Rosyjska dusza – polski duch


Około dziesięciu lat temu, nakładem Polskiego Instytutu Spraw Międzynarodowych ukazała się antologia pod redakcją prof. Andrzeka de Lazari pt. „Dusza polska i rosyjska od Adama Mickiewicza i Aleksandra Puszkina do Czesława Miłosza i Aleksandra Sołżenicyna”. Pozycja nader ciekawa, warto po nią sięgnąć – dziś może bardziej niż kiedy indziej. Jednak w samym tytule książki zgrzyta mi pewien fałsz: my, Polacy, chętnie mówimy o „polskim duchu”, a nie o jakiejś tam „polskiej duszy”! A że duch i dusza to dwie zupełnie różne sprawy, tłumaczyć nie trzeba. Temu, kto nie wie, czym ta „rosyjska dusza” jest, radzę sięgnąć po powieść pt. „Laur” Jewgienija Wodołazkina (Wydawnickwo ZYSK I S-KA, 2015), bo zawiera prawdziwą esencję sformułowania, opisując tej rosyjskiej duszy kolebkę i wszystkie jej złożone sensy. Książkę czyta się dobrze, nawet lekko, choć wchodzi się w realia epok zamierzchłych i klimatów wręcz mistycznych. „Tytułowy Laur to wprawdzie postać fikcyjna, ale utkana z wielu prawdziwych historii o rosyjskich świętych…” – czytamy w zapowiedzi wydawniczej. Tu należy się jednak sprostowanie: nie świętych, drogi Wydawco, nie świętych, a – „jurodliwych„!

Rosyjski „jurodliwyj” to określenie nie dające się wiernie tłumaczyć na żaden znany mi język, nawet polski. To osobnik będący czymś pomiędzy szaleńcem bożym a wioskowych przygłupem, nawiedzonym mnichem i znachorem, wędrownym żebrakiem i ludowym mędrcem. Ale też – sumienie narodu. Gdy w Polsce przeganiano takich „szaleńców” ze wsi do wsi, z chaty do chaty, czasem tylko dając miskę strawy na progu, w Rosji – inaczej mówiąc: w Rusi – darzono ich szacunkiem i słuchano z trwogą. Nie tylko wśród prostego ludu, ale i na pańskich dworach „jurodliwym” nie tylko krzywdy czynić nawet nie śmiano, ale słuchano z uwagą i lękiem. Charakterystyczne, że bywając w dawnym ZSRR żadnego „jurodliwego” nie napotkałem. Kryć się chyba musieli, bo po latach – zarówno w Rosyjskiej Federacji, jak i w dzisiejszej Ukrainie – „jurodliwi” się pokazali. Na placach, na ulicach, pod cerkwiami i chramami. Czy pełnią taką samą rolę jak niegdyś? Warto byłoby się przyjrzeć…

– Wasz zamyślony Kubuś Fatalsta

Dla zaostrzenia smaku, krótka scena dotycząca nawet nie głównego bohatera powieści, Arsienija, ale innego z „jurodliwych”:

„…A gdy miasto zostało oczyszczone, Foma położył się w cerkiewnej kruchcie i rzekł:

– I co wy, pytam się, dalej zrobicie? A teraz piszcie. Czeka was wielki mór, ale pomoże wam sługa boży, Arsenij, powracający z Jerozolimy. A potem odejdzie również i on, albowiem będzie musiał opuścić ten gród. I wtedy musicie wykazać się krzepkością ducha i skupieniem wewnętrznym. Było nie było, nie jesteście już dziećmi.

Dopilnowawszy, żeby wszystko zostało zapisane, nawiedzony Foma zamknął oczy i umarł. Potem otworzył je na chwilę i dodał:

– Postscriptum. Niech Arsenij ma na uwadze, że czeka na niego monaster abby Cyryla. Koniec.

Powiedziawszy to, nawiedzony Foma umarł ostatecznie…”

Piękne, prawda?


Obserwuj Kubus Fatalista:

Ostatnie wpisy