażona, by naprawdę pokochać żywego człowieka, to znaczy takiego z krwi i kości, w jej otoczeniu. Od dawna kochała się w Haldirze z kart powieści i przenosiła to uczucie na grającego tę rolę aktora, który fizycznie w pełni odzwierciedlał jej pojęcie ideału. Nie znała go jednak jako osoby i nie mogła go poznać, mieszkając pół globu i cały świat dalej. Czym prosta antykwariuszka mogła zwrócić uwagę osoby, do której wzdychają tysiące fanek? Z pewnością był bezpiecznym kochankiem i świetnie wywiązywał się z roli. Tu jednak stało się coś, czego nie przewidziała. Spontanicznie zachowała się w sposób, którego sama nie mogła pojąć, i bardzo ją to przerażało. Może rzeczywiście zupełnie fizycznie odzywały się w niej naturalne potrzeby ciała. Dlaczego jednak tu i teraz? Czy z powodu kolejnej niepewności związanej z wyjazdem? Czy jej podświadomość szuka wyładowania emocji i trafiło na jedyną osobę, której ufa?

Ach, nie było sposobu by przekonać się czy miłość to, czy coś zupełnie innego. I tak nie ma to już znaczenia. Jeśli Warlord przeżyje miesiąc, to będzie sukces. Warto więc bez opamiętania odkrywać w nim nie tylko przyjaciela świetnie posługującego się logiką i komputerem, ale też mężczyznę, który siedzi w środku i chce choć na chwilę wydostać się na zewnątrz. Postanowiła dać mu to na tyle, na ile będzie umiała, i sama cieszyć się tym z nim do końca.

twarz18

Myśl ta uspokoiła ją i zrelaksowała. Postanowiła wypocząć przez chwilę i pogapić się z łóżka za okno na wielki Londyn. Gdy zaczęło się ściemniać, wyjęła z torby komputer i zupełni e już uspokojona podłączyła się do sieci.

– Kath? – usłyszała niepewni głos. – Myślałem, że już nie zadzwonisz, że się wystraszysz.

– Przeraziłam się nie mniej od ciebie, ale zdałam sobie sprawę z tego, że cokolwiek mną kierowało, bardzo mi się to podobało i jeszcze czuję miękkość twoich ust.

– Nic już nie mów, Kath. Tak bym chciał, żebyś tu była, żeby znów to wszystko się stało. Znów poczuć zapach twoich perfum i dotyk twoich ust. Zupełnie się rozsypałem, Kath.

– Jestem przy tobie, Warlord. Jutro znów przyjdę, by tym razem cię pożegnać na te parę tygodni.

– Nigdy bardziej niż teraz nie chciałem, byś nie jechała. Zostań przy mnie, proszę –wyszeptał, załamując głos.

– Nigdy cię nie opuszczę, nawet będąc daleko stąd.

– Spodziewałem się, że powiesz coś takiego. Masz rację. Życie toczy się dalej. Rozkleiłem się jak baba.

– Hej! – zaprotestowała. – Co to znaczy „jak baba”?

– No i wracamy na właściwe tory – roześmiał się, wciągając nosem spływające do gardła łzy.

– Uspokój się. Jestem gotowa do opowieści.

– Poczekaj chwilkę, muszę się ogarnąć – otarł łzy z oczu i wezwał pielęgniarkę. Gdy ta weszła, dał jej znać, że już czas wezwać słuchaczy.

Gdy szum ucichł, Kathrin zaczęła snuć dalszy ciąg opowieści.

– Słyszałem, że byłaś bardzo pomocna podczas mojej nieobecności i spisałaś się z pewnością lepiej niż ja.

– Czyżbyście nie znaleźli chętnych do walki za Rohan, panie?

– Ależ znaleźliśmy i zgromadziliśmy wszystkich Rohirrimów za miastem. Wydaje się jednak, że to wciąż mało. Pogłoski chodzą, że Czarodziej odwiedził króla, a ten poczuł się lepiej i wypędził Grimę z Edoras – wyrzucił z siebie jednym tchem.

– To dobre wieści? – spytała dziewczyna, nie znając Grimy ani nie słysząc wcześniej o czarodzieju.

– Bardzo dobre. Mithrandir to mądry mag i leży mu na sercu los Śródziemia. Warto mieć w nim sprzymierzeńca.

– Hm, więc dobrze, że się pojawił – dziewczyna nie rozważając tych słów dłużej skierowała się do kuchni, by przygotować posiłek dla strudzonego Meneki.

Mężczyzna zdjął odzienie i podszedł do misy, by umyć się przed posiłkiem.

– Pogoda jest zła. Od kilku dni nie widać słońca zza chmur, a i deszcz nie pada, by się przejaśniło – zaczepiła z kuchni dziewczyna.

– Prawdę powiadasz. Jeszcze bardziej się zimno przez to robi. Oczekiwałem wiosny.

– Zaprawdę. Tylko patrzeć aż się ociepli. Zimowe kwiaty już od miesiąca kwitną.

– Obyśmy doczekali tej wiosny. Widzieliśmy wojska nieprzyjaciela gromadzące się w Isengardzie, gotowe do ataku – mężczyzna zamyślił się i usiadł przy stole, a dziewczyna podała potrawę.

– Czy to już? – zaniepokoiła się.

– W tych dniach się wyjaśni. Nie wszystkie wieści do mnie dotarły, ale kazano nam zostać w mieście. Mówią, że ludzi z wiosek będą na wszelki wypadek tu zwoływać, by jakiś czas w grodzie ich ochronić.

– Dziewczyna musi to zobaczyć, jeśli pozwolicie, panie – chwyciła płaszcz i wybiegła z domu na ulicę.

Pobiegła w dół aż do bramy, a za nią do dalszego kręgu, aż do schodów na mur, gdzie stali strażnicy. W chwilach zagrożenia nie wolno było przebywać na murze nikomu prócz straży. Wpuszczono ją jednak, gdyż jeszcze ubiegłej nocy wspólnie z nimi przygotowywała zbrojownię.

Dziewczyna wychyliła się nieco i wypatrywała w oddali jakiegoś ruchu. Sporo ludzi ściągało do miasta. Także od Edoras ciągnął tłum ludności, co oznaczało ewakuację miasta.

Dziewczyna odwróciła się i spuściła wzrok w zamyśleniu. „Ludzie z Edoras idą – pomyślała. – To musi być już niedługo”. Myśl ta przeraziła ją nie na żarty. Nie żałowała życia, ale raczej przeraziła ją myśl, że nie podoła, że tak jak w tym lesie, nie będzie dość szybka.

Ludzie schodzili się przez główną bramę i lokowali w przejściu tuż za murem, a gdy zrobiło się za ciasno, kierowano ich wprost do głównej sali jaskini oświetlonej wieloma pochodniami. Strażnicy podchodzili do każdego i informowali, gdzie i jaką pomoc mogą otrzymać oraz jak bezpiecznie poruszać się po jaskiniach. Mężczyźni byli od razu kierowani do zbrojowni i wydawano im broń. Po niedługim czasie dotarł pochód z Edoras. O dziwo, mało było wśród nich mężczyzn zdolnych do walki. Dziewczyna zastanawiała się, co się stało i gdzie są ich mężczyźni. Postanowiła pozostawić domysły i zaczepiła młodą kobietę, by spytać.

– Dopadły nas wilki Isengardu. Mężczyźni zostali, by walczyć. My zbiegliśmy – kobieta rozpłakała się. – Takie nieszczęście!

Dziewczyna już miała pocieszyć biedaczkę, gdy od tyłu podszedł do niej syn piekarza i złapał za ramię.

– Chodź, panienko. Dzieci głodne, wiele staj przeszły. Czas wydać nieco żywności. Ojciec liczy na twą pomoc.

– Tak, oczywiście. Ludzie są głodni – spojrzała jeszcze raz na roztrzęsioną dziewczynę wzrokiem pełnym współczucia i poszła za chłopakiem.

Z tłumu wyróżniała się jedna kobieta. Młoda i piękna, odziana w lepsze szaty od pozostałych. Widać było, że mimo strachu w oczach potrafiła się opanować i usługiwała ludziom i dobrym słowem, i pomocą.

– Piekarzu, kim jest ta pani? – spytała dziewczyna po chwili.

– To pani Eowina. Z domu króla prócz niego tylko ona się ostała – mężczyzna zapatrzył się na chwilę. – Nie byłaś w Edoras?

– A król, gdzie on?

W tej chwili na zewnątrz zrobił się ogromny harmider. Dziewczyna odłożyła kosz i wyjrzała na zewnątrz, gdzie przez bramę wjeżdżali konno mężczyźni.

W pierwszej chwili przeraziła się, gdyż zobaczyła wśród nich elfa. Nie był on jednak z Lorien. Zdradzał go wygląd i strój. Teraz w każdej chwili spodziewała się zobaczyć Haldira, gdyż do miasta ściągali coraz nowi przybysze.

W wizji nie było niestety okoliczności ani czasu przybycia Haldira. Widziała jedynie walkę w ciemności i śmiertelne ciosy. Wróciła więc do pracy i rozdzielała głodnym przybyszom kawałki chleba.

– Król przybył. Weźcie kosze i zanieście do króla, by jego i mężów wzmocnić przed walką – zarządził piekarz.

– Niegodna dziewczyna przekraczać takie progi. Wy idźcie, panie, a ta tu zostanie – odpowiedziała, przerażona wizją wejścia między tak zacnych mężów.

– Nie. Kobieta lepiej usłuży przy stołach. Idźcie i nie zwlekajcie – polecił i niemal popchnął ją i chłopaka w kierunku wyjścia.

Dziewczyna wróciła do obszernej sali, w której piekarz przechowywał chleb, i napełniła kosz pieczywem. Chłopak wziął drugi kosz i poszedł przodem.

Po kilku chwilach minęli strażników przy wejściu do sali królewskiej i stanęli w progu. Dziewczyna pochyliła głowę i spytała:

– Czy pozwolicie, panie, wnieść ten skromny poczęstunek dla ciebie i twoich ludzi przed walką, aby wzmocniło się ich ciało i duch?

– Prawda to. I ciało, i duch wzmacnia dobry posiłek, a ten chleb pachnie aż tutaj. Wnoście!

Weszli do środka i postawili kosze na stołach. Dziewczyna zaczęła rozdawać po niewielkim bochenku, a zaraz wniesiono i wodę do picia. Kiedy podeszła do elfa, zawahała się. Podała mu bochenek i przytrzymała nieśmiało jego wzrok.

– Jaką drogą elf pojawił się w Helmowym Jarze, panie? – z przejęcia powiedziała w języku quenya, nie zwracając się nigdy inaczej do elfa.

– Mówisz językiem, który nie należy do ludzi? – niemal zamarł zaskoczony. – Także niewielu elfów go dziś używa.

– Gdzieś dziewczyna usłyszała ten dźwięczny język i zapamiętała nieco? – wykręciła się.

– Nie wygląda na „nieco”, nawet pospolici elfowie nie mówią tak czysto.

– Nie ma pospolitych elfów, panie. Każdy piękny i niezwykły, choć prawdę powiadasz, niektórzy jeszcze bardziej się wyróżniają i postawą, i mową.

– A ty gdzie spotkałaś elfów?

– Ach, czas na dziewczynę, tylu głodnych mężów czeka. Wybaczcie, panie.

Dziewczyna rozdała resztę pieczywa i czym prędzej opuściła salę widząc, że zadziwiony elf nie spuszcza z niej wzroku. Pobiegła szybko do domu i ukryła się w obawie, że jej obecność się wyda, gdy pan Haldir przybędzie. Weszła na piętro domu i wyjrzała przez okno. Drzewo nieco zasłaniało widok, więc niewiele mogła zobaczyć. Po dłuższym czasie usłyszała szum. Wszystkie kobiety i dzieci były usuwane z ulic i prowadzone do jaskiń. Schowała się szybko, by strażnicy jej nie zauważyli. Nie mogła być uwięziona przed walką, a z pewnością nie pozwolono by jej opuścić jaskiń dla jej własnego bezpieczeństwa.

Za czas jakiś usłyszała wycie rogów. Zaskoczyło ją to, gdyż bramy dawno zamknięto i nikogo się już nie spodziewano. Wyjrzała za okno, ale nic nie było widać. Wyszła na skalny występ i na drzewo, jak wcześniej, a z niego na pierwszy fragment muru. Zmierzchało się, ale w ostatnim blasku dnia zobaczyła piękne sylwetki maszerujących elfów. Serce jej zamarło i omal nie osunęła się z muru.

Wróciła czym prędzej do domu i nałożyła przygotowane wcześniej na tę okazję ubranie. Odzienie było z gładkiej, miękkiej skóry. Spodnie dobrze przylegały do nóg. Przy łydce miała ukrytą pochewkę na mały nóż. Do pasa przypięła miecz i mocno związała włosy, tak by schować je pod płaszczem, który narzuciła na wierzch. Płaszcz był ciemnoszary, tak by nie rzucać się w oczy, sięgał do kolan i szczelnie okrywał jej ciało, nie krępując ruchów. Na głowę założyła kaptur, by nie było widać kobiecych włosów. Wyjęła zielony kamień z torby i zawiesiła sobie na szyi. Czuła, że dany był jej dla opieki. Usiadła na łóżku i zamknęła oczy. Prześledziła jeszcze raz wszystkie wypadki, jakie widziała w wizji, i powtórzyła w myślach swą drogę, by móc wypełnić misję. Czekała w samotności, patrząc jak elfowie zajmują miejsca przy murze. W oddali po ziemi przemieszczała się czarna fala wroga. Nie było odwrotu. Zaczął padać deszcz. Żołnierze czekali w milczeniu na murach grodu, do których wróg zbliżał się z wielkim hałasem. Nagle zapadła cisza, po której nieprzyjaciel ruszył z wielkimi okrzykami. Nogi pod nią się ugięły, a przerażenie zalało i umysł, i ciało. Było ich tak wielu! Takiej liczby

nigdy się nie spodziewała, takiej liczbie nie mogli podołać. Jak może doprowadzić swą misję do końca? Nagle jednak zaświtała w jej głowie myśl, że nigdy nie zobaczyłaby tej wizji, gdyby oddalenie jej wyroku było niemożliwe. Ta myśl natchnęła ją nadzieją i skierowała umysł na sposób działania. Strach nagle spłynął z niej jak woda ze stoku i już wiedziała, że nie zawróci.

cdn.