Odcinek 28, w którym Kathrin i Leo znajdują tajemniczą skałę

Odcinek 28, w którym Kathrin i Leo znajdują tajemniczą skałę


Nim kawa była gotowa, spakowali swoje rzeczy i przygotowali się do drogi. Potem usiedli na plecakach i rozkoszowali się cudownym aromatem.

Co u Warlorda? – spytał.

Po staremu. Był ciekaw co u nas – spojrzała na niego. – Uspokoiłam go, że jest ok.

Ok? Nie jest ok. Jest zimno i są tu jadowite węże. To nie jest ok! – sprostował.

Zimno to dopiero będzie, ale może nie poczujesz, pocąc się przy wspinaczce.

Nie denerwuj mnie. Nie lubię zimna ani wspinaczki z mułem i plecakiem – odszczeknął, a humor mu się wyraźnie nie poprawił.

Ok, będzie lekko i przyjemnie, jeśli taka wersja cię uspokoi. Wstawaj, idziemy. Przed nami, mam nadzieję, tylko dwa dni drogi do celu, a potem powrót – zastanowiła się.

Chłopak opuścił szczękę i nic nie powiedział. Zebrał się szybko, dając wyraz swej determinacji, by zakończyć tę przygodę jak najszybciej.

Szli powoli. Teren był kamienisty i trudno się po nim chodziło bez narażania się na skręcenie kostki czy zranienie o kamień. Plecaki, choć zawierały naprawdę niezbędne rzeczy, i tak były dość ciężkie. Muł również nie okazywał entuzjazmu. Po kilku przystankach, tuż przed zmrokiem, wypatrzyli niewielką kieszeń skalną. Przyjęli ten widok z ulgą, gdyż bali się spać tak wysoko bez żadnej osłony czy to od deszczu, czy od burzy, a ciemniejące chmury nie wróżyły gwieździstej nocy.

Kathrin napawał nadzieją widoczny w oddali pas śnieżnego szczytu. Była potwornie zmęczona, podobnie jak Leo, który już nawet nie marudził. Cel wydawał się być blisko, ale oboje zdawali sobie sprawę, że w górach może to oznaczać bardzo wiele godzin marszu.
– To może tu? – Leo rzucił się do wnętrza zagłębienia.

Stój! – krzyknęła Kathrin. – Nie sądzisz, że trzeba się upewnić, że nie ma tam jakichś zwierząt?

Nic nie widzę – parsknął, ale na wszelki wypadek się wycofał.

Leo, rozpal ogień i wrzuć świeże liście. Dym wypłoszy cokolwiek by tam było.

Byłaś na kursie survivalu? – zapytał poirytowany jej przewagą.

Dzieci to wiedzą – rzuciła stawiając plecak na ziemi i rozglądając się za gałązkami. – I tak mamy szczęście. Nie ma tu podobnych miejsc. Rozejrzyj się.

Co masz na myśli? Wszędzie są góry. To Andy! – odpowiedział wyrażając zdziwienie.

A jednak wszystkie skały są podobne, a tylko tu jest taka kieszeń. Do tego dziwna. Może ktoś wysadził kawałek skał. Jej brzegi nie wyglądają jak inne. Są ostrzejsze, choć jeśli ktoś to wysadził, to lata temu – dotknęła dłonią krawędzi i rzuciła rozpaloną pochodnię z traw do wnętrza.

twarz27

Odczekali chwilę i przyglądali się dokładnie podłożu, czy coś nie pełznie w ich kierunku. Chłopak spostrzegł jakiś cień chowający się za skały, ale nie przejął się, gdyż nie poruszał się w jego stronę. Kathrin, odczekawszy aż ogień zgaśnie, uprzątnęła gałązki i rozłożyła tam karimaty, by z przodu pozwolić Leo rozpalić ogień w bezpiecznej odległości. Muła również przywiązali w bezpiecznej odległości, by się nie mógł oparzyć, ale i nie zmarzł. Kathrin przyniosła mu w menażce wody i poluzowała sznur, by dosięgał do dalej rosnących traw. Gdy siedzieli już przygotowując własny posiłek, Leo spoglądał nerwowo na ogień.

O co chodzi, Leo? – spytała Kathrin.

Czujesz wiatr? – spytał w odpowiedzi. Kathrin zatrzymała się na chwilę i wczuła w otoczenie.

Nie, kompletna flauta, oczywiście gdybyśmy byli na wodzie – odparła.

To czemu ogień się odchyla w stronę przeciwną do naszych siedzeń? – spytał.

Rzeczywiście. Nie zwróciłam uwagi, bo się chmurzy. Spodziewałam się wiatru do chmur, ale o zmroku często jest cicho. Dopiero potem się wzmaga. Spodziewam się burzy. Jednak rzeczywiście teraz powinien palić się prosto – przyglądała się zdziwiona, podnosząc rękę w kierunku, z którego spodziewała się podmuchu.

Wyczuła lekki ruch powietrza dokładnie między nią a Leo. Ze środka, nisko, z małej szczeliny zdawało się lekko powiewać. Wyjęła patyk z ognia i zarzucił na niego kilka źdźbeł świeżej trawy, by wywołać dym. Dym unosił się dokładnie w kierunku ognia. Był to jasny znak, że za tą skałą jest jaskinia, a za jaskinią otwór, z którego pochodzi powiew. Nachyliła się i poczuła zapach wilgoci. To akurat jej nie zdziwiło.

W jaskini mogła być woda. W końcu zmierzają do źródła Amazonki. Woda jest częścią tej wyprawy.

I co? – spytał chłopak.

Zjedzmy coś. Potem idźmy spać – odpowiedziała bez wdawania się w dalszą rozmowę.

No żartujesz? Tam coś jest. Może to ważne. Chcesz to tak zostawić i po prostu zjeść i iść spać? – aż uniósł ręce w niedowierzaniu.

Tak. Jeśli jest tam jaskinia, może w ogóle nikt tam nigdy nie był, co musimy wziąć pod uwagę. Jeśli jest tam dziś, to będzie i jutro. Będzie więcej światła i my będziemy wypoczęci. Nie wygląda też, by ktoś tędy wchodził, więc musimy poszukać innego wejścia. Dziś nie mam siły – westchnęła na koniec.
– Jasne. Nie wiem czy zasnę. To takie… a ty chcesz się odwrócić i spać jak gdyby nigdy nic – mamrotał półgłosem.

Chcesz fasoli? Może, jako że śpimy na świeżym powietrzu, nam nie zaszkodzi? – zażartowała.

Ty naprawdę masz to gdzieś! Albo wiesz więcej niż mówisz. Powiedz prawdę! – zażądał.

Och, jaki ty jesteś nudny. Szukamy jaskini, ale spodziewałam się jej na samym szczycie, gdzieś pod śniegiem. Nie sądzę, że to tu.

Może ta jaskinia ma wiele chodników i jeden prowadzi tutaj. Może więc nie będzie trzeba iść wyżej. Pomyślałaś o tym?

A jak chcesz to zweryfikować? Na czuja? – zdenerwowała się. – Jak pod ziemią sprawdzisz, nie gubiąc się, czy jest połączenie z powyższymi chodnikami i czy idą do tego miejsca, gdzie sądzę, że jest nasze wejście?

Nie wiem, ale nie chcę iść po lodzie i w deszczu cały dzień pod górę. Wolę pod ziemią. Mamy sprzęt i GPS, a nawet zwykły kompas. Warto spróbować.

Jutro. Pogadamy o tym jutro – Kathrin wcisnęła mu w ręce gorący talerz fasoli i zmroziła go wzrokiem.

Jutro, ale nie odejdziemy stąd, bez zbadania tego miejsca – przystał.

Kieszeń była dość głęboka, by się w niej ukryć tak, żeby nie zmoknąć. Burza denerwowała Leo, który zdawał sobie sprawę z faktu, iż piorunowi na pewno bliżej do nich niż do niższych partii gór. Postanowił pozbyć się wszystkiego co metalowe i wtulić w skały tak, by tę noc jednak przespać i być gotowym na kolejny dzień. Tym razem dzień pełen wrażeń.
Burza ucichła tuż po północy. Wkrótce też przestało padać. Oboje zapadli w głęboki sen, który przerwał blask ostrego słońca.

Kathrin obudziła się pierwsza. Wstała i rozejrzała się dokoła. Dopiero po chwili dotarło do niej, że nie ma muła.

Leo, Leo! Widziałeś muła? – potrząsała chłopakiem mocno.

Chłopak zerwała się na równe nogi, spojrzał na nią i potrząsnął głową, jakby strącając ostatnie strzępy snów.

Jakiego muła? – spytał nie do końca przytomny.

Muła nie ma! Sznur jest zerwany! – krzyknęła zdenerwowana.

Pewnie przestraszył się burzy i uciekł – odpowiedział chłopak.

Pewnie tak – zmartwiła się dziewczyna. – Teraz my musimy nosić rzeczy.

Mowy nie ma. Sporo zjedliśmy przez ostatnie dwa dni. Część rzeczy zapakujemy i zostawimy tutaj na powrót. Kto miałby je ukraść?

Racja – przyznała.

Dawaj, robimy śniadanie i rozdzielamy rzeczy. Ja idę po chrust. Mało schowaliśmy w suchym miejscu. Będzie trudno – zarządził.

Ok, ja zrobię kanapki – zgodziła się i już po chwili przygotowywała plastry pieczonego mięsa i pieczywo.

Śniadanie jedli w pośpiechu. Oboje ulegali ciekawości miejsca, które odkryli. Zgodnie dzielili się obowiązkami. Leo przygotował kawę, Kathrin podała kanapki i uprzątnęła produkty.

Przecież i tak byśmy nie zabrali muła do jaskini. Dobrze, że się urwał – zaczął rozmowę Leo.
– Miałeś coś z tym wspólnego? – spytała podejrzliwie.

Nie. Spałem. To burza – odpowiedział Leo.

Niech to będzie lepiej prawda – zdawała się mu nie wierzyć.

Kathrin, jesteśmy po tej samej stronie. Nie odciąłem muła, sam się urwał z powodu burzy, jak mniemam – tłumaczył się widząc jej podejrzenia.

Ok, ok. Pij szybciej, bo nie chcę marnować dnia – pogoniła go Kathrin i zaczęła rozkładać rzeczy, zastanawiając się, co może zostać, a co muszą zabrać.

Po godzinie byli gotowi do drogi. Niezależnie od tego, czy znajdą wejście do jaskini, czy nie, mogą wziąć ze sobą tylko tyle rzeczy, ile sami uniosą. Leo podszedł do skał i zaczął dokładnie oglądać otwór. Był bardzo mały i zdawało się, że skały wokół niego stanowią całość, której nie da się w żaden sposób, pozbawiony mocy ładunku wybuchowego, otworzyć.

Obszedł skałę wokół, wspinając się nad kieszeń. Kathrin sprawdzała z drugiej strony. Badała wnękę dokładnie. Obeszła ją z każdej strony. Gładziła kamienie, gdy Leo rozpracowywał okolicę, licząc na znalezienie innego otworu.

Jej uwagę przykuł w końcu rząd wgłębień nad wejściem. Przyjrzała się dokładnie i zauważyła, jakby ktoś wielokrotnie napisał litery „m” i „n”, ale z przedłużonymi liniami w dół.

Och, na złoto Morii! – wykrzyknęła jak oparzona.

Co, co się stało?! – Leo zbiegł ze zbocza.

To niemożliwe! – krzyknęła i usiadła na ziemi wgapiona w napisy.

Co tam jest? – spytał poirytowany brakiem odpowiedzi.
– To Tengwar! Nad wejściem do jaskini jest napis pismem Tengwar! – wykrzyknęła jakby znalazła żyłę złota.

Co to znaczy? – spytał zbity z tropu.

Nie wiem! To przecież Tengwar.

Pismo Tolkiena? To bzdura. Tu, w Andach, na jakiejś skale? Czyżby i tu docierali fani Śródziemia? – roześmiał się.

Ach, poczekaj. Jak było „m”? – zaczęła zastanawiać się nie zwracając na niego uwagi.

Co masz nadzieję znaleźć? – spytał poirytowany.

Mam taką teorię. We „Władcy Pierścieni” było wejście do jaskiń Morii. Otwierało je hasło oznaczające przyjaciela. To było coś na „m”. Przypomnę sobie, jak zobaczę.

Myślisz, że hasło rozkruszy tę skałę i wejdziesz jak Alibaba i czterdziestu rozbójników?

Ha, ha, ha – odpowiedziała wyraźnie urażona i zaczęła przyglądać się napisowi.

Odczytanie tekstu utrudniał mech porastający jego znaczną część, i luki po odłamkach, które musiały odpaść już jakiś czas temu.

Kathrin spędziła przy napisie ponad godzinę. Leo nerwowo szukał innego wejścia i był niemal gotów ruszać zboczem, gdy nagle Kathrin krzyknęła: – Melda!

W tym momencie skała zadrżała i powoli, wzdłuż linii nad szparą otworzyło się wejście do wewnątrz, niczym dwuskrzydłowe drzwi.

Ja cię, jak to się stało? – Leo opuścił szczękę i gapił się w otwarte przejście.

Nie wiem co tu jest grane, ale to mi się zaczyna podobać – wyszeptała Kathrin.

cdn.